• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
3.9.72 | A storm tests the strength of roots,not the beauty of leaves | Lou & Cynthia

3.9.72 | A storm tests the strength of roots,not the beauty of leaves | Lou & Cynthia
Czarodziej
“It was hotter than rage, and sharper than fear, and cut deeper than helplessness, all because I couldn’t get to you.”
wiek
sława
—
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Koroner
Mieniące się srebrem, długie pasma włosów opadają Cynthii prosto na ramiona i ciągną się za połowę pleców, spod wachlarza czarnych rzęs spoglądają jasnoniebieskie, chłodne tęczówki. Jest średniego wzrostu o dość drobnej, smukłej budowie ciała. Wydaje się krucha i delikatna, głównie przez bladość skóry, jakby pozbawiona siły fizycznej. Doskonale dostosowuje sposób mówienia oraz gesty pod towarzystwo, w którym aktualnie przebywa, sprawnie manipuluje za pomocą wyglądu. Jest niewinnie śliczna, a jednocześnie przeraźliwie kojarzy się z zimą.

Cynthia Flint
#3
16.04.2025, 22:30  ✶  
Każdy czasem potrzebował zmiany otoczenia, a wrześniowe wieczory wciąż były przyjemne i suche, zachęcały do spędzania czasu na zewnątrz. Wrócił też ojciec, nie chciała wchodzić w ewentualne dyskusje z Louvainem w jego obecności, chociaż nie sądziła, że cokolwiek go to obchodziło. Miał swoje sprawy, a ona nie była Castielem.
Siedząc na ławce, zastanawiała się nad tym, co mu powiedzieć i jak mogłaby się potoczyć ta rozmowa. Próbowała zgadnąć scenariusze, ale czarodziej nauczył ją tego, że z nim nigdy nie było stabilnie i spokojnie. Nie było bezpiecznie. Umiał rozpętać burzę w kilka sekund, dać się ponieść emocjom w sposób tak intensywny, że przypominał wzburzony ocean, bezlitośnie pochłaniający dryfujące po nim statki. Przypuszczała, że miał swój unikalny sposób na rozładowanie tego, co nim targało, ale nie brała pod uwagę, że mógłby mieć formę uroczej blondynki. Przymknęła na dłuższą chwilę oczy, czując, jak palce zaciskając się na kilka sekund. I wszystkie te pomysły, które miała, Merlin trzasnął, bo jego ton i postawa sprawiały, że wcale nie miała ochoty z nim rozmawiać. On miał swój wielki świat, swoją wojnę i swoje sprawy, więc najwidoczniej prawdziwy zaszczyt jej dotknął, że znalazł dla niej te dziesięć minut, które planowała obecnie mu zająć. Nie więcej.
- Kiedyś miałam słabość do promów i statków. - rzuciła jedynie, wzruszając delikatnie ramionami, odganiając napływające do głowy wspomnienia. Nie komentowała jego narzekania, braku umiejętności czerpania przyjemności z pięknych widoków i drobnych, pozornie codziennych rzeczy. Przypomniała sobie, że nie miały dla niego znaczenia. |
Uniosła brew, odwracając głowę w jego stronę, a spomiędzy warg uciekło jej prychnięcie.
- I dobrze, bo nie zasłużyłeś sobie na tę kawę. Chciałam być miła. Może się już przyzwyczaiłeś do tych wysokich ciśnień, bo jednak tu siedzisz. A nie, czekaj, nie ze względu na mnie, a na to, co Ci obiecałam. - stwierdziła chłodno, sięgając swój kubek z kawą, który zacisnęła w palcach. Podniosła się z ławki, robiąc kilka kroków w stronę stojącego nieopodal śmietnika i wrzucając do niego papierową torbę z zawartością. Nie to nie. Zrobiła kilka łyków, odwracając się do niego i stając przed ławką, na której siedział. Omiotła go spojrzeniem, jego postawę i wyraz oczu. Kawa była przyjemnie ciepła, lekko gorzka. Miała odrobinę śmietanki, ale żadnego cukru.
- Oh, czyżbyś zapomniał? - przekręciła głowę na bok, uśmiechając się z nutą zadziorności zmieszanej z satysfakcją, a potem spojrzała gdzieś na bok, upijając ciepłej kawy. Miał szczęście, że go nie oblała. Zrobiło się jej cieplej, coś skręciło jej żołądek i niewiele myśląc, znów drgnęła i  podeszła do śmietnika, pozbywając się papierowego kubka. Przetarła usta dłonią, biorąc zaraz z  ławki torebkę — ostrożnie, najwidoczniej nie chcąc trząść zawartością. - Teraz ja też już nie chcę kawy, dziękuje Ci bardzo. Tak, nie martw się. Załatwimy to szybko i wrócisz do swoich spraw.
Nie tak to sobie układała w głowie. Nie chciała brzmieć na złą i złośliwą, ale w jej głosie rozbrzmiewała drżąca, zirytowana nuta, której nie mogła ukryć.  Podeszła bliżej ławki, opierając o nią jedną nogę tak, aby było łatwiej szukać w magicznie powiększonym przedmiocie. Torebka wylądowała na jej udzie, a Cynthia zaczęła szukać w środku obiecanego prezentu, posyłając mu jednocześnie krótkie spojrzenie. Nie powinna tracić opanowania, a jednak nie mogła wyciszyć tego, jak była na niego zła. Jak dużo jego słów krążyło od dobrego miesiąca w jej głowie. Potem mogła już nie mieć okazji.
- Mówiłam Ci kiedyś, że jesteś absolutnie nieznośny i należy mi się order za cierpliwość? Dawno powinnam Cię zostawić samego sobie, to nie, nie mogę. Nie umiem. A Ty mi jeszcze powiesz, że... - przygryzła dolną wargę, przymykając oczy, nie chcąc kończyć zdania. Nie chciała być jak on. Nie chciała mówić tego, co miałoby go celowo zranić, nie chciała rzucać słów, których mogłaby żałować. Kolejny powiew wiatru sprawił, że przypomniała sobie o ich ostatnim spotkaniu, o tym wszystkim, co było wcześniej, o słowach, czynach i poczuła, jak bieleją jej kostki od mocnego zaciskania torebki. - Daruj sobie tylko krzyki i pretensje, nie mam ochoty na kolejną awanturę. A Ty ponoć nie masz czasu.- dodała jeszcze, tak na wszelki wypadek, gdyby kolejna burza z piorunami miała uderzyć. Nie miała na to siły. Nie dziś. Wyjęła ostrożnie pudełeczko, odwieszając torebkę na ramię i zacisnęła je w dłoniach, prostując głowę i wbijając w niego spojrzenie. Było niewielkie, wykonane z drewna obitego miękkim, granatowym materiałem. Miało dodatkowo zabezpieczony zamek, który wymagał użycia odpowiedniego kluczyka, a wewnątrz dodatkową wyściółkę.- Pamiętaj, żeby użyć tego z odpowiedniej odległości, szybko reaguje. Widzisz? Dotrzymałam słowa, a taka mało lojalna jestem. - poinstruowała go, wyciągając dłoń w stronę ciemnowłosego mężczyzny. Jej tęczówki z odrobiną zawahania się odszukały onyksowych oczu, a Cynthia westchnęła cicho. Potrzebował tego, a ona nie chciała mieć go na sumieniu, chociaż pewnie wiele innych istnień będzie miała. Nawet gdyby ona mu tego nie dała, ojciec by mu dał.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Cynthia Flint (2359), Louvain Lestrange (2569)




Wiadomości w tym wątku
3.9.72 | A storm tests the strength of roots,not the beauty of leaves | Lou & Cynthia - przez Cynthia Flint - 30.03.2025, 00:52
RE: 3.9.72 | A storm tests the strength of roots,not the beauty of leaves | Lou & Cynthia - przez Louvain Lestrange - 07.04.2025, 02:36
RE: 3.9.72 | A storm tests the strength of roots,not the beauty of leaves | Lou & Cynthia - przez Cynthia Flint - 16.04.2025, 22:30
RE: 3.9.72 | A storm tests the strength of roots,not the beauty of leaves | Lou & Cynthia - przez Louvain Lestrange - 18.04.2025, 11:13
RE: 3.9.72 | A storm tests the strength of roots,not the beauty of leaves | Lou & Cynthia - przez Cynthia Flint - 27.04.2025, 00:50
RE: 3.9.72 | A storm tests the strength of roots,not the beauty of leaves | Lou & Cynthia - przez Louvain Lestrange - 02.06.2025, 21:09

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa