• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
3.9.72 | A storm tests the strength of roots,not the beauty of leaves | Lou & Cynthia

3.9.72 | A storm tests the strength of roots,not the beauty of leaves | Lou & Cynthia
Czarodziej
“It was hotter than rage, and sharper than fear, and cut deeper than helplessness, all because I couldn’t get to you.”
wiek
sława
—
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Koroner
Mieniące się srebrem, długie pasma włosów opadają Cynthii prosto na ramiona i ciągną się za połowę pleców, spod wachlarza czarnych rzęs spoglądają jasnoniebieskie, chłodne tęczówki. Jest średniego wzrostu o dość drobnej, smukłej budowie ciała. Wydaje się krucha i delikatna, głównie przez bladość skóry, jakby pozbawiona siły fizycznej. Doskonale dostosowuje sposób mówienia oraz gesty pod towarzystwo, w którym aktualnie przebywa, sprawnie manipuluje za pomocą wyglądu. Jest niewinnie śliczna, a jednocześnie przeraźliwie kojarzy się z zimą.

Cynthia Flint
#5
27.04.2025, 00:50  ✶  
Relacje nigdy nie były jej mocną stroną, utrzymując się głównie na płaszczyźnie powierzchownej, płaskiej. Była to chyba kwestia zdobytych młodo nawyków i poczucia odpowiedzialności, konieczność przeskoczenia kilkunastu lat rozwoju emocjonalnego w celu spełnienia oczekiwać. Nie narzekała, tak po prostu było i jedyne, co mogła zrobić, to się z tym pogodzić, czasem kogoś do siebie dopuścić i pozwalać mu na robienie dziur w murze. Kłamstwem byłoby jednak stwierdzenie, że to lubiła. Nie umiała brać relacji swobodnie i bez planów, każdą rozkładała na czynniki pierwsze, co było złe. Głupie. Równie głupio czuła się, jednak gdy pozwalała dojść do głosu czemuś, co tkwiło gdzieś w środku, jakby pokazywało to w lustrze odbicie dziewczyny, której nie znała. Z którą nie wiedziała, jak się pogodzić. Tak się łatwiej żyło, ale nie przeżywało. A Louvain przeżywał, Tori przeżywała i nawet Sauriel, będąc księciem ciemności i stworzeniem nocy, przeżywał, a nie egzystował.
Na swój sposób się starała, nie korzystała z żadnych magicznych sztuczek, aby pozwolić sobie tego wieczora na coś więcej, na coś poza jej kontrolą i próbą rozgrywania partii szachów, ale nie było to łatwe. Chciała to zrobić dla niego, gdyby coś poszło nie tak, jak powinno, bo okropnie czułaby się z myślą, że ich potencjalnie ostatnie spotkanie byłoby kolejną burzą i piorunami trzaskanymi z onyksowych tęczówek, ale jej tego nie ułatwiał. Bo był chodzącą emocją, a ona jeszcze swoich nie umiała ubrać, nadać im odpowiedniego kształtu, a może po prostu zapomniała, jak to się zrobi przez te siedem czy osiem lat, odkąd pozwoliła sobie na to po raz ostatni? Nie traktowała pozbycia się dobrej kawy, jako zagranie. Nie zastanawiała się w ogóle nad tym, po prostu zrobiła się gorzka, jakby ktoś dolał tam obrzydliwego syropu z cebuli. Nie skomentowała jego przedrzeźniania, nie obdarzyła go wówczas nawet krótkim spojrzeniem, wciąż zirytowana pozostawioną na ustach goryczą, rozlewającą się cierpkością po ciele.
Wywróciła oczami, kręcąc głową. - Twoja pewność siebie jest doprawdy, fascynująca. Przeszło Ci przez myśl, że może wyświadczam Ci tę ostatnią przysługę w formie pożegnania? - zaczęła z delikatnym wzruszeniem ramion, chociaż z jej tonu ciężko było wyczytać, czy było to żart, czy może drzemało w tym ziarno prawdy. - Nie wiem, może coś Ci do oka wpadło i nie zauważyłeś, ale świetnie Ci to idzie. Piekło to Twoja specjalność, co?
Wiedziała, że powinna ugryźć się w język, ale jej tego znów nie ułatwiał. Lustrowała go chłodnym, niebieskim spojrzeniem, czując, jak równie zimne powietrze skutecznie chłodzi rozgrzane policzki. Przeniosła spojrzenie z twarzy czarnowłosego gdzieś na przestrzeń za nim, unosząc dłoń i przesuwając palcami po oczach, kolejny raz dziękując Merlinowi za magiczne kosmetyki, a potem westchnęła, licząc do dziesięciu. Nie miała pojęcia, jak mieliby się dogadać, mając tak odmienne sposoby życia i temperamenty. On był jak ogień, palił i dusił dymem, zostawiał poparzenia, ale też ogrzewał, gdy chłód stawał się nie do zniesienia, a ona doskonale wpasowywała się w kostnicę z całą jej ciszą, echem i zimnem. Problem polegał na tym, że żadne z nich nie umiał bądź nie chciał się odciąć, bo były pomiędzy nimi takie rzeczy, których nie mówiło się głośno. Wszystkie te sekrety, wszystkie te szepty.
Oliwa była niebezpieczna, podobnie jak palce, w które trafiła. A jednak gdy ich spojrzenia przez chwilę spotkały się na neutralnym gruncie, mógł dostrzec zaufanie, którym go darzyła. Bo Cynthia doskonale wiedziała, że z dwojga złego lepiej mieć go po swojej stronie i nie był kimś, kto porzucał ważnych dla siebie ludzi bez naprawdę dobrego, mocnego powodu. Miał elastyczne linie, wystarczyło spojrzeć, jak długo tolerował siostrę i jej występki. Nie brała pod uwagę też tego, że przekazanie mu tej fiolki miało jakkolwiek wpłynąć na ocenę jego Mistrza względem jej rodziny, bo przecież ojciec i tak im pomagał. Robił to finansowo, zaopatrzeniem i pewnie udostępniając statki. I znów to wszystko, co działo się w milczeniu i w skrzyżowanych ze sobą tęczówkach.
Ton jego głosu się zmienił, podobnie jak wyraz twarzy i tym razem on nieco ją zaskoczył, sprawiając, że przekręciła głowę, słuchając tego, co mówił. Każde słowo odbijało się echem w jej głowie, poniekąd zapędzając ją w róg. Przeklęłaby brzydko, ale tego nie robiła. Odrzuciła torebkę na bok, już niedbale, bo nie tkwiła tam wybuchowa mieszanka i usiadła obok niego, opierając dłonie na swoich kolanach. Jej palce nie mogły znaleźć sobie miejsca, zaciskały się i rozluźniały, czasem chwytając materiał. Spojrzała przed siebie, tańczące światła Londynu i płynące po ciemnej rzece statki wcale nie pomogły jej zebrać tego chaosu, który ostatnio tak łatwo budził się w jej głowie.
- Masz rację, tchórze. - zaczęła cicho, przypominając sobie, że bez tych wszystkich masek nie była taka odważna, przynajmniej nie w sprawie relacji międzyludzkich. Ich nazwania, ramek, w których się zamykały. - Nie jesteś potworem, nie większym niż ja sama i ludzie, których obydwoje znamy, ale musisz przyznać, masz temperament trudny do okiełznania. Nieprzewidywalny. Taki, przez który może Ci się coś stać. I to gorszego, niż Azkaban.- mówiła spokojnie, na chwilę nawet kąciki jej ust drgnęły ku górze, jakby przez myśl przemknęło jej konkretne wspomnienie. Odwróciła twarz w jego stronę, ignorując usiłujące wpaść do oczu jasne pasma włosów. - Jak już zauważyliśmy, nie jestem w tym dobra, ale nigdy nie chciałam, żebyś pomyślał, że mi na Tobie nie zależy, że się o Ciebie nie martwię. I to jest coś, za co już Cię przeprosiłam. Lou, my się prawdopodobnie nigdy do końca nie zrozumiemy, Ty masz swój świat, a ja swój i żadne z nas się w nim wzajemnie nie odnajdzie albo może nie wiem jeszcze, jak zrobić, ale przez te wszystkie lata jakoś udawało się trzymać je przy sobie. - wyprostowała twarz, znów zbierając myśli. Zlewały się, przekrzykiwały ze sobą i nie bardzo umiała ustalić ich kolejność. - Wiem, że według Ciebie jestem nielojalna i zasłużyłam na to, jak mnie potraktowałeś, ale moim zdaniem, przesadziłeś. I nie mogę przestać o tym myśleć, bo doskonale wbijasz szpilki, które są gorsze niż zaklęcia w plecy. To wyczerpujące, ta uraza.
Zauważyła, unosząc na chwilę brwi, a potem oparła się o ławkę, odchylając głowę do tyłu. Spojrzała w ciemne, pozbawione gwiazd niebo — największa wada życia w mieście. Jak miała przestać być niezależną, samowystarczającą Thią, którą musiała być i na którą została wychowana? Przecież zaangażowanie wymagało poniekąd pokazania bezbronności drugiej osobie. - Nie wiem, jak mam zrobić krok do przodu. A Ty wiesz?
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Cynthia Flint (2359), Louvain Lestrange (2569)




Wiadomości w tym wątku
3.9.72 | A storm tests the strength of roots,not the beauty of leaves | Lou & Cynthia - przez Cynthia Flint - 30.03.2025, 00:52
RE: 3.9.72 | A storm tests the strength of roots,not the beauty of leaves | Lou & Cynthia - przez Louvain Lestrange - 07.04.2025, 02:36
RE: 3.9.72 | A storm tests the strength of roots,not the beauty of leaves | Lou & Cynthia - przez Cynthia Flint - 16.04.2025, 22:30
RE: 3.9.72 | A storm tests the strength of roots,not the beauty of leaves | Lou & Cynthia - przez Louvain Lestrange - 18.04.2025, 11:13
RE: 3.9.72 | A storm tests the strength of roots,not the beauty of leaves | Lou & Cynthia - przez Cynthia Flint - 27.04.2025, 00:50
RE: 3.9.72 | A storm tests the strength of roots,not the beauty of leaves | Lou & Cynthia - przez Louvain Lestrange - 02.06.2025, 21:09

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa