Gdyby Sauriel mógł usłyszeć Budkę Suflera, to pewnie właśnie nuciłby pod swoim nosem Noc komety. Ironia w końcu była jego ulubioną metodą komunikacji, nie mógłby sobie odmówić tej przyjemności. Przyjemności wkroczenia na teren, który stawał się "swój", jeśli tylko kocia łapa pewnie oparła się na podłożu. A tutaj oparła się na niej zaskakująco pewnie.
Gdy drzwi są otwarte oznacza to, że jesteś mile widzianym gościem. Sauriel drzwi za sobą zamknął. Nawet zatrzasnął zamek. Niewidoczna zza maski czerń oczu prześlizgnęła się po otoczeniu. Czuł ten zapach - strachu, niepewności i adrenaliny. Jedni chcieli uciekać, inni walczyć. Może gdyby bardziej się wysilił to poczułby już mocz najbardziej narażonego na przerażenie dziennikarza? A może nie? Może ci, którzy mieli tutaj dotrzeć jeszcze niewystarczająco zabawili się z żywymi, których silne uderzenia serc odliczało kres ich bicia?
Długie szaty skrywały pięści, skrywały też różdżkę, która teraz obrócona była tak, że przylegała do przedramienia Czarnego Kota. Jeśli to miejsce stało się jego, to kroczył zupełnie nie tak. Cicho, bezszelestnie, przy ścianie, gdzie cienie wydawały się dłuższe, a ludzkie oko wątpiło w to, co poruszyło się w ich kąciku*. To miejsce mogło zamienić się w kolejne pogorzelisko. Mogło spłonąć, mogło spopielić kości pań i panów, którzy teraz trzymali swoje klatki piersiowe, by to wspomniane serce przedwcześnie nie uciekło. Gdyby mogło - na pewno wybrałoby tę opcję. Szybki wyłam przez klatkę piersiową, żebra musiały w końcu ustąpić. Poza klatką - już tylko szuram do przodu. Tymczasem dym smagał szyby, pozamykane teraz na cztery spusty. Powinno się je uchylić? Żeby każdy tutaj mógł poczuć, jak byli bliscy zniszczenia. A przecież to był zaledwie początek. Pierwsze pożary, pierwsze zniszczenia. Pierwsze niepewności pochłaniające żywcem.
Mówili, że żywi są niebezpieczni. Mówili też, by najbardziej strzec się martwych za życia.
Cienie miały zacząć rosnąć i obejmować jak ramiona kochanki. Miały wić się, służyć, rosnąć. Dostać do każdego fragmentu tego miejsca, by żarówki zwątpiły w swoją moc działania, a ludzkie oko już nie mogło rozróżnić nie tylko tego, co w kąciku oczu, ale również tego, co przed nimi. Wszystko, co przed tobą kroczy może być twoją zagładką. Wszystko, na co spoglądasz, może stać się twoją zgubą. Nie wierzysz? Wierzyć nie musisz.
Niepotrzebna wiara tam, gdzie organoleptycznie badasz rzeczywistość.
Głośny dźwięk uderzenia maszyny pisarskiej o podłogę było jedynym dźwiękiem, jaki wydał Sauriel. Albo raczej nie on - jego działania. Kiedy dwójka Śmierciożerców osaczała nieznajomego nie chcąc niszczyć tego miejsca... przecież odrobina załamania nie zaszkodzi, prawda? Odrobina przetarcia nudy, skoro nie mógł skoczyć do gardła żadnego z nich. Dzennikarze byli potrzebni. Dziennikarze potrafili być mądrzy. Czarny kot patrzył pod swoje nogi na maszynę. Cienie otaczały go - jedynie czerwone ślepia bestii błyszczały w gęstej czerni. Ciemna mgła wędrowała po podłodze - albo przynajmniej miała wędrować - snuć się i dawać autentyczność tego, że Bram Stoker nie mógł się mylić. Albo nie mogła się mylić Stephenie Meyes - jednak błyszczały. Tylko słońca tu było brak. Ciemność się zakradła, ciemność była wszędzie. Sauriel podniósł wzrok na dwójkę Śmierciożerców. Jego krok był bezszelestny, kiedy przesunął się z zaciekawieniem wzdłuż biurka i znów jego zainteresowanie przykuł inny sprzęt. Co to w ogóle było? Aaaah... chyba przygotowane formy drukarskie? Może je czyścili..? Powoli uniósł jedną z nich i wymownie spojrzał w kierunku okna, robiąc przymiarkę ruchem... zupełnie jakby się zastanawiał nad tym, czy dorzuci tą formą i przebije szybę, by wpuścić trochę świeżego powietrza do środka.*
Zaczął nucić pod nosem aktualny czarodziejski hit radiowy. Czy on jednak nie leciał jakoś tak..? Nadciąga noc komety, ognistych meteorów deszcz... Na szczęście nucenie nie potrzebowało żadnych słów.
rzut na nocną marę
Slaby sukces...
*przewaga rodziny Rookwood: Jak patrzę tak to mnie widać, a jak tak to już nie - Rookwoodowie zwodzą zmysły i są w stanie zakraść się niepostrzeżenie do każdego niezabezpieczonego pomieszczenia.
*przewaga: zastraszanie
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.