Brewka Sauriela powędrowała ku górze, kiedy do obserwacji wdzięcznych wnętrzności śmietnika doszła przemowa. Bardzo energiczna, należy dodać. Oczywiście to, że laska szuka tam żarcia czy jest tak pierdolnięta, żeby gadać ze zgniłą kanapką przeszło przez jego myśli, ale w czysto komicznym znaczeniu, jako ten wlepiony w jego jestestwo cynizm. Tak całkiem na serio to nawet nie wiedział, co ma o tym myśleć, bo obecność kota mu zwyczajnie do łba nie wpadła. Szczur? Okej, jasne. Ale też przesunęło się przez jego głowę, że może kobieta miała jakiegoś chowańca, który po prostu się zawieruszył i właśnie w śmietniku wylądował, bo pogonił za... no za szczurem chociażby. I teraz urządzała akcję próby odratowania go. Jak więc na załączonym obrazku widać - nie podejrzewał jej też o bycie szlachetną rycerką, która cwałuje przez ulice Londynu na swoim złocistogrzywym (albo cienistogrzywym, jak to taki jeden czarodziej Gandalf) rumaku i wyciągała rękę do każdej potrzebującej istotki. Helloł, tutaj real life a nie żadne książeczki dla dzieci! A takie rzeczy zdarzały się tylko w książkach. No albo u osób chorych psychicznie.
Mężczyzna zaplótł ręce na klatce piersiowej, oparł się ramieniem o zimną cegłę jednego z budynków, skrzyżował nogi i w takiej postawie - gapił się. Na jego twarzy wręcz można było zobaczyć uznanie, kiedy Daisy się już obróciła i zwróciła na niego uwagę, albo raczej to on zwrócił na siebie jej uwagę. Nieistotne! Wyciągnął jednego kciuka w górę, żeby docenić jej starania rozmowy z... kontenerem.
- Nie przerywaj sobie. Nie chciałem przeszkodzić w tej żarliwej dyskusji z koszem. - Właściwie to chciał, bo jakby nie chciał to by nie przerywał. I teraz równie dobrze mógłby powiedzieć, że nie chciał jej przedrzeźniać czy zaczepiać, ale przecież to byłaby kolejna nieprawda. Półprawda? - Mądry wybór. - Lekko uniósł kącik ust w górę, trochę rozbawiony tym komentarzem. Niezależnie od tego, czy kobieta kiedyś już tam jadła, a Sauriel, szczerze mówiąc, nie wiedział nawet co tam dają. Ale nie o to chodziło. Chodziło o miejsce, w którym są i że to była już granica, gdzie zaczynano gówno na talerz podawać i kazano za to płacić. Do tego uroki tego zaułka wspaniale się komponowały z tym żartem. - Wolę, jak mnie porównują do Kota niż ducha. Mało ze mnie przejrzysty gość. - Hm, łądna była ta kobietka. Bardzo ładna. Lubił ten typ urody i chyba zaczynał myśleć, że lubił blondynki. Kojarzyły mu się ze... słońcem. Z ciepłem. Sam właściwie nie był pewien, skąd mu się to wzięło. Było to podobanie jednak bliższe temu, co artysta może odczuwać patrząc na dzieło sztuki, które wzbudzało pozytywne odczucia. - Nieprzyjemne "duchowe" doświadczenia? - Zagaił ot tak. No jasnee, duchy potrafiły być upierdliwe, alee z drugiej stroony on sam nie miał z nimi takich doświadczeń, żeby to ocenić. W szkole jak w szkole. Nie trzeba z nimi wchodzić w wielkie interakcje.
Rozplótł ręce i spojrzał, za co ona tam się zabiera, jaki potwór... więc i podszedł w jej kierunku. Wtedy, słysząc przeciągłe, żałosne miałknięcie, stało się to dość jasne. Pokręcił z politowaniem głową i podszedł w parę szybkich kroków do Daisy, łapiąc ją za nadgarstek, kiedy chciała pchać już swoje ręce do wewnątrz. To był mocny uścisk, nie miał w sobie dżentelmeńskiej delikatności, ale żeby nie było - nie był taki, który miałby zostawiać blizny. Dłonie Sauriela były bardzo blade, jak cała jego skóra. Ale przede wszystkim - były naprawdę zimne.
- Skaleczysz sobie te śliczne rączki. - Mruknął i puścił ją, wyciągając różdżkę, żeby nią unieść kota w powietrze. I postawił go na ziemi. Myślał, tak całkiem szczerze, że to jej chowaniec. Tymczasem kocur, spanikowany, jak tylko wylądował to dał dyla wzdłuż ulicy jakby się paliło. - Nie masz doświadczenia z kotami, co? - Czarnooki nie znał się na zwierzętach, ale koty znał jak własną kieszeń. W końcu się z takowym identyfikował. A przynajmniej zaczął odkąd znajomi zaczęli tak na niego wołać. Schował różdżkę do kieszeni.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.