07.02.2023, 01:27 ✶
Zamarła na obcy głos, który rozniósł się echem w zajętej przez nią alejce. Była pewna, że jej serce stanęło na dłużej, zupełnie jak u trupów, z którymi pracowała. Zacisnęła usta w akcie niepewności, analizując w głowie zasłyszane brzmienie. Ktoś, kogo znała? Ktoś z pracy? Na Merlina, naprawdę nie chciała, aby ktokolwiek wziął ją za ćpunkę, zniszczyłoby to jej karierę, pozbawiło szansy na awans, dostępu do najciekawszych zgonów! Dłoń mimowolnie zacisnęła się w piąstkę kolejny raz, dźwięk niby dzwonu rozniósł się w jej uszach, gdy obróciła głowę. Sylwetka przed nią rozmywała się odrobinę w półmroku, niby zaczarowana tonąc w poświacie stworzonej przez miejskie latarnie. Flintówna kiwnęla jednak głową, zbierając się w sobie i przełamując toczące się w niej zawroty, przybierając maskę odrobinę nieporadnego uśmiechu. Taką maskę, jaką świat wolał i akceptował u kobiet.
- Tak, dziękuje Panu bardzo. - odpowiedziała nieco bardziej zachrypniętym i mniej pewnym siebie głosem, niż chciała. Obraz, który sobą teraz przedstawiała, za nic nie pasował, do tego, jaka była. Cyjanka to trochę gryzło, więc drgnęła i zaparła się w sobie, podnosząc się i opierając plecami o mur. Bolały ją stopy od szpilek, musiała długo w nich chodzić po tutejszych alejkach. Była nieco zakurzona, płaszcz miała wilgotny i jakiś nieodpowiednio wymięty, co uderzało w jej wewnętrzny pedantyzm. Szybkimi ruchami rąk doprowadzała się więc do porządku, strzepując jakieś farfocle, wygładzając włosy. Troszkę chwiejnie, ale jej ruchy były pewne, zupełnie jakby odzyskanie kontroli dodało jej energii. Stanęła prosto po kilku minutach, podbródek miała odrobinę zadarty i obdarzyła go pociągłym spojrzeniem stalowych, nieco chłodnych oczu. Zrobiła krok w jego stronę, trochę wdzięczna i poruszona okazaną przez niego dobrocią i empatią, której tak niewiele można było doświadczyć w ostatnich latach. Pomimo bólu głowy, mogła się odrobinę postarać — nie lubiła mieć długów, nawet jeśli odwdzięczenie się było czymś tak błahym. Kąciki ust drgnęły jej delikatnie.
- Nie jestem pewna. Zgubiłam się? - odpowiedziała pytaniem na pytanie, wzruszając delikatnie ramionami, nie mając do końca wytłumaczenia na to, co się wydarzyło. Zioła w kadzidle musiały być doprawione. Niczym narkotyk wpłynąć na zmysły, omamić i przytępić. Jakim cudem jednak nie doświadczyła w tym przeżyciu innych ludzi? Czyżby to był efekt jakiegoś zaklęcia? Ściągnęła brwi, rozglądając się dookoła. - Czuje Pan coś dziwnego w powietrzu? - dopytała jeszcze, wsuwając w kieszeń skostniałe dłonie. Dopiero teraz poczuła, jak chłodną, wiosenną noc mieli.
- Tak, dziękuje Panu bardzo. - odpowiedziała nieco bardziej zachrypniętym i mniej pewnym siebie głosem, niż chciała. Obraz, który sobą teraz przedstawiała, za nic nie pasował, do tego, jaka była. Cyjanka to trochę gryzło, więc drgnęła i zaparła się w sobie, podnosząc się i opierając plecami o mur. Bolały ją stopy od szpilek, musiała długo w nich chodzić po tutejszych alejkach. Była nieco zakurzona, płaszcz miała wilgotny i jakiś nieodpowiednio wymięty, co uderzało w jej wewnętrzny pedantyzm. Szybkimi ruchami rąk doprowadzała się więc do porządku, strzepując jakieś farfocle, wygładzając włosy. Troszkę chwiejnie, ale jej ruchy były pewne, zupełnie jakby odzyskanie kontroli dodało jej energii. Stanęła prosto po kilku minutach, podbródek miała odrobinę zadarty i obdarzyła go pociągłym spojrzeniem stalowych, nieco chłodnych oczu. Zrobiła krok w jego stronę, trochę wdzięczna i poruszona okazaną przez niego dobrocią i empatią, której tak niewiele można było doświadczyć w ostatnich latach. Pomimo bólu głowy, mogła się odrobinę postarać — nie lubiła mieć długów, nawet jeśli odwdzięczenie się było czymś tak błahym. Kąciki ust drgnęły jej delikatnie.
- Nie jestem pewna. Zgubiłam się? - odpowiedziała pytaniem na pytanie, wzruszając delikatnie ramionami, nie mając do końca wytłumaczenia na to, co się wydarzyło. Zioła w kadzidle musiały być doprawione. Niczym narkotyk wpłynąć na zmysły, omamić i przytępić. Jakim cudem jednak nie doświadczyła w tym przeżyciu innych ludzi? Czyżby to był efekt jakiegoś zaklęcia? Ściągnęła brwi, rozglądając się dookoła. - Czuje Pan coś dziwnego w powietrzu? - dopytała jeszcze, wsuwając w kieszeń skostniałe dłonie. Dopiero teraz poczuła, jak chłodną, wiosenną noc mieli.