• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn The Loft jesień 72. | 8.9 - spalona noc | the loft

jesień 72. | 8.9 - spalona noc | the loft
constant vigilance
I have traveled far beyond the path of reason.
wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
wilkołak
zawód
auror
Wysoki na prawie dwa metry, brakuje mu pewnie mniej niż dziesięć centymetrów, ale ciężko to ocenić na oko. O krępej budowie ciała, z szeroką twarzą i wybitymi zębami. Skóra często pokryta bliznami. Krzywy nos, z pewnością kiedyś złamany. Włosy ciemne, oczy też. Nie należy do ludzi, którzy o siebie szczególnie dbają.

Alastor Moody
#6
06.07.2025, 15:36  ✶  
Moody nie dostrzegał w tym nic poetyckiego. Miał w sobie wyjątkowo mało wrażliwości na sztukę, jakiej można było spodziewać się po kimś, kto spędza większość wolnego czasu niemal wyłącznie z Bertim i kobietami (trochę cisnęło się na myśli: i innymi kobietami, ale Alastor w przeciwieństwie do narratora by tego swojemu przyjacielowi nie zrobił), a to co dało się upchnąć w piekielnie ciasnej przestrzeni, jakiej nie zdążyło jeszcze wypełnić bycie wykutym z kamienia, dostatecznie go nasyciło. Były tam grafiki tworzone przez jego siostrę, lubiane głównie dlatego, że tworzyła je jego siostra. Był tam księżyc, którego wcale nie chciał lubić tak bardzo, jak go lubił, ale nie potrafił pozbyć się klątwy. Było też wyczucie na przedmioty i zjawiska, które niekoniecznie mu się podobały i nie uważał ich za istotne, ale głowa (zwykle słusznie) podpowiadała mu, że to coś co mogłoby spodobać się Eden lub Millie. W tym miejscu mieściła się potrzeba zabrania jej na pokaz lampionów nad szkockim jeziorem, ale z pewnością nie było tam szarówki i wspólnego istnienia w obliczu potencjalnej katastrofy.

Jego to nie bawiło.

Nie mogło go to bawić, bo zakazywał tego każdy mechanizm obronny w głowie i każdy lęk, a tych lęków miał naprawdę wiele. Nie interesowali go romantycznie ani przyjacielsko ludzie, którzy w takich momentach nie reagowali, jednocześnie jak niczego innego bał się ich krzywdy – gdyby bogowie istnieli i powiedzieli mu, że za setki lat cierpienia tych kilkadziesiąt lat życia tych, co ich ukochał, będzie spokojne i bezpieczne, nie zawahałby się sekundy. I chociaż później wszystko wydawało mu się oczywiste – oczekiwał wspólnego działania – w tym momencie wydawał się wyjątkowo rozdarty. Nabrał powietrza w wyjątkowo napiętym stylu i pokiwał głową.

– To jest dobry pomysł. Wezmę z wieszaków nasze kurtki, zasłonisz nimi włosy i twa... – zamilkł, odwracając głowę w kierunku zbliżającej się do nich Mildred, jeszcze zanim ta zaczęła wymachiwać rękoma. Zasłonisz nimi włosy i twarz, żeby to na tobie nie osiadało, dokończyłby, gdyby młodsza Moody nie zaczęła od razu trajkotać. Można to było uznać za niewątpliwy przywilej, każdego innego uciszyłby ręką i zaczął reagować zanim mugole zorientują się o sytuacji tworząc kolejkę do szatni – no ale Mildred to była jego siostra i dla niej miał przynajmniej szczyptę cierpliwości więcej. Usłyszawszy o tej przepowiedni, o niechybnym znalezieniu się w obliczu kryzysu, z jakim nie dało się poradzić sobie w trójkę, przesunął wzrokiem po obu kobietach i wydawał się być przy tym spokojniejszy niż kiedy grali razem w gry planszowe. – Wysyłamy informacje o naszych pozycjach i o zebranych danych – odpowiedział, troskliwie przesuwając palcami po wierzchu jej dłoni – i szykujemy się na uzyskanie wiadomości z centrali. – Wyrecytował bezbłędnie wręcz treści szkoleniowe, tonem zbliżonym do tego, jakbym uraczyłby ucznia przypominający mu o czymś nauczyciel. I posłał Eden spojrzenie. Niby nic nie powiedział, ale było w nim coś sugestywnego, to nieme, a jednocześnie bardzo słyszalne: przywołuje wspomnienia, co?

Wspomnień za to nie przywoływała w nim żadna Przepowiednia Morpheusa.

– Okej, wracając... Wezmę z wieszaków nasze kurtki i rozejrzymy się z wysokości – powiedział jeszcze raz. – Tam o – wskazał na jedno z przejść na korytarz, z którego dało się dostać na klatkę schodową, niby pilnowane, ale w Azkabanie by tych pracowników nie zatrudnili – typ sobie ucina drzemkę. Zaraz do was przyjdę – puścił Mills, żeby się udać w tę samotną podróż po jego i Eden rzeczy, ale zanim się oddalił rzucił jeszcze – Baleronik nie przylatuje – kompletnie nie czując absurdu tej wypowiedzi, bo przecież Baleronik był w ich rodzinie od dobrych dziesięciu lat. A Millie czasami potrzebowała mieć zajęcie, nawet jeżeli było to wypatrywanie ptaka.


fear is the mind-killer.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Alastor Moody (1773), Eden Lestrange (1819), Millie Moody (1005)




Wiadomości w tym wątku
jesień 72. | 8.9 - spalona noc | the loft - przez Alastor Moody - 09.05.2025, 23:30
RE: jesień 72. | 8.9 - spalona noc | the loft - przez Eden Lestrange - 18.05.2025, 22:23
RE: jesień 72. | 8.9 - spalona noc | the loft - przez Alastor Moody - 25.05.2025, 18:01
RE: jesień 72. | 8.9 - spalona noc | the loft - przez Eden Lestrange - 12.06.2025, 22:49
RE: jesień 72. | 8.9 - spalona noc | the loft - przez Millie Moody - 18.06.2025, 12:41
RE: jesień 72. | 8.9 - spalona noc | the loft - przez Alastor Moody - 06.07.2025, 15:36
RE: jesień 72. | 8.9 - spalona noc | the loft - przez Eden Lestrange - 25.07.2025, 21:39
RE: jesień 72. | 8.9 - spalona noc | the loft - przez Millie Moody - 28.07.2025, 10:20
RE: jesień 72. | 8.9 - spalona noc | the loft - przez Alastor Moody - 13.04.2026, 10:28
RE: jesień 72. | 8.9 - spalona noc | the loft - przez Eden Lestrange - 15.04.2026, 22:51

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa