16.07.2025, 09:35 ✶
Kupując budynek z długą historią — a takim był Rejwach — dobrze było przejawiać pewne zamiłowanie do historii, coby go odpowiednio dokochać. Okazać jakiś szacunek wiekowym murom, choćby i te mury służyły w niechlubnej swej przeszłości za burdel czy inną grzeszną ruderę. Tymczasem jedyna historia, z jaką Woody miał do czynienia, to historia najnowsza (potrzebna, aby trafnie określić, kto przyjaciel, a kto wróg, i do kogo strzelać) oraz historia tego, jak jeszcze za czasów Hogwartu wyszło na jaw, że ostatnie trzy wypracowania na lekcje historii magii napisał mu kumpel z ławki, Aaron Moody.
Morał z tego taki, że nie, Woody Tarpaulin nie przestudiował historii swojej nieruchomości. Powiedzmy więcej — nie przestudiował nawet zawartości jednej z piwnic tego budynku i tylko ochoczo dorzucał tam własne śmieci. Piętrzyły się i piętrzyły, to czasem trzeba było coś wywalić, żeby zrobić miejsce na nowe. No to coś stamtąd wytargał: ciężką prostopadłościenną skrzynię zbitą z zaskakująco grubych ścianek. Wielką tak, że by człowieka w niej można zamknąć…
— Próbowałem to dziś rano opylić w Necronomiconie. Jako trumnę. — Czarodziej wziął łyk piwa z trzymanego przez siebie kufla, po czym pokręcił przecząco głową, dając znać, że słynny na Nokturnie zakład pogrzebowy nie był zainteresowany nabyciem jego przedmiotu. — Wiem, co pomyślisz. — Pomysł był kretyński. — Ale tak wydumałem: co szkodzi spróbować? Nie takie głupoty czasem idzie ludziom opchnąć.
Mężczyzna odstawił szkło na najbliższy stolik, aby mieć dwie wolne ręce. Tego dnia nie było jeszcze w Rejwachu na tylu gości, aby zaszła potrzeba otwierać drugi poziom lokalu, toteż mieli z Ceosige całą salę na dole dla siebie i swojego eksperymentu. Tarp przykucnął przy skrzyni i dźwignął ją nie bez pewnego trudu: w wyniku tego ruchu wewnątrz ewidentnie coś się przesunęło i stuknęło o jedną ze ścianek. Po zademonstrowaniu owej właściwości Woody opuścił przedmiot z powrotem na podłogę, która stęknęła pod jego ciężarem.
— Znalazłem u siebie na dole. Coś tam siedzi w środku, ale jak próbowałem się dobrać do zamka — wskazał na skomplikowany mechanizm chroniący wieko skrzyni przed otwarciem — wyrwać go łomem — wstyd to było nieco przyznać, ale droga siłowa była z braku laku jego pierwszym wyborem — to nie dość, że nie drgnął, to jeszcze kufer zaczął… jak by to opisać… wydawał dźwięki. — Brakło w jego słowniku określenia dla tamtych stukotów, lecz było coś takiego w niektórych dźwiękach, że od razu człowiek wiedział, iż nie wróżą nic dobrego. — To ledwo dziś przyszłaś, od razu mi zaświtało, że może lepiej się orientujesz ode mnie. I oto, panno Burke, patrzymy na pudło. A wolałbym spojrzeć, co w tym pudle.
Morał z tego taki, że nie, Woody Tarpaulin nie przestudiował historii swojej nieruchomości. Powiedzmy więcej — nie przestudiował nawet zawartości jednej z piwnic tego budynku i tylko ochoczo dorzucał tam własne śmieci. Piętrzyły się i piętrzyły, to czasem trzeba było coś wywalić, żeby zrobić miejsce na nowe. No to coś stamtąd wytargał: ciężką prostopadłościenną skrzynię zbitą z zaskakująco grubych ścianek. Wielką tak, że by człowieka w niej można zamknąć…
— Próbowałem to dziś rano opylić w Necronomiconie. Jako trumnę. — Czarodziej wziął łyk piwa z trzymanego przez siebie kufla, po czym pokręcił przecząco głową, dając znać, że słynny na Nokturnie zakład pogrzebowy nie był zainteresowany nabyciem jego przedmiotu. — Wiem, co pomyślisz. — Pomysł był kretyński. — Ale tak wydumałem: co szkodzi spróbować? Nie takie głupoty czasem idzie ludziom opchnąć.
Mężczyzna odstawił szkło na najbliższy stolik, aby mieć dwie wolne ręce. Tego dnia nie było jeszcze w Rejwachu na tylu gości, aby zaszła potrzeba otwierać drugi poziom lokalu, toteż mieli z Ceosige całą salę na dole dla siebie i swojego eksperymentu. Tarp przykucnął przy skrzyni i dźwignął ją nie bez pewnego trudu: w wyniku tego ruchu wewnątrz ewidentnie coś się przesunęło i stuknęło o jedną ze ścianek. Po zademonstrowaniu owej właściwości Woody opuścił przedmiot z powrotem na podłogę, która stęknęła pod jego ciężarem.
— Znalazłem u siebie na dole. Coś tam siedzi w środku, ale jak próbowałem się dobrać do zamka — wskazał na skomplikowany mechanizm chroniący wieko skrzyni przed otwarciem — wyrwać go łomem — wstyd to było nieco przyznać, ale droga siłowa była z braku laku jego pierwszym wyborem — to nie dość, że nie drgnął, to jeszcze kufer zaczął… jak by to opisać… wydawał dźwięki. — Brakło w jego słowniku określenia dla tamtych stukotów, lecz było coś takiego w niektórych dźwiękach, że od razu człowiek wiedział, iż nie wróżą nic dobrego. — To ledwo dziś przyszłaś, od razu mi zaświtało, że może lepiej się orientujesz ode mnie. I oto, panno Burke, patrzymy na pudło. A wolałbym spojrzeć, co w tym pudle.
piw0 to moje paliwo