16.02.2023, 00:18 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.02.2023, 00:19 przez Cynthia Flint.)
Ulżyłoby jej, gdyby tylko mogła odczytać jego myśli. Ciężko pracowała na swój wizerunek i tak, jak Cynthia niewielu rzeczy właściwie się szczerze obawiała, tak jego zrujnowanie znajdowało się w czołówce. Nie chciała, nie mogła pozwolić, aby cokolwiek mogło wpłynąć na jej karierę w prosektorium, co uważała za swój największy sukces i ambicję życia. Co pomyślałby dyrektor, gdyby dowiedział się o tym zajściu? Im dłużej myśli te kłębiły się pod czupryną srebrnych włosów, tym bardziej zła i zirytowana była na całe zajście. Wciąż miewała gorsze momenty, będące następstwem działania kadziła, jednak wyuczona maska skutecznie to maskowała. Tak bardzo dzwoniło jej w głowie, zupełnie jakby ktoś ciągle rzucał bombardię zamiennie z reparo, aby krąg zniszczenia mógł dalej wpływać na jej samopoczucie. Jej spojrzenie wróciło jednak do twarzy jegomościa, jej przypadkowego bohatera o wątpliwie zdrowym stanie umysłu, chociaż miała nadzieję, że zwyczajnie się zgrywał. Dlaczego patrząc na niego, przez myśl przebiegł jej Castiel?
- Ah tak? Co Pan jeszcze proponuje? Niezbyt często miewam okazję ku takim spacerom. - starała się dobierać słowa ostrożniej niż zwykle. Zrobić wrażenie panny z dobrego domu, po dobrej edukacji. I chociaż niewiele jej blada buzia zdradzała, to w błękitnych ślepiach czaiło się jakieś przejęcie. Nie wyglądał na aurora. Cyjanek cały czas go analizowała, próbowała dostrzec schematy zachowania ludzi z ministerstwa, z którymi przecież miała często styczność. Zamrugała delikatnie, zaskoczona jego wypowiedzią i kiwnęła głową w zrozumieniu i być może wdzięczności, że nie wypowiedział głośno dosadnych i brzydkich określeń, które ona miała w głowie. - Dużo bywasz na tych uliczkach w takim razie, zwłaszcza jako Pan.. Niezagubiony, jak mniemam? Domek na horyzontalnej brzmi intrygująco.
Dodała jakby łagodniej i z komplementem w głosie na temat jego wiedzy, nawet jeśli była w zakresie, który mało ją interesował. Była bardzo zamknięta na nowe bodźce i wydarzenia, mało kiedy wychodziła ze strefy komfortu i tak naprawdę tylko bliźniak czy przyjaciel był w stanie ją do tego przekonać. Łagodniej również z tego powodu, że nie brzmiał już tak szaleńczo, jak kilka minut wcześniej. Obserwowała, gdy mówił. W oczach mężczyzny malowała się radość i pasja, szacunek do tego, co było niemagiczne i dla niej praktycznie obce, fascynacja. Nie bał się tego, że w dzisiejszych czasach nawet ściany mogły mieć uszy i mógł zwrócić na siebie uwagę typów, których lepiej było omijać? Ściągnęła brwi, unosząc dłoń i przesuwając kosmyk za ucho, a następnie palcami podrapała szyję w zastanowieniu, wydając z siebie mruknięcie towarzyszące kontemplacji. Odwróciła twarz gdzieś przed siebie, odwracając na chwilę uwagę od błyszczących oczu towarzysza. Wszystko to, co mówił, brzmiało finezyjnie i ładnie, ale jako Czarownica miała wrażenie, że bajkowo. Czy w ten sposób postrzegali ich mugole? - Drzwi do jakiej wieży? Coś za nią jest? Bardzo dziwaczne. To trochę marnowanie czasu. To normalna pora dnia?
Dopytała jednak, dając się ponieść ciekawości, chociaż dla wielu osób w jej otoczeniu, byłaby to ciekawość skierowana niezdrowo i w złym kierunku. Jej twarz znów zwróciła się ku niemu, a dziewczyna kiwnęła głową na potwierdzenie, że mogli ruszać. Pierwsze kroki stawiała niepewnie, patrząc pod nogi. Tak, jak kochała poruszanie się w obcasach i ich elegancki stukot, tak teraz były odrobinę problematycznie. Nie mogła też iść zbyt szybko nie tylko dlatego, że czuła ból w łydkach, ale również przez fakt, że dzwon w głowie nadal był donośny, uderzał częściej, gdy przyśpieszała kroku. W myślach wiec przeklęła brzydko, tak, jak dama nie powinna.
- Bardzo Panu dziękuje w takim razie, że zechciał Pan mi wskazać drogę do kotła i mnie tam odprowadzić, Panie... ? -ulżyło jej zaiste, że nie będzie miał problemów przez późny powrót i damskie towarzystwo, bo nie chciała po tym wszystkim przysparzać mu żadnych zmartwień. Głupio też jej było tkwić w milczeniu i ciągle mówić na "Pan", gdy spotkał ją w tak krępującej sytuacji, którą wolałaby, aby zachował w wiecznym sekrecie. Może przysięga? Wzdrygnęła się na swoją myśl pchaną przez manię kontroli. - Cynthia Flint, miło mi.
Przedstawiła się ostatecznie, wzdychając bezgłośnie. Jeśli miała to załagodzić, naprawić jego postrzeganie swojej osoby to na Merlina, musiał wiedzieć z kim ma do czynienia. I ona też by wolała wiedzieć.
- Ah tak? Co Pan jeszcze proponuje? Niezbyt często miewam okazję ku takim spacerom. - starała się dobierać słowa ostrożniej niż zwykle. Zrobić wrażenie panny z dobrego domu, po dobrej edukacji. I chociaż niewiele jej blada buzia zdradzała, to w błękitnych ślepiach czaiło się jakieś przejęcie. Nie wyglądał na aurora. Cyjanek cały czas go analizowała, próbowała dostrzec schematy zachowania ludzi z ministerstwa, z którymi przecież miała często styczność. Zamrugała delikatnie, zaskoczona jego wypowiedzią i kiwnęła głową w zrozumieniu i być może wdzięczności, że nie wypowiedział głośno dosadnych i brzydkich określeń, które ona miała w głowie. - Dużo bywasz na tych uliczkach w takim razie, zwłaszcza jako Pan.. Niezagubiony, jak mniemam? Domek na horyzontalnej brzmi intrygująco.
Dodała jakby łagodniej i z komplementem w głosie na temat jego wiedzy, nawet jeśli była w zakresie, który mało ją interesował. Była bardzo zamknięta na nowe bodźce i wydarzenia, mało kiedy wychodziła ze strefy komfortu i tak naprawdę tylko bliźniak czy przyjaciel był w stanie ją do tego przekonać. Łagodniej również z tego powodu, że nie brzmiał już tak szaleńczo, jak kilka minut wcześniej. Obserwowała, gdy mówił. W oczach mężczyzny malowała się radość i pasja, szacunek do tego, co było niemagiczne i dla niej praktycznie obce, fascynacja. Nie bał się tego, że w dzisiejszych czasach nawet ściany mogły mieć uszy i mógł zwrócić na siebie uwagę typów, których lepiej było omijać? Ściągnęła brwi, unosząc dłoń i przesuwając kosmyk za ucho, a następnie palcami podrapała szyję w zastanowieniu, wydając z siebie mruknięcie towarzyszące kontemplacji. Odwróciła twarz gdzieś przed siebie, odwracając na chwilę uwagę od błyszczących oczu towarzysza. Wszystko to, co mówił, brzmiało finezyjnie i ładnie, ale jako Czarownica miała wrażenie, że bajkowo. Czy w ten sposób postrzegali ich mugole? - Drzwi do jakiej wieży? Coś za nią jest? Bardzo dziwaczne. To trochę marnowanie czasu. To normalna pora dnia?
Dopytała jednak, dając się ponieść ciekawości, chociaż dla wielu osób w jej otoczeniu, byłaby to ciekawość skierowana niezdrowo i w złym kierunku. Jej twarz znów zwróciła się ku niemu, a dziewczyna kiwnęła głową na potwierdzenie, że mogli ruszać. Pierwsze kroki stawiała niepewnie, patrząc pod nogi. Tak, jak kochała poruszanie się w obcasach i ich elegancki stukot, tak teraz były odrobinę problematycznie. Nie mogła też iść zbyt szybko nie tylko dlatego, że czuła ból w łydkach, ale również przez fakt, że dzwon w głowie nadal był donośny, uderzał częściej, gdy przyśpieszała kroku. W myślach wiec przeklęła brzydko, tak, jak dama nie powinna.
- Bardzo Panu dziękuje w takim razie, że zechciał Pan mi wskazać drogę do kotła i mnie tam odprowadzić, Panie... ? -ulżyło jej zaiste, że nie będzie miał problemów przez późny powrót i damskie towarzystwo, bo nie chciała po tym wszystkim przysparzać mu żadnych zmartwień. Głupio też jej było tkwić w milczeniu i ciągle mówić na "Pan", gdy spotkał ją w tak krępującej sytuacji, którą wolałaby, aby zachował w wiecznym sekrecie. Może przysięga? Wzdrygnęła się na swoją myśl pchaną przez manię kontroli. - Cynthia Flint, miło mi.
Przedstawiła się ostatecznie, wzdychając bezgłośnie. Jeśli miała to załagodzić, naprawić jego postrzeganie swojej osoby to na Merlina, musiał wiedzieć z kim ma do czynienia. I ona też by wolała wiedzieć.