17.02.2023, 02:14 ✶
Sauriel był,jak zapowiedź burzy z piorunami na horyzoncie w piękny, wiosenny dzień. Miał mnóstwo durnych pomysłów, wplątywał Fergusa w różne głupoty i sprawiał, że ogarnianie rzeczywistości dla Olivandera, który i tak już miał z tym problem, było jeszcze trudniejsze. Był też dobrym przyjacielem i zawsze pojawiał się obok, gdy go potrzebował lub gdy ona nie była odpowiednią osobą, aby mógł się zwrócić o pomoc. Dlatego też go szanowała. Nie można było powiedzieć, że Cynthia go lubiła lub też nie lubiła, nie był ciastkiem z kremem. Była jednak skłonna iść mu na rękę, gdyby tego potrzebował.
Jakże trafne było porównanie ich wspólnego mianownika do Piotrusia Pana!
Nie spodziewał się Sauriel, nie spodziewała się Cyna, że akurat jego uzna za osobę odpowiednią do przeprowadzania wywiadu środowiskowego, bo przecież wiedziała, że Fergus jej wszystkiego nie powie i Rookwooda w przeciwieństwie do niej się nie bał. Mogła zaprosić go do kostnicy, ale tam młody Czarodziej mógł wpaść z niezapowiedzianą wizytą, mogła też zaprosić go do domu, ale Castiel mógłby zadawać zbędne pytania, gdyby akurat wpadł. Najbezpieczniej było zrobić to w miejscu pozbawionym wścibskich oczu, takim, do którego Czarodzieje jej pokoju się nie zapuszczali. Dzięki temu właśnie niemagiczne bary Londynu wydawały się jej najbardziej odpowiednie, a jeden z nich znajdował się kawałek za wejściem na Ulicę Pokątną, więc łatwo było się tu dostać. Nie wierzyła w to, że się pojawi — znalezienie go nie było proste nawet dla wykwalifikowanych sów Ministerstwa. Nie chciała wnikać, dlaczego decydował się na palenie za sobą mostów, bo w gruncie rzeczy to jego życie nie było jej sprawą.
W tle grała cicho muzyka, mugole rozmawiali się i śmiali przy kieliszkach, zajadając tutejsze przekąski dostępne do kupienia w barze. Nieświadomi kompletnie zagrożenia, które rodziło się w ich świecie, sztormów, które miały nadejść. Nie słyszała go, jednak gdy był przy samym już stoliku, poczuła na sobie spojrzenie, a potem do uszu dobiegł ją głos. Znajomy i obcy jednocześnie. Ile to lat minęło, odkąd sprzeczała się z nim na szkolnym korytarzu? Podniosła na niego spojrzenie stalowobłękitnych oczu, gdy się zjawił. Przypominał ponuraka, ale w jego ruchach wciąż była ta iskra chłopięcej niesforności, zawadiaki. Nadal uśmiechał się w ten nieznośnie cwany sposób, który zawsze sugerował, że robił coś niedobrego? Na jego słowa prychnęła, prostując plecy, stukając czerwonymi paznokciami w blat stolika. Jak zawsze jej spojrzenie poszukiwało jego ciemnych oczu.
- Poniekąd. Zauważyłeś Saurielu, że nasze spotkania zawsze kręcą się dookoła Olivandera? - zapytała z nutą rozbawienia, która wyraźnie zabrzmiała w zwykle chłodnym i spokojnym głosie, a palce zastygły jej w bezruchu. O czym myślał, gdy lustrował spojrzeniem bar za plecami? Znał te wszystkie trunki? W milczeniu obserwowała, jak przywołał kelnera i dopiero wówczas obdarzył ją spojrzeniem. Przeszedł ją od niego chłodny dreszcz, chociaż nie umiała tego racjonalnie wytłumaczyć, bo przecież mężczyzna nie miał lub raczej nie mógł mieć powodu, aby wpędzać ją w kłopoty — lub może bardziej aranżować. Milczała chwilę, przyglądając mu się podejrzliwie, aby w końcu westchnąć i przemknąć na chwilę oczy, kręcąc głową. - To prawda. Wiesz może jednak, co się wydarzyło? Jestem przekonana, że Fergus powiedział Ci więcej szczegółów dotyczących tego wypadku.
Castiel nie chciał jej nic powiedzieć. Nie miała powodu, aby mu nie wierzyć i kwestionować to, czy faktycznie którąś ze swoich czarnych chmur na niego znów przyciągnął. Na jego słowa z jej warg uciekło krótkie mruknięcie, które sugerowało konsternacje. Nie była łasa na komplementy, zawsze kojarzyły się jej ze środkiem do celu, z którego sama zresztą czasem korzystała. - Dorosłam. - odparła w końcu, kończąc jednak temat, gdy kelner do nich podszedł. Gdy Sauriel zamówił, poprosiła o to samo i jakieś słone paluszki, które wydawały się popularną tu przekąską. Miał niesamowicie czarne i głębokie oczy, które mimowolnie kojarzyły się jej ze śmiercią, trupami i kostnicą, co pozwalało się jej trochę rozluźnić.
Jakże trafne było porównanie ich wspólnego mianownika do Piotrusia Pana!
Nie spodziewał się Sauriel, nie spodziewała się Cyna, że akurat jego uzna za osobę odpowiednią do przeprowadzania wywiadu środowiskowego, bo przecież wiedziała, że Fergus jej wszystkiego nie powie i Rookwooda w przeciwieństwie do niej się nie bał. Mogła zaprosić go do kostnicy, ale tam młody Czarodziej mógł wpaść z niezapowiedzianą wizytą, mogła też zaprosić go do domu, ale Castiel mógłby zadawać zbędne pytania, gdyby akurat wpadł. Najbezpieczniej było zrobić to w miejscu pozbawionym wścibskich oczu, takim, do którego Czarodzieje jej pokoju się nie zapuszczali. Dzięki temu właśnie niemagiczne bary Londynu wydawały się jej najbardziej odpowiednie, a jeden z nich znajdował się kawałek za wejściem na Ulicę Pokątną, więc łatwo było się tu dostać. Nie wierzyła w to, że się pojawi — znalezienie go nie było proste nawet dla wykwalifikowanych sów Ministerstwa. Nie chciała wnikać, dlaczego decydował się na palenie za sobą mostów, bo w gruncie rzeczy to jego życie nie było jej sprawą.
W tle grała cicho muzyka, mugole rozmawiali się i śmiali przy kieliszkach, zajadając tutejsze przekąski dostępne do kupienia w barze. Nieświadomi kompletnie zagrożenia, które rodziło się w ich świecie, sztormów, które miały nadejść. Nie słyszała go, jednak gdy był przy samym już stoliku, poczuła na sobie spojrzenie, a potem do uszu dobiegł ją głos. Znajomy i obcy jednocześnie. Ile to lat minęło, odkąd sprzeczała się z nim na szkolnym korytarzu? Podniosła na niego spojrzenie stalowobłękitnych oczu, gdy się zjawił. Przypominał ponuraka, ale w jego ruchach wciąż była ta iskra chłopięcej niesforności, zawadiaki. Nadal uśmiechał się w ten nieznośnie cwany sposób, który zawsze sugerował, że robił coś niedobrego? Na jego słowa prychnęła, prostując plecy, stukając czerwonymi paznokciami w blat stolika. Jak zawsze jej spojrzenie poszukiwało jego ciemnych oczu.
- Poniekąd. Zauważyłeś Saurielu, że nasze spotkania zawsze kręcą się dookoła Olivandera? - zapytała z nutą rozbawienia, która wyraźnie zabrzmiała w zwykle chłodnym i spokojnym głosie, a palce zastygły jej w bezruchu. O czym myślał, gdy lustrował spojrzeniem bar za plecami? Znał te wszystkie trunki? W milczeniu obserwowała, jak przywołał kelnera i dopiero wówczas obdarzył ją spojrzeniem. Przeszedł ją od niego chłodny dreszcz, chociaż nie umiała tego racjonalnie wytłumaczyć, bo przecież mężczyzna nie miał lub raczej nie mógł mieć powodu, aby wpędzać ją w kłopoty — lub może bardziej aranżować. Milczała chwilę, przyglądając mu się podejrzliwie, aby w końcu westchnąć i przemknąć na chwilę oczy, kręcąc głową. - To prawda. Wiesz może jednak, co się wydarzyło? Jestem przekonana, że Fergus powiedział Ci więcej szczegółów dotyczących tego wypadku.
Castiel nie chciał jej nic powiedzieć. Nie miała powodu, aby mu nie wierzyć i kwestionować to, czy faktycznie którąś ze swoich czarnych chmur na niego znów przyciągnął. Na jego słowa z jej warg uciekło krótkie mruknięcie, które sugerowało konsternacje. Nie była łasa na komplementy, zawsze kojarzyły się jej ze środkiem do celu, z którego sama zresztą czasem korzystała. - Dorosłam. - odparła w końcu, kończąc jednak temat, gdy kelner do nich podszedł. Gdy Sauriel zamówił, poprosiła o to samo i jakieś słone paluszki, które wydawały się popularną tu przekąską. Miał niesamowicie czarne i głębokie oczy, które mimowolnie kojarzyły się jej ze śmiercią, trupami i kostnicą, co pozwalało się jej trochę rozluźnić.