Pełnia gwarancji namacalności, tylko z zastrzeżeniem, że zwroty nie są przyjmowane. Nie wiem, czy ciało Sauriela byłoby przyjemne w dotyku. Jeszcze nie do końca ktokolwiek próbował być tak blisko, żeby się o tym przekonać. Byłoby w tym uczuciu coś z dotykania rzeźby. Marmurowej rzeźby Michała Anioła, który wyrył w swoim dziele starannie każdy z mięśni i puścił ją w świat. Żyj. Czy tak powstały wampiry? W rękach niedorzecznie zakochanego w dziele artysty, że pragnął urodę jednej istoty zachować na wieki?
- I takie tam, taaa. - Mruknął głębokim głosem, mrukliwym. Miał głos przepalony, przepity, mimo tego, że wcale nie był stary. I na starego nie wyglądał. Ledwo ponad 20 rok życia mu się wyrosło, kiedy jego zegar biologiczny został zatrzymany. Na stałe. Uśmiechnął się pod nosem, obczajając Daisy od góry do dołu, bez najmniejszego wstydu. Na szczęście (nie wiem, dla której ze stron) to były szybkie oględziny. I nie, nie miał lepkiego spojrzenia. Kobiece wdzięki mogły teraz co najwyżej poruszać jego zmysł estetyki. Jak tego Michała Anioła, co ożywił swe dzieło.
- Mów mi jeszcze. - Prychnął, przypominając sobie tę nawiedzoną jędzę. - Marta? Jęcząca Marta? - Upewnił się, bo właściwie pomyślał też o Irytku. Zresztą - wszystkie duchy po kolei były wścibskie i wkurwiające. - Ostatnio byłem na cmentarzu, gdzie para duchów przez godzinę chodziła za mną i opowiadała całą historię swojego życia... Spotkanie z Martą wydało mi się przy tym słodką obietnicą. - Co prawda nie chodziły, bo on siedział i chlał whisky. I jeszcze ich podkurzał, żeby się kłócili, a obok niego siedziała jego narzeczona. Tak, tak, z Sauriela taki był romantyk że zabierał niewiasty na cmentarze. Ale to nie było istotne dla tej krótkiej wzmianki, kiedy śliczna blondynka z zaciekawieniem obczajała sobie ciemny zaułek. - Wystarczyło mi tylko słyszeć, że jak się wchodzi do tego kibla to się wychodzi mokrym, żeby trzymać się od tego z daleka. - Mało interesował się duchami, bo jak już zdążyłam napisać - wierzył, że jeśli będzie udawać, że nie istnieją, to istnieć nie będą. Choooć niektóre miały faktycznie ciekawe historie do opowiedzenia. Problem natomiast był taki, że to nie jak z ludźmi - przyjebiesz w twarz, żeby się odwalił i on faktycznie... się odwali. Nie. Jak sobie coś ubzdura to uwolnić się od nich... uugh!
- Chyba byłem. - Odpowiedział znowu trochę lakonicznie, trochę ją przedrzeźniając. Z cwaniackim uśmieszkiem na twarzy. - Mogłaby mieć nawet róg na czole. Ale ta. Gdzieś tam mi mignęła. Raz klepnęła mnie w poślady. Nie żebym się dziwił. - Czy Sauriel był do swojego cynizmu arogancki? Nie. Skądże. Nigdy w ż... nie-życiu. Chociaż akurat żartował. No i duch nie mógł dosłownie "klepnąć". Chyba? Zgrozo, poltergeisty w końcu potrafiły wiele. I nic z tego "wiele" nie kojarzyło mu się pozytywnie.
- Tylko z kotami. - Zapewnił ją, żeby nie miała wątpliwości. Choć... i były takie, które chciały zniknąć mu z drogi czym prędzej. To chyba zależało od tego, co ich instynkt pierwszy wyłapie. Czy to, że mają do czynienia z drapieżnikiem na szczycie łańcucha pokarmowego, czy to, że... omójkurwaborze Sauriel tak uwielbiał koootkiiiii uwu. - Zaginiony kot z okolicy ściąga cię z tej dobrej części dzielnicy? Nie żebym straszył, ale po tej złej wyglądałabyś jak łania do schrupania. - Pochylił się na krótki moment ku niej, żeby spojrzeć w jej oczy jeszcze bliżej, spojrzeć na jej szyję. Ale zaraz się cofnął.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.