• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 2 3 4 5 … 11 Dalej »
[ Spalona Noc 9 IX| It's always darkest before the dawn | Rodolphus & Cynthia

[ Spalona Noc 9 IX| It's always darkest before the dawn | Rodolphus & Cynthia
Czarodziej
“It was hotter than rage, and sharper than fear, and cut deeper than helplessness, all because I couldn’t get to you.”
wiek
sława
—
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Koroner
Mieniące się srebrem, długie pasma włosów opadają Cynthii prosto na ramiona i ciągną się za połowę pleców, spod wachlarza czarnych rzęs spoglądają jasnoniebieskie, chłodne tęczówki. Jest średniego wzrostu o dość drobnej, smukłej budowie ciała. Wydaje się krucha i delikatna, głównie przez bladość skóry, jakby pozbawiona siły fizycznej. Doskonale dostosowuje sposób mówienia oraz gesty pod towarzystwo, w którym aktualnie przebywa, sprawnie manipuluje za pomocą wyglądu. Jest niewinnie śliczna, a jednocześnie przeraźliwie kojarzy się z zimą.

Cynthia Flint
#5
25.08.2025, 13:16  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.08.2025, 13:21 przez Cynthia Flint.)  
Cynthia słuchała go w nieruchomym milczeniu, a otaczający ich chaos – trzask płomieni, dalekie krzyki, gryzący dym – zdawał się na moment cichnąć, skupiony w tej małej przestrzeni pomiędzy nimi. Świadomość, że był bezpieczny, odrobinę poprawił jej humor, ale wiedziała, że nie mogła pozwolić sobie na żadne sentymenty, nie mogła pozwolić sobie na emocje. Gdy dookoła było tyle pracy, ostatnie, czego potrzebowała, to uciekające gdzieś myśli i ryzyko podjęcia złej decyzji, gdy uzdrowiciel musiał działać szybko. To był jego głos, zniekształcony przez magię maski, ale pod spodem kryła się ta sama, znajoma arogancja – trzymała się kurczowo tego pomysłu.

Znów westchnęła, kręcąc delikatnie głową, a usmolone pasmo jasnych włosów uciekło z popsutego już upięcia, przemykając po policzku i zostawiając tam kolejną smugę.
- To, że mój dom wciąż stoi, to żadne pocieszenie, gdy płonie całe miasto. - zaczęła w końcu, a jej ramiona drgnęły lekko, jakby kwestia ta była Cynthii zupełnie obojętna. Nie była głupia, doskonale zdawała sobie sprawę, że płomienie ominęły ich posiadłość nie z przypadku, a w efekcie zamierzonych działań. Ciężko było tylko stwierdzić, czy zapewniły to starania jej ojca w pomocy Śmierciożercom, czy może była to kwestia jej własnych znajomości z ludźmi, którzy nosili upiorne maski. - To Twoja zasługa? - nie mogła się powstrzymać przed zadaniem pytania, chociaż bez widoku na jego twarz, trudno byłoby stwierdzić, czy kłamał. - Noc pełna jest tragedii i strat, jeden budynek nie robi różnicy. Chaos w Ministerstwie nie jest czymś nowym, obydwoje o tym wiemy z własnych doświadczeń. Dzisiejszej nocy po prostu wylewa się na ulice i mogą zobaczyć go wszyscy, co wywoła jeszcze większy chaos wśród społeczeństwa.

Mogła tylko domyślać się, że było im to na rękę. Nad kwestią ewentualnych ofiar z jego dłoni lub z różdżki kogokolwiek, kogo znała bliżej, nie mogła się zastanawiać – zwłaszcza gdy nie mogła pozbyć się wrażenia na własnych palcach, które zagościło w jej głowie podczas spotkania z Lou wcześniej. Unikała nawet spoglądania w tym kierunku. Na jego pytanie nie odpowiedziała, chociaż przez ułamek sekundy kąciki jej ust drgnęły w rozbawieniu. – Nie próbuj mi wmawiać, że nie zdążyłabym podnieść ręki. Oboje wiemy, że nie chciałbyś, żebyśmy to sprawdzali. To, że nie używam swoich umiejętności w tym zakresie, wcale nie oznacza, że nie wiem, jak to zrobić i że jestem bezbronna.
W przeciwieństwie do niego nie brzmiała pysznie, brzmiała dość łagodnie, chociaż nuta stanowczości pojawiła się gdzieś w wypowiadanych słowach. Nie była w tym ostentacyjna, ale nigdy nie wątpiła we własne możliwości, bo tylko ona wiedziała, jak wiele czasu poświęciła, aby umieć to, co umiała. Były to lata wyrzeczeń, czego teraz jeszcze nie potrafiła dostrzec, bo była zbyt młoda.

Nie odrywała od niego wzroku, gdy mówił, a jej twarz pozostawała niewzruszona, chociaż w jasnych tęczówkach okazjonalnie dało się dostrzec mniejszy lub większy błysk, stłamszony przez resztki zdrowego rozsądku, który miała. Wartości, wybór, brak odwrotu – zestawienie słów, które się jej nie podobało. Miał racje, czego by mu w tych okolicznościach nie przyznała, o tym, że nie mogła wiecznie balansować na krawędzi dwóch światopoglądów i liczyć na jakiś cud. Ten czas dobiegał końca, a ona musiała przyjąć konsekwencje swoich działań i wyborów, nawet jeśli była z nich niezadowolona. Słyszała w tym echa rozmów z własnego domu, słyszała w tym ideologię, którą karmił się jej ojciec.
– Mówisz, jakby jedynymi opcjami były ogień i chaos albo… powolna zgnilizna w Ministerstwie w obronie tego, o co z każdym dniem mniej osób walczy. Czy to jest ten wybór, który oferujecie? Popiół i strach? Czy to jest to twoje "lepsze jutro"? Pełne zgliszczy i tragedii, zniszczonych rodzin i żyć – nie tylko mugoli, ale również Czarodziejów? Są inne sposoby. - mimowolnie rozejrzała się dookoła, dostrzegając zamiast znajomej uliczki, fasad domów i ogródków, jedynie popiół i gruz. Nie chciała się z nim kłócić. Nie teraz, nie w tych okolicznościach, dlatego znów podniosła na niego spojrzenie, kontynuując. - Nie czas teraz na to, porozmawiamy jutro lub pojutrze. Tam, gdzie zwykle?- dodała ciszej, nie ruszając się z miejsca. Tkwienie z kimś, kogo znała i kto żył nawet przez krótką chwilę, dawało jej odetchnąć.
A przecież nie powinna była i doskonale świadczył o tym kolejny ciąg niefortunnych wydarzeń. Co dziwniejsze, wszystko działo się szybko, a jednocześnie miała wrażenie, że ogląda wszystko w zwolnionym tempie. Najpierw były kroki, urywany oddech, jakieś jęknięcia, a gdy odwróciła twarz w stronę źródła hałasu, dostrzegła sylwetkę. Mężczyzna w średnim wieku, do którego twarzy przywarła rozpacz równie mocno, co popiół, szedł w ich kierunku, kręcąc z niedowierzaniem głową.

- Nawet Ministerstwo obraca się przeciwko niewinnym ludziom! To wszystko wasza wina, mordercy! - jego głos rozniósł się początkowo, ale umilkł wśród płomieni i kolejnego huku, wywołanego przez walące się piętro budynku. Patrzył na nią z nienawiścią i pretensją, zupełnie ignorując Śmierciożercę, którego działań i poglądów był najwidoczniej świadomy. Przez ułamek sekundy ją sparaliżowało, bo wzrok ten przypominał gorący sztylet, który dotarł prosto w jej duszę, wywołując dreszcze na całym ciele i skurcz żołądka. Chyba dlatego, że nigdy nikt nie patrzył na nią w taki sposób, a do tego mając pewną słuszność, bo też była winna. Nie mogła ruszyć się z miejsca, chociaż w te kilka ciągnących się w nieskończoność sekund, zaczął wykonywać ruch różdżka. Zamrugała, zaciskając palce na własnej broni i niewerbalnie rzucając czar – taki, aby nie zrobić mu zbyt dużej krzywdy, a jednocześnie zmienić trajektorię lotu – najprostsze, co mogła zrobić, to złamać mu rękę i tym samym sprawić, że zaklęcie skierowałoby się w jeden z budynków, nie robiąc żadnej szkody jej czy Stanleyowi.

[size=x-small]rzucam nekromancję na złamanie/wykręcenie ręki npc tak, żeby pocisk trafił w niebo lub w budynki dookoła[/size
Rzut W 1d100 - 58
Sukces!


Gruchnięcie i kolejny krzyk, tym razem o zupełnie innym brzmieniu, świadczył o sukcesie. Złapała oddech, zdając sobie sprawę, że brakowało jej powietrza i zaczynało się jej kręcić w głowie, cofając się jednocześnie o krok. Odprowadziła wzrokiem jasną, ognistą kulę, która miała zrobić z niej kolejną ofiarę dzisiejszego wieczoru. Mężczyzna trzymał się za rękę, stojąc w miejscu, szukając różdżki, która pod wpływem urazu, wypadła mu z dłoni, lądując gdzieś wśród kamyków, popiołu i patyków. Żołądek znów ją skręcił, wywołując fale nieprzyjemnych dreszczy i gęsią skórkę - musiała coś zrobić, bo przecież widział i słyszał ich rozmowę. - Mogę.. Mogę..- zaczęła cicho, szukając rozwiązania, które byłoby skuteczne i nie do złamania przez standardowe procedury stosowane w Szpitalu Św. Munga. - Namieszać mu w głowie...?
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Cynthia Flint (3509), Rodolphus Lestrange (1530)




Wiadomości w tym wątku
[ Spalona Noc 9 IX| It's always darkest before the dawn | Rodolphus & Cynthia - przez Cynthia Flint - 21.06.2025, 23:44
RE: [ Spalona Noc 9 IX| It's always darkest before the dawn | Rodolphus & Cynthia - przez Rodolphus Lestrange - 22.06.2025, 09:16
RE: [ Spalona Noc 9 IX| It's always darkest before the dawn | Rodolphus & Cynthia - przez Cynthia Flint - 06.07.2025, 20:38
RE: [ Spalona Noc 9 IX| It's always darkest before the dawn | Rodolphus & Cynthia - przez Rodolphus Lestrange - 21.07.2025, 10:51
RE: [ Spalona Noc 9 IX| It's always darkest before the dawn | Rodolphus & Cynthia - przez Cynthia Flint - 25.08.2025, 13:16
RE: [ Spalona Noc 9 IX| It's always darkest before the dawn | Rodolphus & Cynthia - przez Rodolphus Lestrange - 15.09.2025, 20:51
RE: [ Spalona Noc 9 IX| It's always darkest before the dawn | Rodolphus & Cynthia - przez Cynthia Flint - 03.11.2025, 22:19

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa