Międzyludzkie relacje były strasznie skomplikowaną sprawą. Wydaje ci się, że robisz coś dobrze, sprawiasz komuś przyjemność, albo przynajmniej zachowujesz się wobec niego w porządku, a na drugi dzień słyszysz od osoby trzeciej, że niby ją obrażałeś. I nie rozumiesz. Zastanawiasz się, gdzie popełniłeś błąd, a błędy i winy, tak się składało, niemal nigdy nie leżały po jednej ze stron. Była akcja, była prowokacja. Gdyby ludzie chcieli być ze sobą naprawdę sprawiedliwi, kusiliby się na proste rozwiązanie - dialog. Dokładnie takie, jakiego podjął się Salem. A przecież on miał o wiele trudniej od człowieka, bo jak zostało wspomniane - jego naturą jednak rządził instynkt. To on miał dyktować jego niektóre zachowania, chęci i niechęci. To, kogo polubi a to, kogo się będzie bał. Ten instynkt nie kłamał. Nie kłamało jednak też jego mrowiące przeczucie w wibrysach, że Sauriel to wcale nie był taki zły gość. To znaczy - był. Był jeszcze gorszy, niż wszystkim tutaj mogło się wydawać, ale jednocześnie nigdy nie skrzywdziłby ani Fergusa, ani Nory, ani tym bardziej Salema. Błogosławieni ci, którzy dialogu poszukiwali i miast pielęgnować niezrozumienie w swoim sercu i pozwalać mu kwitnąć, postanowili wychodzić mu naprzeciw. Choć nie wiem, czy kotom potrzebne było jakiekolwiek błogosławieństwo. Były przecież kotami, a to oznaczało, że były błogosławione same w sobie.
Podskok byłoby zbyt ambiwalentnym opisem reakcji Sauriela na głos Salema. Nie, nie spodziewał się kota tutaj, tak blisko i jeszcze mówiącego do niego. Skoro podskok był zbyt niejednoznaczny, to drgnięcie? Ale to chyba trochę za mało. Podskok to za dużo. Coś pomiędzy. Wyprostował się i położył dłoń na sercu, jakby co najmniej obawiał się zawału. Ten, na szczęście, wcale mu nie groził. Na moment nawet przymknął powieki, zanim skrzywiony przeniósł wzrok na Salema. Nie dlatego, że był na niego zły, tylko dlatego, że był niezadowolony ze swojej aktualnej reakcji. Tego, że się tak głęboko zamyślił. Z drugiej strony - ludzie mówili że sam chodził jak kot. Ale to, jak chodziły naprawdę koty... stapiały się z cieniami. To było naprawdę niezwykłe, co potrafiły. To i jeszcze wiele, wiele więcej. Skrzywienie szybko zniknęło z jego twarzy, zastąpione przez zwyczajowe zmęczenie i znużenie. Dniem? Nie. Życiem. Sauriel należał do tych ludzi, co mieli kiepski dzień, tydzień, miesiąc... życie. Mieli po prostu kiepskie życie, a mimo to jeszcze funkcjonowali, bo nakręcona korbka pozwalała pozytywce się kręcić. Sauriel wiedział, że ta jego jest na wyczerpaniu. I wypatrywał świtu, w którym przestanie się kręcić.
- Zostawiłem gitarę. - Wyjaśnił usłużnie, zamykając futerał jednym ruchem. I na widok gwałtownej reakcji kota - zwolnił. Spowolnił swoje ruchy, jakby ktoś nacisnął przycisk do wolnego odtwarzania przynajmniej o pół raza. Obrócił się przodem do kota, oparł plecami o ścianę - nie wstawał. Usiadł na podłodze z jedną zgiętą nogą w kolanie. I nie patrzył prosto na Salema. Nie dlatego, że nie chciał spoglądać mu prosto ślepia, a raczej z przyzwyczajenia do tego, że koty najlepiej się czuły, kiedy nie były wystawione na bezpośrednią obserwację. To je ośmielało. Przynajmniej sam tak to sobie tłumaczył, bo może działało to trochę inaczej. Tak czy siak - z jego doświadczeń wynikało, że ignorowanie kota to najlepszy sposób na to, żeby zapewnić mu komfort. - Czego dokładnie? Że nie mam krwi? - A możesz czegoś jeszcze innego. Nie znał Salema. Nie wiedział, jakie ma doświadczenia. Może doskonale sobie zdawał sprawę z tego, co ma przed oczami. Albo może raczej - kogo?
Nie odpowiedział od razu. Spoglądał na jedną z roślinek ustawioną na półce i na okno, za którym czasami niewyraźne sylwetki ludzi mijały przybytek.
- Jestem wampirem, Salemie. Słyszałeś o wampirach? To takie komary, tylko ciężej je ubić.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.