31.08.2025, 14:36 ✶
Historia tajemniczego rzemieślnika z Nokturnu okazała się dziejami tak odległymi, że Woody nie miał szansy o nich słyszeć z niczyich ust jako osoba spoza branży mechanizmów i pułapek. Oznaczało to również, że pudło jest bardzo stare. Tarpaulin zagwizdał z uznaniem.
— Osiemnasty wiek? Szmat czasu. Taki wiekowy kuferek, to może sam w sobie jest drogi, niezależnie od tego, co w środku? — zapytał ostrożnie, bo dwieście lat to nie byle co i dziad już wietrzył nosem okazję.
Tandeta czy nie — chodzili po świecie tacy wykolejeńcy, dla których nawet śmieć miał wartość, o ile przykleiło mu się etykietkę z odpowiednio odległą datą. Za przykład mógłby Woody przytoczyć choćby swoją byłą żonę, która prowadziła w sąsiedniej dzielnicy składnicę starych śmie… znaczy się: antykwariat.
Początkowe porażki w poszukiwaniu ukrytego zamka nie zniechęcały gospodarza. Dzień był leniwy, nigdzie się ani jemu, ani Ceo nie spieszyło, więc mogli włożyć w oględziny trochę więcej czasu i pracy.
— Tak jest, pani kierownik. — Zasalutował, przykładając palce do ronda kapelusza.
Zabrał kufel, aby wyzerować swoje piwo podczas wyprawy na parter po przybory. Nie było mężczyzny może kilka minut, całkiem niedługo. Zszedł z powrotem do piwnicy, niosąc wyszczerbioną miseczkę z pastą z sody oczyszczonej rozrobionej z wodą; pod pachą miał również zamówioną alternatywę: flaszkę z octem. Do tego ściera oraz dwie szczoteczki: jedna do butów wciąż ze śladami czarnej pasty obuwniczej, druga do zębów, również używana. Nie będą tego kufra przecież palcami szorować, to się rozumie.
Woody łaskawie zostawił koleżance nieco większą szczotkę obuwniczą, a sam zadowolił się tą rozczapierzoną dentystyczną. Skrzynię przeniósł na dużą ławę biesiadną, aby oszczędzić obojgu bólu pleców od siedzenia w kucki, po czym przystąpił do pracy przy oczyszczaniu okuć. Wyglądało na to, że jego narzędzie pracy okazało się mniej skuteczne od szczoty do butów Ceolsige, ponieważ to ona odnalazła ukryty zamek.
— Osiemnasty wiek? Szmat czasu. Taki wiekowy kuferek, to może sam w sobie jest drogi, niezależnie od tego, co w środku? — zapytał ostrożnie, bo dwieście lat to nie byle co i dziad już wietrzył nosem okazję.
Tandeta czy nie — chodzili po świecie tacy wykolejeńcy, dla których nawet śmieć miał wartość, o ile przykleiło mu się etykietkę z odpowiednio odległą datą. Za przykład mógłby Woody przytoczyć choćby swoją byłą żonę, która prowadziła w sąsiedniej dzielnicy składnicę starych śmie… znaczy się: antykwariat.
Początkowe porażki w poszukiwaniu ukrytego zamka nie zniechęcały gospodarza. Dzień był leniwy, nigdzie się ani jemu, ani Ceo nie spieszyło, więc mogli włożyć w oględziny trochę więcej czasu i pracy.
— Tak jest, pani kierownik. — Zasalutował, przykładając palce do ronda kapelusza.
Zabrał kufel, aby wyzerować swoje piwo podczas wyprawy na parter po przybory. Nie było mężczyzny może kilka minut, całkiem niedługo. Zszedł z powrotem do piwnicy, niosąc wyszczerbioną miseczkę z pastą z sody oczyszczonej rozrobionej z wodą; pod pachą miał również zamówioną alternatywę: flaszkę z octem. Do tego ściera oraz dwie szczoteczki: jedna do butów wciąż ze śladami czarnej pasty obuwniczej, druga do zębów, również używana. Nie będą tego kufra przecież palcami szorować, to się rozumie.
Woody łaskawie zostawił koleżance nieco większą szczotkę obuwniczą, a sam zadowolił się tą rozczapierzoną dentystyczną. Skrzynię przeniósł na dużą ławę biesiadną, aby oszczędzić obojgu bólu pleców od siedzenia w kucki, po czym przystąpił do pracy przy oczyszczaniu okuć. Wyglądało na to, że jego narzędzie pracy okazało się mniej skuteczne od szczoty do butów Ceolsige, ponieważ to ona odnalazła ukryty zamek.
piw0 to moje paliwo