Zakładał taką możliwość, ale zarazem nie był pewien tego czy Wilhelm zdecyduje się po tym wszystkim kolejny raz nawiązać z nim kontakt. Zwłaszcza w tak krótkim czasie. Zabezpieczył się jednak na wypadek takiego rozwoju wydarzeń, wydając odpowiednie instrukcje skrztce domowej należącej od lat do rodziny Mulciberów. Sam nie mógł sobie pozwolić na to, żeby czekać. Miał sporo spraw, którymi należało się zająć bez zbędnej zwłoki.
Miały zdecydowanie wyższy priorytet.
Zmierzając w kierunku stolika i foteli, słuchał tego, co na temat Shafiqa i jego książki miał do powiedzenia William. Sam miał okazję tego człowieka poznać. Kilkukrotnie z nim rozmawiał. Być może dlatego nie był aż tak łaskawy w swojej ocenie. Badacz nie zrobił na nim najlepszego wrażenia. Przede wszystkim w kontekście zawodowym. Robert co prawda posiadał mocno ograniczoną wiedzę w tym zakresie, od czasów szkolnych się tym niewiele zajmował, ale nadal był w stanie to i owo zaobserwować.
- Ograniczmy się tutaj do tego, że dostępne są na rynku książki, których autorzy znacznie lepiej zajmują się tą problematyką. W swoim zbiorze posiadam chociażby serię Parkinsona, dotyczącą run i zagadnień z nimi powiązanych. Zebrała naprawdę dobre recenzje. - polecił. Nawet przyjemnie było z kimś tego typu tematy poruszyć. Odkąd zmuszony został zrezygnować z pracy w ministerstwie, okazji było tyle co kot napłakał. Oczywiście chętniej skupiłby się na innej dziedzinie nauki, ale wybrzydzać nie zamierzał. - Gdybyś był tym zainteresowany - gestem wskazał na pobliskie regały. Ciężko było mieć wątpliwości odnośnie tego, co ten ruch oznaczał. Wilhelm mógł korzystać. Przynajmniej na ten moment.
Kiwnął głową, słysząc że ten nie czekał na jego powrót zbyt długo. W zasadzie i tak nie miało to znaczenia. Obydwoje starali się zachowywać w odpowiedni sposób. Sprawiać pozory. Okoliczności były inne niż przy pierwszym spotkaniu.
Zajął miejsce, sięgnął po różdżkę. Przy pomocy zaklęcia, przywołał kolejno butelkę czerwonego wina oraz lampkę.
- Mam nadzieje, że czerwone będzie odpowiednie. - nie pytał, oznajmił. Innego i tak nie posiadał, nie był to rodzaj alkoholu, za którym jakoś szczególnie przepadał. W zasadzie to uważał je za jakieś takie... kobiece?
A kobiece rzeczy, wiadoma sprawa, nie były tymi, po które Robert wyciągał rączki.
Kiwnął głową, słysząc o chęci przedyskutowania dalszego planu działania. Nie śpieszył się z zadawaniem pytań; z dzieleniem się tym, co siedziało w jego głowie. Upił łyk alkoholu, zaraz po nim również kolejny. Nie odstawił szklanki, którą trzymał na wysokości własnej klatki piersiowej.
- Nie zajęło Ci to zbyt dużo czasu. Dobrze. Od czego chciałbyś zacząć?