20.02.2023, 21:20 ✶
Aaach, ale przykra sytuacja. I nie chodziło o to, że dla Sauriela była to wielka tajemnica. Ten cały wampiryzm, to, że nie krwawił, że działo się z nim wiele innych przykrych rzeczy, o jakich ludziach się nie śniło. Nawet tym, którzy studiowali klątwy jak i wampiry. Bo tak się dziwnie składało, że prawie każdy wampir był inny. Chyba podobieństwa występowały tylko tam, gdzie to wampir zmienił wampira. Wtedy między nimi, jakby tworzyli... swoistą linię krwi. Nową. Wampirzą. Dziwne o tyle, że wampiry krwi nie miały, a to, co dla nich było "dzieckiem" było po prostu stworzonym przez nich trupem.
- Nie jestem żywy. Zostałem zamordowany i przywrócony do życia. - Przeniósł czarne oczy na swoje dłonie, którymi się teraz zainteresował. Siedział tak bez ruchu. Teraz było oczywiste, że nie oddycha, że potrafi siedzieć jak rzeźba. Tak jak usiadł teraz, gdy nawet nie mrugał i nie pracowały mu gałki oczne. Przez moment, bo zaraz mrugnął. Zgiął lekko palce, nadal nie spoglądając na samego kocura. Ale kątem oka widział, jak się pręży i jaki jest zapracowany w tym, żeby czegoś nie zrobić. Uciec? Chyba nie. Atakować? Może też nie? Gdzieś zapanował ambaras pomiędzy potrzebą bronienia swojego terytorium i pani a tym, żeby jednak spieprzać od martwego człowieka. No bo to prawda - brak krwi nie był domena żywych, jak ładnie i wręcz poetycko ujęte! - To już zależy, dla kogo. - Odparł dość gładko i nie potrzebował na to zastanowienia. Nie było też w nim zwątpienia czy zwyczajowego cynizmu. To był fakt. Był niebezpieczny. Ale nie dla wszystkich. Nie dla Nory, na ten przykład. Nie zamierzał oszukiwać kota, mógł co najwyżej, jak zawsze, przemilczeć parę kwestii, które mogłyby dodać niespokojnych elementów do tego kotła. Ale to były sekrety, których mrok wykraczał nawet poza to, że był po prostu martwym skurwysynem.
- Jestem drapieżnikiem, Salem. - Spojrzał w końcu na kocura - prosto w jego przepiękne ślepia. Och, jaką niesamowitą bestią był. Naprawdę Sauriel chciał go zgarnąć w ramiona i nosić, jak tylko by chciał i gdzie tylko by chciał. I mruczałby do niego i prawił mu komplementy i miział dokładnie tam, gdzie najbardziej lubił i w różnych miejscach. Bo żaden kot nie lubił za długiego głaskania w jednym. To chyba przez nadmiar bodźców. - Wampiryzm to klątwa, która pozwala trupom "żyć". Funkcjonować. Są stworzeniami na szczycie łańcucha pokarmowego. Naszym pożywieniem są ludzie. - Mógł kłamać i mącić, żeby nie wzbudzać jeszcze większego strachu w Salemie, ale nie czuł takiej potrzeby. Salem przypominał mu teraz o wszystkich powodach, dla których na tyle lat odciął się od wszystkiego i wszystkich. Nie mógł powiedzieć, że mu się to podobało, bo było po prostu ciężkie. Bardzo obciążało niebijące serce. To jednak, że nie biło i że było owinięte chmurą czarnej magii nie znaczyło, że go nie ma. I że nic nie czuł. - Cytując: jestem jednak inteligentnym drapieżnikiem, mimo wysoce rozwiniętego instynktu. - Łowieckiego. Chociażby. Bo głód wampirzy, a przynajmniej ten, który on odczuwał, nigdy nie gasł. Można go było wyciszyć, ale zawsze gdzieś tam był. I łatwo go było pobudzić. Nader wszystko był jednak człowiekiem. - Nie jestem pewien, czy tu jest coś do tłumaczenia, Piękny. Mogę cię tylko zapewnić, że nigdy nie skrzywdziłbym Nory. Jest jak ciepłe słońce. A ja już prawdziwego słońca oglądać nie mogę. Słońce spala wampiry. Na popiół.
- Nie jestem żywy. Zostałem zamordowany i przywrócony do życia. - Przeniósł czarne oczy na swoje dłonie, którymi się teraz zainteresował. Siedział tak bez ruchu. Teraz było oczywiste, że nie oddycha, że potrafi siedzieć jak rzeźba. Tak jak usiadł teraz, gdy nawet nie mrugał i nie pracowały mu gałki oczne. Przez moment, bo zaraz mrugnął. Zgiął lekko palce, nadal nie spoglądając na samego kocura. Ale kątem oka widział, jak się pręży i jaki jest zapracowany w tym, żeby czegoś nie zrobić. Uciec? Chyba nie. Atakować? Może też nie? Gdzieś zapanował ambaras pomiędzy potrzebą bronienia swojego terytorium i pani a tym, żeby jednak spieprzać od martwego człowieka. No bo to prawda - brak krwi nie był domena żywych, jak ładnie i wręcz poetycko ujęte! - To już zależy, dla kogo. - Odparł dość gładko i nie potrzebował na to zastanowienia. Nie było też w nim zwątpienia czy zwyczajowego cynizmu. To był fakt. Był niebezpieczny. Ale nie dla wszystkich. Nie dla Nory, na ten przykład. Nie zamierzał oszukiwać kota, mógł co najwyżej, jak zawsze, przemilczeć parę kwestii, które mogłyby dodać niespokojnych elementów do tego kotła. Ale to były sekrety, których mrok wykraczał nawet poza to, że był po prostu martwym skurwysynem.
- Jestem drapieżnikiem, Salem. - Spojrzał w końcu na kocura - prosto w jego przepiękne ślepia. Och, jaką niesamowitą bestią był. Naprawdę Sauriel chciał go zgarnąć w ramiona i nosić, jak tylko by chciał i gdzie tylko by chciał. I mruczałby do niego i prawił mu komplementy i miział dokładnie tam, gdzie najbardziej lubił i w różnych miejscach. Bo żaden kot nie lubił za długiego głaskania w jednym. To chyba przez nadmiar bodźców. - Wampiryzm to klątwa, która pozwala trupom "żyć". Funkcjonować. Są stworzeniami na szczycie łańcucha pokarmowego. Naszym pożywieniem są ludzie. - Mógł kłamać i mącić, żeby nie wzbudzać jeszcze większego strachu w Salemie, ale nie czuł takiej potrzeby. Salem przypominał mu teraz o wszystkich powodach, dla których na tyle lat odciął się od wszystkiego i wszystkich. Nie mógł powiedzieć, że mu się to podobało, bo było po prostu ciężkie. Bardzo obciążało niebijące serce. To jednak, że nie biło i że było owinięte chmurą czarnej magii nie znaczyło, że go nie ma. I że nic nie czuł. - Cytując: jestem jednak inteligentnym drapieżnikiem, mimo wysoce rozwiniętego instynktu. - Łowieckiego. Chociażby. Bo głód wampirzy, a przynajmniej ten, który on odczuwał, nigdy nie gasł. Można go było wyciszyć, ale zawsze gdzieś tam był. I łatwo go było pobudzić. Nader wszystko był jednak człowiekiem. - Nie jestem pewien, czy tu jest coś do tłumaczenia, Piękny. Mogę cię tylko zapewnić, że nigdy nie skrzywdziłbym Nory. Jest jak ciepłe słońce. A ja już prawdziwego słońca oglądać nie mogę. Słońce spala wampiry. Na popiół.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.