27.10.2025, 11:04 ✶
Peregrinus nie wierzył, aby Millie miała zrobić jemu i jego włosom poważną krzywdę, skądże znowu. Jego uwaga była jedynie przyjacielską zaczepką, więc gdy Moody odpowiedziała mu w równie zaczepnym tonie, przewrócił tylko oczami. Przewrócił raz jeszcze, gdy zareagowała śmiechem na przedstawioną jej stronę z Czarownicy. Było w tym coś kojącego, że śmiała się z niego i wbijała mu te przyjacielskie szpile. Taka powinna być, nie skulona w kłębku smutku pod jego wanną czy w Lecznicy Dusz.
— Starożytnego artefaktu, doprawdy, dobre sobie — żachnął się. — Z jakiego innego źródła miałbym czerpać informacje na ten temat? Nie drukują takich wskazówek w Horyzontach Zaklęć.
Byłby gotów sam poszukać przyjaciółce długopisu i kartki, aby skopiowała drogocenny przepis i zabrała go ze sobą, lecz nim zdążył się do tego zabrać, zaintrygowała go jej reakcja. Przystanął w pół kroku do wyjścia z łazienki i zmierzył kuzynkę podejrzliwym spojrzeniem. Myślałby kto, że ją tak nagle zainteresowały te nudne, białe kafle? Żadnego na nich nie było zacieku ani kamienia nie zebrało się więcej niż zwykle. Trudno, aby tak oczywista zmiana w zachowaniu umknęła jasnowidzowi; gdy zaś uwieńczył wszystko to rumieniec, wątpliwości nie było już żadnych: Miles Moody wpadła w coś (w kogoś) po uszy.
W pierwszej chwili Trelawney uśmiechnął się do niej prawie że chytrze, unosząc brwi. Widzę, co ci chodzi po głowie, mówiły te oczy zabarwione nagle echem figlarnych iskierek, które potrafiły w Peregrinusie tańczyć przed laty, zanim wróżbita zgasł. Jakby znów był tym lekko przemądrzałym dzieciakiem, który z protekcjonalnej pozycji objawiał sądy o cudzych wyborach i rozterkach życiowych.
Od tamtego czasu zdążył dorosnąć i nabrać pokory. Ledwie Millie zaczęła się rozsypywać, mężczyźnie spłynęła z twarzy wszelka przebiegłość. Był już tylko ramieniem, na którym mogła powiesić wszystkie smutki, bez obaw o to, jak zostaną przyjęte. Smutków tych był… natłok.
Żadne z nazwisk, które Peregrinus odłowił z potoku słów, nie było mu obce. Kolegowali się z Basiliusem od czasów szkolnych, choć z pewnością nie tak blisko, jak Prewett kolegował się z Millie — co było dla wróżbity pewnym zaskoczeniem, jako że nigdy nie interesował się głębiej relacją między tamtym dwojgiem. Również z Thomasem Figgiem miał do czynienia — pan inżynier miał wkrótce zacząć współpracę z Prawami Czasu, a organizacją tego przedsięwzięcia zajmował się właśnie Peregrin. Gdy więc próbował nadążyć za smutkami Moody, zaświtała mu mimochodem myśl, że skoro Thomas jest przedmiotem sercowych rozterek przyjaciółki, wzrastała szansa, że postawili z Vakelem na człowieka godnego zaufania.
Teraz jednak najważniejsza była Millie, nie układy z Figgiem. I mimo że to Mildred stała okrakiem w niezręcznej sytuacji uczuciowej, którą powinna uczciwie rozwiązać, to jak przystało na dobrego przyjaciela (toxic besties?), Peregrinus od pierwszych do ostatnich słów stał po jej stronie.
— Dostrzegam u ciebie konsekwentny typ, nie ukrywam — powiedział, biorąc przyjaciółkę troskliwie w ramiona i pozwalając jej pomoczyć łzami swój czarny kaszmirowy sweter przesiąknięty zapachem drogich kadzidełek palonych w Prawach Czasu. Nie wydawał się właściwie zbity z tropu tym wylewem słów i emocji. Odkąd w jego codzienności pojawiła się Lyssa Dolohov, co drugi dzień Trelawney wystawiany był na próbę poprzez obcowanie z gwałtownymi kobiecymi namiętnościami; wyrobiło to w nim cierpliwość. — Nie gadaj takich bzdur, że jesteś śmieć. Nie uważasz przecież, że ja jestem śmieciem, a robili nas z podobnych genów. Zbierz się do kupy, Millie, nie myślisz tak. I Basil też tak nie myśli. To porządny typ. — O charakterze Basiliusa Prewetta mógł coś powiedzieć. O Thomasie mógł wnioskować głównie z opowieści Moody. Opowieść o tym, że Figg rzucił się ją ratować podczas Spalonej Nocy, wystawiała facetowi obiecującą laurkę. Peregrinus jednak z natury był ostrożny, więc taka laurka nie czyniła jeszcze z Figga kogoś zaufanego. Osobiste sympatie jasnowidza pozostawały po stronie Prewetta i to jego na razie wolałby widzieć z kuzynką. — Jak świat stary, co chwilę ktoś się tu potyka o sercowe dylematy. Jakoś na pewno da się to rozpracować — spróbował ją pocieszyć, choć obawiał się wyjść na zbytniego optymistę. Zwykle droga do takiego rozpracowania bywała bolesna. — Stawiałaś już karty czy się czaisz jak tchórz, Mildred Moody?
— Starożytnego artefaktu, doprawdy, dobre sobie — żachnął się. — Z jakiego innego źródła miałbym czerpać informacje na ten temat? Nie drukują takich wskazówek w Horyzontach Zaklęć.
Byłby gotów sam poszukać przyjaciółce długopisu i kartki, aby skopiowała drogocenny przepis i zabrała go ze sobą, lecz nim zdążył się do tego zabrać, zaintrygowała go jej reakcja. Przystanął w pół kroku do wyjścia z łazienki i zmierzył kuzynkę podejrzliwym spojrzeniem. Myślałby kto, że ją tak nagle zainteresowały te nudne, białe kafle? Żadnego na nich nie było zacieku ani kamienia nie zebrało się więcej niż zwykle. Trudno, aby tak oczywista zmiana w zachowaniu umknęła jasnowidzowi; gdy zaś uwieńczył wszystko to rumieniec, wątpliwości nie było już żadnych: Miles Moody wpadła w coś (w kogoś) po uszy.
W pierwszej chwili Trelawney uśmiechnął się do niej prawie że chytrze, unosząc brwi. Widzę, co ci chodzi po głowie, mówiły te oczy zabarwione nagle echem figlarnych iskierek, które potrafiły w Peregrinusie tańczyć przed laty, zanim wróżbita zgasł. Jakby znów był tym lekko przemądrzałym dzieciakiem, który z protekcjonalnej pozycji objawiał sądy o cudzych wyborach i rozterkach życiowych.
Od tamtego czasu zdążył dorosnąć i nabrać pokory. Ledwie Millie zaczęła się rozsypywać, mężczyźnie spłynęła z twarzy wszelka przebiegłość. Był już tylko ramieniem, na którym mogła powiesić wszystkie smutki, bez obaw o to, jak zostaną przyjęte. Smutków tych był… natłok.
Żadne z nazwisk, które Peregrinus odłowił z potoku słów, nie było mu obce. Kolegowali się z Basiliusem od czasów szkolnych, choć z pewnością nie tak blisko, jak Prewett kolegował się z Millie — co było dla wróżbity pewnym zaskoczeniem, jako że nigdy nie interesował się głębiej relacją między tamtym dwojgiem. Również z Thomasem Figgiem miał do czynienia — pan inżynier miał wkrótce zacząć współpracę z Prawami Czasu, a organizacją tego przedsięwzięcia zajmował się właśnie Peregrin. Gdy więc próbował nadążyć za smutkami Moody, zaświtała mu mimochodem myśl, że skoro Thomas jest przedmiotem sercowych rozterek przyjaciółki, wzrastała szansa, że postawili z Vakelem na człowieka godnego zaufania.
Teraz jednak najważniejsza była Millie, nie układy z Figgiem. I mimo że to Mildred stała okrakiem w niezręcznej sytuacji uczuciowej, którą powinna uczciwie rozwiązać, to jak przystało na dobrego przyjaciela (toxic besties?), Peregrinus od pierwszych do ostatnich słów stał po jej stronie.
— Dostrzegam u ciebie konsekwentny typ, nie ukrywam — powiedział, biorąc przyjaciółkę troskliwie w ramiona i pozwalając jej pomoczyć łzami swój czarny kaszmirowy sweter przesiąknięty zapachem drogich kadzidełek palonych w Prawach Czasu. Nie wydawał się właściwie zbity z tropu tym wylewem słów i emocji. Odkąd w jego codzienności pojawiła się Lyssa Dolohov, co drugi dzień Trelawney wystawiany był na próbę poprzez obcowanie z gwałtownymi kobiecymi namiętnościami; wyrobiło to w nim cierpliwość. — Nie gadaj takich bzdur, że jesteś śmieć. Nie uważasz przecież, że ja jestem śmieciem, a robili nas z podobnych genów. Zbierz się do kupy, Millie, nie myślisz tak. I Basil też tak nie myśli. To porządny typ. — O charakterze Basiliusa Prewetta mógł coś powiedzieć. O Thomasie mógł wnioskować głównie z opowieści Moody. Opowieść o tym, że Figg rzucił się ją ratować podczas Spalonej Nocy, wystawiała facetowi obiecującą laurkę. Peregrinus jednak z natury był ostrożny, więc taka laurka nie czyniła jeszcze z Figga kogoś zaufanego. Osobiste sympatie jasnowidza pozostawały po stronie Prewetta i to jego na razie wolałby widzieć z kuzynką. — Jak świat stary, co chwilę ktoś się tu potyka o sercowe dylematy. Jakoś na pewno da się to rozpracować — spróbował ją pocieszyć, choć obawiał się wyjść na zbytniego optymistę. Zwykle droga do takiego rozpracowania bywała bolesna. — Stawiałaś już karty czy się czaisz jak tchórz, Mildred Moody?
źródło?
objawiono mi to we śnie
objawiono mi to we śnie