• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 2 3 4 5 … 16 Dalej »
[11.1964 Hogwart] À bout de souffle

[11.1964 Hogwart] À bout de souffle
evil twink
i ain't got no type
bad witches
is the thing that I like
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Asystent sędziny
Zimna cera i jeszcze chłodniejsze spojrzenie. Kruczoczarne włosy i onyksowe tęczówki bardzo wyraźnie kontrastują ze skórą bladą jak kreda. Buta oraz wyższość wylewa się z każdego gestu i słowa. Mierzy 187 centymetrów o szczupłej sylwetce, która coś jeszcze pamięta ze sportowych czasów. W godzinach pracy zawsze ubrany elegancko, zaczesany, a swoje tatuaże ukrywa pod zaklęciami transmutacji. Po godzinach najczęściej nosi się w skórzanych kurtkach i ciężkich butach.

Louvain Lestrange
#5
13.11.2025, 04:39  ✶  

Kaflowi pewnie oberwałoby się gorzej, gdyby Louvain nie był zajęty śmianiem się z własnej porażki. Jego śmiech, chropowaty, zuchwały, nieprzyzwoicie szczery, odbij się po lochu jak coś żywego, głośnego. Złapał się za usta, próbując zagłuszyć dźwięk, było zdecydowanie zbyt późno żeby dać się teraz przyłapać. Przetoczył się na brzuch, oparł brodę na kaflu i pozwolił sobie spojrzeć na dziewczynę tak intensywnie, jak rzadko pozwalał komukolwiek. Im dłużej na nią patrzył, tym wyraźniej czuł, że jego nonszalancja zaczyna być tylko pozą, cienką, kruchą błoną, pod którą coś niebezpiecznie miękkiego próbowało wydostać się na powierzchnię. - Mój refleks? - powtórzył z udawaną obojętnością, choć jej spojrzenie wywołało w nim krótkie, przyjemne ukłucie. - Nie marnuję go na poduszki. Zwykle świat go nie obchodził. przynajmniej tak twierdził. Ale tutaj, w ciepłym półmroku lochów, w świetle rozproszonym między nimi, miał wrażenie, że wszystko poza nią staje się rozmyte. Drganie jej ust, sposób, w jaki cień przesuwał się po jej policzku, każdy drobny ruch jej dłoni… to wszystko wciągało go tak, jak nic innego w tym zamku. I choć nienawidził tracić kontroli, nienawidził jeszcze bardziej przyznać, że ją traci. A kiedy wspomniała o rycerzu, Louvain przewrócił oczami tak teatralnie, jakby samo słowo brzmiało dla niego jak kara. - Rycerz? - prychnął. - Blaszany głupcem ograniczonym przysięgami? Daj spokój. W jego ustach pobrzmiewała kpina, ale w spojrzeniu pojawił się błysk czegoś więcej, czegoś, co kierowało go coraz bliżej niej. - Wolę być smokiem. Tym, który ich pożera. Tym, który lata wyżej, bliżej gwiazd. Mówił to jak żart, ale w jego tonie była prawda: zawsze gonił to, co było ponad resztą. Znicz. Zwycięstwo. Własne ego. I coraz częściej… ją. Kiedy padło zdanie: „To raczej mnie się goni”, Louvain poczuł, jak coś w nim niebezpiecznie drgnęło. Uśmiechnął się powoli, w sposób, który wyglądał jak zaproszenie do gry i jednocześnie jej pułapka. - Gwiazdy nie pozwalają się złapać - powiedział, nie odrywając wzroku. - Chyba że same wybiorą, komu chcą świecić. To zdanie wyszło z niego zbyt łatwo. Zbyt szczerze. Zbyt… dla niej. Potem padło pytanie: „Ale ty byś mnie nie zranił, prawda?” A Louvain zamroził się wewnętrznie na pół uderzenia serca. Prawda była brutalna. Chaos, który nim rządził, mógł czasem w jednej sekundzie zamienić czułość w ostrą kantem reakcję. Miłość i gniew były dla niego jak dwie strony tego samego płomienia. Gdyby powiedział prawdę… zniszczyłby moment. I ją. A tego nie chciał. Nie teraz. Nie kiedy patrzyła na niego tak, jakby naprawdę wierzyła, że jest kimś dobrym. Wziął więc jej dłoń delikatnie i z tą samą ostrożnością, z jaką dotyka się czegoś, czego nie powinno się posiadać. - Nie mógłbym - wypowiedział półgłosem. Ton mu zmiękł, niebezpiecznie. - Jesteś kimś, kogo… chroni się bardziej, niż to rozsądne. Odwrócił jej dłoń i musnął ją pocałunkiem. To nie był gest Lestrange’a, którego znali inni. To było coś o wiele bardziej intymnego. Głębszego. I niebezpiecznie prawdziwego.

Cisza po tym pocałunku była jak zawieszone w powietrzu zaklęcie. Louvain czuł, jak coś w nim zaczyna pękać - jakby robiło się w nim miejsce na coś nowego. Czuł też strach, ten cichy, instynktowny, którego nie znosił, ale który zawsze przychodził wtedy, gdy coś zaczynało mieć znaczenie. To właśnie wtedy przypomniał sobie o pudełku. Sięgnął do zwiniętej szaty i dotknął go od spodu, jakby sprawdzał, czy naprawdę tam jest. Pudełko, które trzymał przy sobie od tygodni. Coś, czego nigdy nie zamierzał kupować. Coś, co kupił wyłącznie dla niej. Zrobił to po cichu. Po swojemu. Wysłał sowę do Paryża, do Maison Astrifer - magicznego domu mody, w którym jego rodzina zamawiała biżuterię od pokoleń. Wiedział, jakich słów użyć, jakiego francuskiego tonu, jak podpisać się nazwiskiem, które otwierało drzwi. Kilka dni później przyszedł pakunek z pieczęcią konstelacji. W środku leżało coeur d’étoile, kryształ zwany sercem gwiazdy. Luminescencyjny, reagujący na emocje noszącej go osoby. Piękny w sposób, którego Louvain nie potrafił opisać słowami. Ale potrafił go przynieść tutaj. - Mam coś dla Ciebie. - powiedział, przesuwając pudełko między nimi. Ton miał niby swobodny, ale serce biło mu szybciej, niż chciałby przyznać. - Otwórz. Kiedy wieczko drgnęło, kryształ rozjarzył się lekkim, niemal oddechowym światłem. Louvain patrzył na ten blask z dziwną satysfakcją, taką, której nie czuł dawno. - To kawałek nieba - wymówił miękko, choć próbował zabrzmieć nonszalancko. - Gwiazda, którą zamknąłem w kryształ, żeby była piękna już zawsze tylko dla Ciebie. I dopiero po tych słowach spojrzał jej w oczy, pozwalając sobie na całkowitą szczerość: - Pasuje do ciebie. Bardziej, niż sądziłem. Przez moment jego palce nerwowo poruszyły się po materiale szaty, jedyny znak, że zrobił coś, co naprawdę dla niego znaczyło. A potem powiedział to, co chodziło za nim od tygodni: - Załóż go na zimowy bal. Krótko. Pewnie. Bez uciekania wzrokiem. - Chciałbym, żeby błyszczał tam… razem z tobą. I choć nie wypowiedział słów „chcę, żebyś była tam ze mną”, nie musiał. W jego oczach wszystko było oczywiste. A w ciszy, która zawisła po jego wyznaniu, było coś, co Louvain czuł nawet bardziej niż własny oddech: To był moment, w którym pierwszy raz w życiu naprawdę kogoś wybrał.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Astoria Avery (3323), Louvain Lestrange (3113)




Wiadomości w tym wątku
[11.1964 Hogwart] À bout de souffle - przez Louvain Lestrange - 20.10.2025, 23:25
RE: [11.1964 Hogwart] À bout de souffle - przez Astoria Avery - 22.10.2025, 02:28
RE: [11.1964 Hogwart] À bout de souffle - przez Louvain Lestrange - 27.10.2025, 21:53
RE: [11.1964 Hogwart] À bout de souffle - przez Astoria Avery - 05.11.2025, 02:43
RE: [11.1964 Hogwart] À bout de souffle - przez Louvain Lestrange - 13.11.2025, 04:39
RE: [11.1964 Hogwart] À bout de souffle - przez Astoria Avery - 19.11.2025, 03:36
RE: [11.1964 Hogwart] À bout de souffle - przez Louvain Lestrange - 08.01.2026, 03:16
RE: [11.1964 Hogwart] À bout de souffle - przez Astoria Avery - 26.01.2026, 02:16

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa