30.11.2025, 21:00 ✶
Zetknięcia z Lorraine zawsze pozostawiały w nim ten osobliwy, słodki posmak. Tym razem jednak został przede wszystkim przytłoczony radością, z jaką krzątała się między nimi gospodyni. Nie był pewien, czy widział ją taką kiedykolwiek. Gdy byli we dwoje, dużo zalegało między nimi ciszy, a gdy padały słowa, to jakby otaczająca ich cmentarna atmosfera ściągała je smutno ku ziemi. Tymczasem Lorraine rozdzwoniła się dziecięcą radością. Przypomniało się Peregrinowi niedawne spotkanie z Millie, która również wykazywała świeże pokłady entuzjazmu. Z przyjemnością obserwował przyjaciółki takimi radosnymi, szczególnie w obliczu ostatniej katastrofy.
— Maeve nie może wiedzieć, czy jesteś przy kości. Za często cię widzi, nie jest obiektywna — podjął równie lekkim szeptem wróżbita, gdy Malfoy mu się poskarżyła. — Mojemu spojrzeniu możesz zaufać. Jest ci idealnie w bieli. Wyglądasz lekko. — Odebrał prezent, zatrzymując na nim dłuższe spojrzenie. Kusiło go otworzyć go nieelegancko tuż przy niej, lecz pokusa została zwalczona. — Dziękuję, wesołego Mabon.
Frida nie myliła się: Peregrinus lubił nietoperze i inne stwory z mroków. Pociągały go ciemne tematy, choć serce miał raczej czyste, a zainteresowanie było wyłącznie naukowe i teoretyczne. Nie mylił się i Flint: Peregrinus niekoniecznie czuł się pewnie w konfrontacji z dziećmi, było to dla niego wkraczanie na niezbadany grunt. Tym więcej ucieszył się więc, gdy ghoulka zdecydowała się wyjść do niego zza posągu i przyjęła prezent z zachwytem. A zatem osiągnął sukces. Gdy został uściskany i wycałowany, poklepał niezgrabnie dziecię po ramieniu. Śmiesznie pachniało to stworzenie: trochę formaliną, a trochę owocowymi kosmetykami przypominającymi własne dzieciństwo.
Cała ich interakcja przebiegła bez słów. Trelawney nie mógł narzekać na to, że udało mu się z kimś dogadać w ciszy — wręcz przeciwnie, w to mu graj.
Prócz nagrody w uśmiechu bąbelka czekała tymczasem na niego również książka od Baldwina. Jeśli kto zastanawiał się, co w tym pogrzebowym orszaku robi Peregrinus Trelawney, absolutna fascynacja, z jaką przyjął prezent wytargany z obrabowanego grobowca, rozwiewała wszelkie wątpliwości co do tego, czy znalazł się we właściwym miejscu.
— Wesołego Mabon, Baldwinie. Dziękuję, nie trzeba było. — Peregrinus przekartkował ostrożnie, choć niecierpliwie pierwsze strony książki. — Czarne trafle to fascynujące narzędzie wróżebne. Aztekowie wykorzystywali obsydianowe lustra do szukania przepowiedni już od czasów starożytnych. Miały one otwierać okno na wymiar ukryty, ichniejszy odpowiednik Limbo czy świat bóstw, zależnie od wersji przekazu. Co ciekawe, lustra te miały być dwustronne. Istoty czy dusze z dodatkowego wymiaru otrzymywały przez nie wgląd do naszego świata… — Zorientował się, że zagalopował się w wywodzie, który dotknął jego zainteresowań. — Doceniam, że o mnie pomyślałeś. Z chęcią przyjrzę się naszemu rodzimemu spojrzeniu na podobne narzędzie.
I miał to na myśli, ponieważ zatopiony w przeglądanej lekturze usiadał przy stole i nie zainteresował się niczym, dopóki Flint nie rozpoczął modlitwy. Peregrinus odłożył książkę z szacunku, bo choć sam nie wierzył w kowenowy panteon, jako gość nie zamierzał ignorować panującego w domu gospodarzy porządku. Opowieść Dægberhta niosła zresztą uniwersalną mądrość, choć… Trelawneya bardziej niż ta mądrość moralno-duchowa interesowały szczegóły, o które zamierzał wypytać później. Ważne było przecież, gdzie i kiedy dokładnie wydarzenie miało miejsce, tło historyczne regionu…
Trzymanie się za ręce podczas modlitwy było elementem niekoniecznie spodziewanym, choć nie cofnął się, gdy został złapany przez przyjaciela. Drugą dłoń, tę od strony Lorraine, pozostawił luźno złożoną na stole wnętrzem ku górze, aby sama mogła zdecydować, czy chce z niej skorzystać. Sam nie wykonał żadnego ruchu. Jako że nie uczestniczył duchem w modlitwie, mógł przyglądać się zgromadzonym. Starał się nie gapić na Stanleya i Maeve w zbyt oczywisty sposób, lecz siedzieli niemal naprzeciw niego i… zdecydowanie byli największym źródłem necronomiconowego chaosu. Siłą rzeczy więc jego spojrzenie uciekało co czas jakiś na tych nieznajomych. Tylko spojrzenie. Nie zamierzał ich zaczepiać.
— Maeve nie może wiedzieć, czy jesteś przy kości. Za często cię widzi, nie jest obiektywna — podjął równie lekkim szeptem wróżbita, gdy Malfoy mu się poskarżyła. — Mojemu spojrzeniu możesz zaufać. Jest ci idealnie w bieli. Wyglądasz lekko. — Odebrał prezent, zatrzymując na nim dłuższe spojrzenie. Kusiło go otworzyć go nieelegancko tuż przy niej, lecz pokusa została zwalczona. — Dziękuję, wesołego Mabon.
Frida nie myliła się: Peregrinus lubił nietoperze i inne stwory z mroków. Pociągały go ciemne tematy, choć serce miał raczej czyste, a zainteresowanie było wyłącznie naukowe i teoretyczne. Nie mylił się i Flint: Peregrinus niekoniecznie czuł się pewnie w konfrontacji z dziećmi, było to dla niego wkraczanie na niezbadany grunt. Tym więcej ucieszył się więc, gdy ghoulka zdecydowała się wyjść do niego zza posągu i przyjęła prezent z zachwytem. A zatem osiągnął sukces. Gdy został uściskany i wycałowany, poklepał niezgrabnie dziecię po ramieniu. Śmiesznie pachniało to stworzenie: trochę formaliną, a trochę owocowymi kosmetykami przypominającymi własne dzieciństwo.
Cała ich interakcja przebiegła bez słów. Trelawney nie mógł narzekać na to, że udało mu się z kimś dogadać w ciszy — wręcz przeciwnie, w to mu graj.
Prócz nagrody w uśmiechu bąbelka czekała tymczasem na niego również książka od Baldwina. Jeśli kto zastanawiał się, co w tym pogrzebowym orszaku robi Peregrinus Trelawney, absolutna fascynacja, z jaką przyjął prezent wytargany z obrabowanego grobowca, rozwiewała wszelkie wątpliwości co do tego, czy znalazł się we właściwym miejscu.
— Wesołego Mabon, Baldwinie. Dziękuję, nie trzeba było. — Peregrinus przekartkował ostrożnie, choć niecierpliwie pierwsze strony książki. — Czarne trafle to fascynujące narzędzie wróżebne. Aztekowie wykorzystywali obsydianowe lustra do szukania przepowiedni już od czasów starożytnych. Miały one otwierać okno na wymiar ukryty, ichniejszy odpowiednik Limbo czy świat bóstw, zależnie od wersji przekazu. Co ciekawe, lustra te miały być dwustronne. Istoty czy dusze z dodatkowego wymiaru otrzymywały przez nie wgląd do naszego świata… — Zorientował się, że zagalopował się w wywodzie, który dotknął jego zainteresowań. — Doceniam, że o mnie pomyślałeś. Z chęcią przyjrzę się naszemu rodzimemu spojrzeniu na podobne narzędzie.
I miał to na myśli, ponieważ zatopiony w przeglądanej lekturze usiadał przy stole i nie zainteresował się niczym, dopóki Flint nie rozpoczął modlitwy. Peregrinus odłożył książkę z szacunku, bo choć sam nie wierzył w kowenowy panteon, jako gość nie zamierzał ignorować panującego w domu gospodarzy porządku. Opowieść Dægberhta niosła zresztą uniwersalną mądrość, choć… Trelawneya bardziej niż ta mądrość moralno-duchowa interesowały szczegóły, o które zamierzał wypytać później. Ważne było przecież, gdzie i kiedy dokładnie wydarzenie miało miejsce, tło historyczne regionu…
Trzymanie się za ręce podczas modlitwy było elementem niekoniecznie spodziewanym, choć nie cofnął się, gdy został złapany przez przyjaciela. Drugą dłoń, tę od strony Lorraine, pozostawił luźno złożoną na stole wnętrzem ku górze, aby sama mogła zdecydować, czy chce z niej skorzystać. Sam nie wykonał żadnego ruchu. Jako że nie uczestniczył duchem w modlitwie, mógł przyglądać się zgromadzonym. Starał się nie gapić na Stanleya i Maeve w zbyt oczywisty sposób, lecz siedzieli niemal naprzeciw niego i… zdecydowanie byli największym źródłem necronomiconowego chaosu. Siłą rzeczy więc jego spojrzenie uciekało co czas jakiś na tych nieznajomych. Tylko spojrzenie. Nie zamierzał ich zaczepiać.
źródło?
objawiono mi to we śnie
objawiono mi to we śnie