12.12.2025, 15:32 ✶
Słyszał, jak wilkołaczyca się zbliża. Jak zmora krąży za drzwiami. Każdy krok mógł być tym, któremu zawtóruje skrzypienie drzwi. Drapieżnica nuciła ofierze swoje złowieszcze kołysanki, które docierały stłumione na zaplecze.
W desperacji Woody połknął ostatni kęs i odwrócił się zlękniony, gdy jęknęły zawiasy.
No, fajne im te świąteczne bułeczki z farszem zostawił Lewisek. Trzy dla Woody’ego, trzy dla Aseny. Palce lizać. Tyle że takiego biznesu to trzeba sobie pilnować, jak się chce przysmakami świątecznymi raczyć.
Gdy Greyback wkroczyła na pogrążone w tajemniczym półmroku zaplecze, Woody siedział pochylony nisko nad blatem kuchennym i właśnie kończył szóstą bułeczkę. Nawet jeśli nie zdradziła go skryta w kuchennym cieniu mina winowajcy, zdradziły go okruszki na brodzie — ujawnione, gdy wstał i wyszedł ku światłu wpadającemu z sąsiedniego pomieszczenia.
— Tak, oczywiście. Zrobimy świąteczną pieczeń — zadeklarował Tarp, od razu, bez zbędnych przepychanek, żeby… ukryć swoje zbrodnie? A może już wiedział, że ona wie, i po prostu chciał ją udobruchać? — He, to co? Ja wyjmę MagicMixa.
Patrzcie go, potulny jak baranek, poszedł bez szemrania szukać zaklętego kociołka kuchennego. Puchaty pompon mikołajowej czapki obijał się o szerokie bary, gdy kucał to przy tej, to przy innej szafie.
— No i gdzie to… — mamrotał. — Czerwone kulki? Ty, słuchaj, może byś poszła szczurów odłowić i wyłupić im oczka. Akurat do dekoracji. Poza tym żaden ze mnie zboczeniec… jak zawsze powtarzam, zboczeńcy się wykluwają na Podziemnych… i w życiu bym nie tknął jąder. Nie gadaj tak brzydko, bo ci Bogini jęzor upierdoli. — Plótł tak trzy po trzy, żeby pozamiatać wokół tematu bułeczek.
W desperacji Woody połknął ostatni kęs i odwrócił się zlękniony, gdy jęknęły zawiasy.
No, fajne im te świąteczne bułeczki z farszem zostawił Lewisek. Trzy dla Woody’ego, trzy dla Aseny. Palce lizać. Tyle że takiego biznesu to trzeba sobie pilnować, jak się chce przysmakami świątecznymi raczyć.
Gdy Greyback wkroczyła na pogrążone w tajemniczym półmroku zaplecze, Woody siedział pochylony nisko nad blatem kuchennym i właśnie kończył szóstą bułeczkę. Nawet jeśli nie zdradziła go skryta w kuchennym cieniu mina winowajcy, zdradziły go okruszki na brodzie — ujawnione, gdy wstał i wyszedł ku światłu wpadającemu z sąsiedniego pomieszczenia.
— Tak, oczywiście. Zrobimy świąteczną pieczeń — zadeklarował Tarp, od razu, bez zbędnych przepychanek, żeby… ukryć swoje zbrodnie? A może już wiedział, że ona wie, i po prostu chciał ją udobruchać? — He, to co? Ja wyjmę MagicMixa.
Patrzcie go, potulny jak baranek, poszedł bez szemrania szukać zaklętego kociołka kuchennego. Puchaty pompon mikołajowej czapki obijał się o szerokie bary, gdy kucał to przy tej, to przy innej szafie.
— No i gdzie to… — mamrotał. — Czerwone kulki? Ty, słuchaj, może byś poszła szczurów odłowić i wyłupić im oczka. Akurat do dekoracji. Poza tym żaden ze mnie zboczeniec… jak zawsze powtarzam, zboczeńcy się wykluwają na Podziemnych… i w życiu bym nie tknął jąder. Nie gadaj tak brzydko, bo ci Bogini jęzor upierdoli. — Plótł tak trzy po trzy, żeby pozamiatać wokół tematu bułeczek.
piw0 to moje paliwo