17.12.2025, 23:11 ✶
Patrzcie ją, jak śmiało Asena założyła, że po zmianie kapelusza poznaje, który kolega Tarpa wystawił tego wieczora. No co za przebiegła franca-stalkerka. Zobaczymy, jak jej pójdzie na randce z Jonathanem Selwynem, która odbędzie się w bliżej nieokreślonej przyszłości. I kto się wtedy będzie śmiać.
Tymczasem nadeszła pora degustacji. Keyleth zaczęła od iście ostentacyjnego zamanifestowania niesmaku. Tak żywiołowo zagrała rolę, że prawie jej sam Woody uwierzył. Gdy za to na pomoc dziewczynie ruszył Jules, Woody już swoje wiedział. Mrugnął do Aseny porozumiewawczo i bardzo niedyskretnie, wskazując dzieciaki ruchem głowy. Hoho, już on wiedział, co to się kroi.
— Pannica to się zna na rzeczy — zawtórował Greyback, gdy ta wygłosiła swoją kwiecistą recenzję. — Czyli gwiazdki doskonałości nie przyznamy?
Pięknie się spisali. Patrzył na nich z dumą.
Lecz prawda była taka, że to kto inny był wśród nich wyrocznią.
Lewis McKinnon.
— Jak się nie krystalizuje, to chyba źle? — zapytał, wcale a wcale nie popędzając chłopaka spojrzeniem do zanurzenia dzioba w kubku. — Chyba że jest tanio. To można rozważyć.
Zaraz wyrocznia przemówiła, a Woody kiwał głową, jakby sam na wszystko to wpadł, mimo że jego porcja wciąż stała nietknięta. I jeszcze ten chytry uśmiech Lewisa, który zwiastował coś dobrego. Let him cook.
— Mam to gdzieś zapisać czy zapamiętasz?
Wtedy dopiero — gdy głosy wybrzmiały — stary pochylił się nad swoją porcją. Z czcią uniósł naczynie, wychylił. Zaciągnął się korzennym zapachem, aż po zatokach poszło. Potrzymał wino w ustach, aż nie zostawiło gorzkiego posmaku. I jakby kto przyjrzał się bliżej ruchom nieogolonych policzków, to by może mu przez myśl przeszło, że dziad wypłukał tę zachlaną mordę grzańcem.
Po chwili dumania Woody Tarpaulin ogłosił:
— Niedobry. — Mlasnął, wykrzywiając się. — Jakiś taki... za pomarańczowy. I jeszcze ten dżem z kwaśnych jagód. — Pokręcił głową z miną znawcy, zupełnie jakby to on odkrył ową ciekawostkę kulinarną. — Swoją drogą, młodzieży, jak już tu jesteśmy, widzieliście kiedyś spust jednorożca? — Nie dał czasu na odpowiedź. — No, a ja żem widział. W trzydziestym piątym jak nas wygnali na noc za karę do Zakazanego Lasu… Nie pytajcie tylko, cośmy nawyczyniali. W każdym razie jakeśmy się z moim drogim druhem szykowali do snu w opuszczonym gnieździe centaurów, opodal kopulowały dwa jednorożce. Wspomnienie na całe życie. — Może i była to nieprawda, ale za to z jakim zaangażowaniem ich wkręcał w tę niedorzeczną historię.
Tymczasem nadeszła pora degustacji. Keyleth zaczęła od iście ostentacyjnego zamanifestowania niesmaku. Tak żywiołowo zagrała rolę, że prawie jej sam Woody uwierzył. Gdy za to na pomoc dziewczynie ruszył Jules, Woody już swoje wiedział. Mrugnął do Aseny porozumiewawczo i bardzo niedyskretnie, wskazując dzieciaki ruchem głowy. Hoho, już on wiedział, co to się kroi.
— Pannica to się zna na rzeczy — zawtórował Greyback, gdy ta wygłosiła swoją kwiecistą recenzję. — Czyli gwiazdki doskonałości nie przyznamy?
Pięknie się spisali. Patrzył na nich z dumą.
![[Obrazek: albus-dumbledore-clapping-vp8ir0xpk9xix0y9.gif]](https://gifdb.com/images/high/albus-dumbledore-clapping-vp8ir0xpk9xix0y9.gif)
Lecz prawda była taka, że to kto inny był wśród nich wyrocznią.
Lewis McKinnon.
— Jak się nie krystalizuje, to chyba źle? — zapytał, wcale a wcale nie popędzając chłopaka spojrzeniem do zanurzenia dzioba w kubku. — Chyba że jest tanio. To można rozważyć.
Zaraz wyrocznia przemówiła, a Woody kiwał głową, jakby sam na wszystko to wpadł, mimo że jego porcja wciąż stała nietknięta. I jeszcze ten chytry uśmiech Lewisa, który zwiastował coś dobrego. Let him cook.
— Mam to gdzieś zapisać czy zapamiętasz?
Wtedy dopiero — gdy głosy wybrzmiały — stary pochylił się nad swoją porcją. Z czcią uniósł naczynie, wychylił. Zaciągnął się korzennym zapachem, aż po zatokach poszło. Potrzymał wino w ustach, aż nie zostawiło gorzkiego posmaku. I jakby kto przyjrzał się bliżej ruchom nieogolonych policzków, to by może mu przez myśl przeszło, że dziad wypłukał tę zachlaną mordę grzańcem.
Po chwili dumania Woody Tarpaulin ogłosił:
— Niedobry. — Mlasnął, wykrzywiając się. — Jakiś taki... za pomarańczowy. I jeszcze ten dżem z kwaśnych jagód. — Pokręcił głową z miną znawcy, zupełnie jakby to on odkrył ową ciekawostkę kulinarną. — Swoją drogą, młodzieży, jak już tu jesteśmy, widzieliście kiedyś spust jednorożca? — Nie dał czasu na odpowiedź. — No, a ja żem widział. W trzydziestym piątym jak nas wygnali na noc za karę do Zakazanego Lasu… Nie pytajcie tylko, cośmy nawyczyniali. W każdym razie jakeśmy się z moim drogim druhem szykowali do snu w opuszczonym gnieździe centaurów, opodal kopulowały dwa jednorożce. Wspomnienie na całe życie. — Może i była to nieprawda, ale za to z jakim zaangażowaniem ich wkręcał w tę niedorzeczną historię.
piw0 to moje paliwo