02.01.2026, 19:38 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.01.2026, 19:40 przez Woody Tarpaulin.)
— To będzie bardzo duża blacha! — rzucił jeszcze na odchodne, bo… cóż, zarzutu o to, że wyciągnie łapy i po nową partię odeprzeć nie miał jak, gdyż Asena miała rację.
Kiedy się człowiek dobrze przyjrzy, to dostrzeże, że wszystkie kobiety są takie same. I w ostatecznym rozrachunku, czy córka, czy żona, ma znaczenie tylko w sypialni, bo w kuchni to jedno i to samo.
Dlatego też Woody — powróciwszy z wyprawy na żer — zapieklił się, ujrzawszy Asenę w garach. I chuj, okazało się, że wrócił na gotowe. I wiedział, co to oznacza. W takich sytuacjach kobieta mówi: w niczym mi nie pomagasz! Łajdaku, na nikogo nie da się w tym domu liczyć! Żadnej wdzięczności! Dziękuję bardzo za taką pomoc! I nawet gdyby jej wyrwał tę blachę z rąk przed włożeniem do pieca i sam zapakował, to by nic nie pomogło. Nic już się nie dało zrobić.
— Przyniosłem ci żurawinę — burknął Woody, podsuwając Asenie woreczek ze spiżarni Tessy. Był pasywnie wkurwiony, bo niby wiedział, że spierdolił, a jednak wkurwiało go, że jest za to spierdolenie karany. On przecież niespecjalnie… tak? — I inne. Częstuj się. — Postawił na blacie z grzmotnięciem pudełko świątecznych frykasów ukradzionych z Doliny.
Stary strzepał z mikołajowej czapeczki resztki śniegu, wytupał mokre błoto w progu kuchni i zakręcił się po pomieszczeniu jak smród po gaciach, nie wiedząc, co dalej ze sobą zrobić.
— Co chcesz? Co mam zrobić? — zapytał, jak przystało na chłopa, co nie rozumie, czego się od niego oczekuje i trochę niby chciałby się poprawić, ale nie pomyśli, że wypada pomyśleć samemu o formie zadośuczynienia. — To ja ci do tego meatloafa zrobię Yorkshire pudding — zdecydował w końcu nachmurzony.
Składniki były banalnie proste, wymieszanie ciasta rach-ciach w MagicMixie (od oka przetartym ścierą po tym mięsie) — jajca, mleko, mąka, woda. Piec był akurat nagrzany, to wystarczyło wlać puddingi do formy i zapakować do środka.
No i się piekło.
rzemiosło
Kiedy się człowiek dobrze przyjrzy, to dostrzeże, że wszystkie kobiety są takie same. I w ostatecznym rozrachunku, czy córka, czy żona, ma znaczenie tylko w sypialni, bo w kuchni to jedno i to samo.
Dlatego też Woody — powróciwszy z wyprawy na żer — zapieklił się, ujrzawszy Asenę w garach. I chuj, okazało się, że wrócił na gotowe. I wiedział, co to oznacza. W takich sytuacjach kobieta mówi: w niczym mi nie pomagasz! Łajdaku, na nikogo nie da się w tym domu liczyć! Żadnej wdzięczności! Dziękuję bardzo za taką pomoc! I nawet gdyby jej wyrwał tę blachę z rąk przed włożeniem do pieca i sam zapakował, to by nic nie pomogło. Nic już się nie dało zrobić.
— Przyniosłem ci żurawinę — burknął Woody, podsuwając Asenie woreczek ze spiżarni Tessy. Był pasywnie wkurwiony, bo niby wiedział, że spierdolił, a jednak wkurwiało go, że jest za to spierdolenie karany. On przecież niespecjalnie… tak? — I inne. Częstuj się. — Postawił na blacie z grzmotnięciem pudełko świątecznych frykasów ukradzionych z Doliny.
Stary strzepał z mikołajowej czapeczki resztki śniegu, wytupał mokre błoto w progu kuchni i zakręcił się po pomieszczeniu jak smród po gaciach, nie wiedząc, co dalej ze sobą zrobić.
— Co chcesz? Co mam zrobić? — zapytał, jak przystało na chłopa, co nie rozumie, czego się od niego oczekuje i trochę niby chciałby się poprawić, ale nie pomyśli, że wypada pomyśleć samemu o formie zadośuczynienia. — To ja ci do tego meatloafa zrobię Yorkshire pudding — zdecydował w końcu nachmurzony.
Składniki były banalnie proste, wymieszanie ciasta rach-ciach w MagicMixie (od oka przetartym ścierą po tym mięsie) — jajca, mleko, mąka, woda. Piec był akurat nagrzany, to wystarczyło wlać puddingi do formy i zapakować do środka.
No i się piekło.
rzemiosło
Rzut O 1d100 - 92
Sukces!
Sukces!
piw0 to moje paliwo