02.02.2026, 12:59 ✶
Peregrinus Trelawney nigdy wielkim pijakiem nie był, a gdy już pijał, to raczej coś lżejszego niż czystą. Nie planował się jednakże wyłamywać z szeregu. Choć zdecydowanie nie miał zamiaru się upijać, to jedna grzecznościowa kolejka nikomu jeszcze nigdy nie zaszkodziła. Gorzej, że Stanely zdążył już zaordynować kolejne dwie — nad tym problemem wróż mógł się pochylić za parę minut. Przyjął kieliszek, po czym rozejrzał się po stole za czymś, co zabiłoby smak wódki — a tu wino i herbata. Ni jedno, ni drugie jakoś specjalnie nie nadawało się do popicia; Peregrin alkohol postanowił więc zagryźć, nakładając sobie zawczasu pasztecik z grzybami.
Uniósł kieliszek i chlusnął z kompanią.
— Jestem po kolacji — uspokoił cicho Lorraine, korzystając z tego, że siedzą obok siebie. Nie było powodu martwić się o jego kondycję, zamierzał skończyć w rozsądnym momencie. Nierozsądnie bowiem byłoby upić się na Nokturnie, jeszcze gorzej: skompromitować pijaństwem w towarzystwie.
Niespodziewanie temat rozmów rozwinął się pomiędzy ciekawostkami opowiedzianymi przez Trelawneya, jakże tu więc wyłączyć się z takiej rozmowy. Nie aby chciał się z niej wyłączać — dyskusje o jego zainteresowaniach były jednymi z nielicznych, w których nigdy nie brakowało mu niezręcznie słów.
— Pozostały po tej sztuce jedynie podania. Zdaje się, że nie funkcjonuje dziś żadne lustro, które umożliwiałoby zaglądanie do Limbo. Mój ojciec miał obsydianową taflę w swoich zbiorach, lecz nie pełniła żadnej funkcji poza wróżebną… i dekoracyjną. Trzy podobne można też obejrzeć w mugolskim British Museum, ale nawet jeśli kiedyś wiązała je jakaś magia, dawno została rozproszona — objaśnił Baldwinowi. — Nie poręczę ci jednak za to, co kryje się w katakumbach. Kto wie, może macie tam coś… obiecującego?
Anegdota Alhazreda była bardzo pouczająca, choć Peregrinusa nie pouczyła ani o ludziach, ani o wystroju wnętrz. Pouczała przede wszystkim o tym, że:
— Zawsze warto sprawdzać przedmioty. Szczególnie kupione z drugiej ręki. Nigdy nie wiadomo, co złośliwego może być w nich zaszyte. — I o tym Peregrinus miał pewne pojęcie jako specjalista od pieczęci, konsultujący z regularnością mniejszą lub większą arefakty dla pewnej uprzejmej antykwarystki. — Niczego przełomowego, Alhazredzie, w Limbo nie dosłyszałem. Zwodzi zawodzeniem i niewiele ponadto. — Zejście na temat kontaktu z Limbo sprawił, że wróż mówił nieco wolniej, uważniej dobierając słowa. Nie tylko dlatego, że była to umiejętność zdradliwa, nad którą nie miał kontroli, lecz i ze względu na to, że nie był pewien, ile mógł wyjawić. Nieudany kontakt na Polanie Ognisk przemilczał zupełnie, a choć przedstawiciele Departamentu Przestrzegania Prawa prosili o zachowanie dyskrecji w drugiej sprawie, zdecydował się uchylić rąbka tajemnicy: — Wspominałem już o tym Lorraine — tu skinął głową ku ich gospodyni — w sierpniu w Windermere doświadczyłem krótkich przebłysków zaświatów. Zdaje się, że i do prasy dotarły informacje o tym, że miejsce zaroiło się od nieumarłych. Zapewne akty nekromancji towarzyszące ich wskrzeszeniu zdestabilizowały energie tego miejsca i ułatwiły kontakt. Nie był niestety szczególnie owocny, raczej incydentalny i chaotyczny.
Peregrinus mówił to wszystko sztywno, jakby wygłaszał przewód naukowy, nie brał udział w towarzyskiej rozmowie przy stole świątecznym. Taki już był jego urok, że więcej w nim było pasjonata i wykładowcy niż zabawnej duszy towarzystwa. Natura poskąpiła mu talentu do small-talku.
Uniósł kieliszek i chlusnął z kompanią.
— Jestem po kolacji — uspokoił cicho Lorraine, korzystając z tego, że siedzą obok siebie. Nie było powodu martwić się o jego kondycję, zamierzał skończyć w rozsądnym momencie. Nierozsądnie bowiem byłoby upić się na Nokturnie, jeszcze gorzej: skompromitować pijaństwem w towarzystwie.
Niespodziewanie temat rozmów rozwinął się pomiędzy ciekawostkami opowiedzianymi przez Trelawneya, jakże tu więc wyłączyć się z takiej rozmowy. Nie aby chciał się z niej wyłączać — dyskusje o jego zainteresowaniach były jednymi z nielicznych, w których nigdy nie brakowało mu niezręcznie słów.
— Pozostały po tej sztuce jedynie podania. Zdaje się, że nie funkcjonuje dziś żadne lustro, które umożliwiałoby zaglądanie do Limbo. Mój ojciec miał obsydianową taflę w swoich zbiorach, lecz nie pełniła żadnej funkcji poza wróżebną… i dekoracyjną. Trzy podobne można też obejrzeć w mugolskim British Museum, ale nawet jeśli kiedyś wiązała je jakaś magia, dawno została rozproszona — objaśnił Baldwinowi. — Nie poręczę ci jednak za to, co kryje się w katakumbach. Kto wie, może macie tam coś… obiecującego?
Anegdota Alhazreda była bardzo pouczająca, choć Peregrinusa nie pouczyła ani o ludziach, ani o wystroju wnętrz. Pouczała przede wszystkim o tym, że:
— Zawsze warto sprawdzać przedmioty. Szczególnie kupione z drugiej ręki. Nigdy nie wiadomo, co złośliwego może być w nich zaszyte. — I o tym Peregrinus miał pewne pojęcie jako specjalista od pieczęci, konsultujący z regularnością mniejszą lub większą arefakty dla pewnej uprzejmej antykwarystki. — Niczego przełomowego, Alhazredzie, w Limbo nie dosłyszałem. Zwodzi zawodzeniem i niewiele ponadto. — Zejście na temat kontaktu z Limbo sprawił, że wróż mówił nieco wolniej, uważniej dobierając słowa. Nie tylko dlatego, że była to umiejętność zdradliwa, nad którą nie miał kontroli, lecz i ze względu na to, że nie był pewien, ile mógł wyjawić. Nieudany kontakt na Polanie Ognisk przemilczał zupełnie, a choć przedstawiciele Departamentu Przestrzegania Prawa prosili o zachowanie dyskrecji w drugiej sprawie, zdecydował się uchylić rąbka tajemnicy: — Wspominałem już o tym Lorraine — tu skinął głową ku ich gospodyni — w sierpniu w Windermere doświadczyłem krótkich przebłysków zaświatów. Zdaje się, że i do prasy dotarły informacje o tym, że miejsce zaroiło się od nieumarłych. Zapewne akty nekromancji towarzyszące ich wskrzeszeniu zdestabilizowały energie tego miejsca i ułatwiły kontakt. Nie był niestety szczególnie owocny, raczej incydentalny i chaotyczny.
Peregrinus mówił to wszystko sztywno, jakby wygłaszał przewód naukowy, nie brał udział w towarzyskiej rozmowie przy stole świątecznym. Taki już był jego urok, że więcej w nim było pasjonata i wykładowcy niż zabawnej duszy towarzystwa. Natura poskąpiła mu talentu do small-talku.
źródło?
objawiono mi to we śnie
objawiono mi to we śnie