10.02.2026, 01:16 ✶
Nie zareagowała na jego słowa niczym, poza wzruszeniem ramion. Jakie miała wyjście? Ojciec zadbał o to, aby umiała odnaleźć się w sytuacjach towarzyskich, niezależnie czy to lubiła, czy nie. Właściwie nigdy się nad tym nie zastanawiała, akceptując po prostu taką kolej rzeczy. Bywało to użyteczne, czasem uśmiech lub zapoznanie z właściwą osobą otwierało drzwi do nowych możliwości, a Cynthia lubiła mieć kontrolę i być przygotowaną na wszystko. I chociaż teraz starała się wybudzić z tego letargu, zrzucić okalające nadgarstki łańcuchy, był to proces czasochłonny. Chciała odetchnąć. Zazdrościła mu trochę tego, że nigdy nie udawał lub też nie chciał udawać, otwarcie wyrażając się na temat tego, czego nie lubił. Ludzi. Kontrastowali, rozmowy z nim były dla niej ciekawym, orzeźwiającym doświadczeniem i prawda była taka, że rzadko kiedy sobie ich odmawiała. Nie był łatwym człowiekiem w obyciu, miał charakterystyczną dla siebie manierę, ale ona jakoś zawsze przyciągała najmocniej najtrudniejsze przypadki.
- Ostatecznie jednak w naszej rzeczywistości liczy się status i czystość krwi. Wygląd, charakter ma mniejsze znaczenie. Zwłaszcza gdy nosi się pożądane nazwisko. – zerknęła w jego stronę z cichym westchnieniem, chyba niezrozumienia dla tych wątpliwych priorytetów. Świata jednak nie dało się zmienić, a już na pewno nie teraz, gdy balansował na krawędzi chaosu. Przypadłość Leviego zawsze wydawała się jej fascynującą, taką, która potrzebowała dodatkowych badań i więcej czasu, który można było jej poświęcić. Nigdy jednak nie pytała o to, czy mogłaby się tym zająć – byli rodziną, a jej ambicja była sprawą łatwą do stłamszenia. – Próbowałeś przynajmniej się rozejrzeć? – dodała jeszcze pytanie, które był mieszanką zarówno retorycznego, jak i żartobliwego. Może istniała ciepła i romantyczna strona kuzyna, o której nie wiedziała, ale nie umiała sobie też tego wyobrazić. Uczucia i emocje zmieniały jednak ludzi, pozwalały im odkryć warstwy, o których zapominali lub o których istnieniu nie mieli zwyczajnie pojęcia.
- To prawda.
A potem mówiła, starając się przypomnieć sobie wszystko, co mogła na ten temat wiedzieć. Lepszą osobą do diagnozy byłby pewnie Rodolphus, który specjalizował się w mózgach w jakimś stopniu, ale Cynthia też trochę czytała. Wolała sekcje i pracę narządów wewnętrznych tkwiących pod żebrami, jednak należało mieć ogólne pojęcie. Nauka zawsze przychodziła jej z łatwością, a umysł i uczucia były tym, co często z nią dyskutowały. Czasem takie wizje, nacierające na nas widma były niemożliwe do wyjaśnienia logicznego. To było równie mocni irytujące, co fascynujące.
Przekręciła głowę na bok, gdy się obrócił w jej stronę z odrobiną podejrzliwości, ale zaraz posłała mu lekki, łagodny uśmiech i przytaknęła. Wiedziała, że musiała zachować ostrożność i nie sięgać zbyt głęboko w nekromancje, która była niebywale pomocna w kwestiach badań, a nie tylko – jak twierdzono, noszenia śmierci. Idąc jego śladem, usiadła wygodniej.
- Ostatnio w moich obowiązkach jest sporo zmian. Nie mam już tak dużo sekcji, a po tamtej nocy, nie puszczali mnie w teren. Wypełniam papiery, zatwierdzam i wypisuje akty zgonów, identyfikuje i ustalam przyczynę śmierci tych, którzy są zbyt skomplikowani dla innych pracowników. Jeśli jednak chcesz, zajmę się tym w najbliższy poniedziałek i się czegoś dowiem.– wyjaśniła mu z nutą smutku w głosie, bo wolała pracę czynną przy ciałach, niż tą wśród pergaminów i atramentu, nawet jeśli do tej też się nadawała. - Obawiasz się, że ktoś Cię może prześladować? – zapytała jeszcze, ujmując jego dłoń we własną tak, aby ułożyć palce na nadgarstku i zacząć podstawowy przegląd medyczny. Przyglądała się jego twarzy, wolną dłoń uniosła wyżej i odnalazła punkt na szyi, gdzie jej zdaniem, najlepiej było sprawdzać uderzenia. Przyglądała się jego oczom, ustom, szukając jakichkolwiek oznak choroby. Ostatecznie sięgnęła po różdżkę, a dłoń, która tkwiła na nadgarstku, tam została. – Poczujesz ciepło, nic więcej. – wyjaśniła na wypadek, gdyby czuł jakikolwiek dyskomfort, gdy ona niewerbalnie zacznie rzucać czary.
- Ostatecznie jednak w naszej rzeczywistości liczy się status i czystość krwi. Wygląd, charakter ma mniejsze znaczenie. Zwłaszcza gdy nosi się pożądane nazwisko. – zerknęła w jego stronę z cichym westchnieniem, chyba niezrozumienia dla tych wątpliwych priorytetów. Świata jednak nie dało się zmienić, a już na pewno nie teraz, gdy balansował na krawędzi chaosu. Przypadłość Leviego zawsze wydawała się jej fascynującą, taką, która potrzebowała dodatkowych badań i więcej czasu, który można było jej poświęcić. Nigdy jednak nie pytała o to, czy mogłaby się tym zająć – byli rodziną, a jej ambicja była sprawą łatwą do stłamszenia. – Próbowałeś przynajmniej się rozejrzeć? – dodała jeszcze pytanie, które był mieszanką zarówno retorycznego, jak i żartobliwego. Może istniała ciepła i romantyczna strona kuzyna, o której nie wiedziała, ale nie umiała sobie też tego wyobrazić. Uczucia i emocje zmieniały jednak ludzi, pozwalały im odkryć warstwy, o których zapominali lub o których istnieniu nie mieli zwyczajnie pojęcia.
- To prawda.
A potem mówiła, starając się przypomnieć sobie wszystko, co mogła na ten temat wiedzieć. Lepszą osobą do diagnozy byłby pewnie Rodolphus, który specjalizował się w mózgach w jakimś stopniu, ale Cynthia też trochę czytała. Wolała sekcje i pracę narządów wewnętrznych tkwiących pod żebrami, jednak należało mieć ogólne pojęcie. Nauka zawsze przychodziła jej z łatwością, a umysł i uczucia były tym, co często z nią dyskutowały. Czasem takie wizje, nacierające na nas widma były niemożliwe do wyjaśnienia logicznego. To było równie mocni irytujące, co fascynujące.
Przekręciła głowę na bok, gdy się obrócił w jej stronę z odrobiną podejrzliwości, ale zaraz posłała mu lekki, łagodny uśmiech i przytaknęła. Wiedziała, że musiała zachować ostrożność i nie sięgać zbyt głęboko w nekromancje, która była niebywale pomocna w kwestiach badań, a nie tylko – jak twierdzono, noszenia śmierci. Idąc jego śladem, usiadła wygodniej.
- Ostatnio w moich obowiązkach jest sporo zmian. Nie mam już tak dużo sekcji, a po tamtej nocy, nie puszczali mnie w teren. Wypełniam papiery, zatwierdzam i wypisuje akty zgonów, identyfikuje i ustalam przyczynę śmierci tych, którzy są zbyt skomplikowani dla innych pracowników. Jeśli jednak chcesz, zajmę się tym w najbliższy poniedziałek i się czegoś dowiem.– wyjaśniła mu z nutą smutku w głosie, bo wolała pracę czynną przy ciałach, niż tą wśród pergaminów i atramentu, nawet jeśli do tej też się nadawała. - Obawiasz się, że ktoś Cię może prześladować? – zapytała jeszcze, ujmując jego dłoń we własną tak, aby ułożyć palce na nadgarstku i zacząć podstawowy przegląd medyczny. Przyglądała się jego twarzy, wolną dłoń uniosła wyżej i odnalazła punkt na szyi, gdzie jej zdaniem, najlepiej było sprawdzać uderzenia. Przyglądała się jego oczom, ustom, szukając jakichkolwiek oznak choroby. Ostatecznie sięgnęła po różdżkę, a dłoń, która tkwiła na nadgarstku, tam została. – Poczujesz ciepło, nic więcej. – wyjaśniła na wypadek, gdyby czuł jakikolwiek dyskomfort, gdy ona niewerbalnie zacznie rzucać czary.