• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
1 2 3 4 5 … 11 Dalej »
[06/10/72] Obiecane bowiem było: nie opuszczę aż do śmierci

[06/10/72] Obiecane bowiem było: nie opuszczę aż do śmierci
a guy who knows a guy
Ojciec Wirgiliusz uczył dzieci swoje,
a miał ich wszystkich sto dwadzieścia troje
wiek
51
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
przedsiębiorczy właściciel pubu "Rejwach"
Niemal zawsze towarzyszy mu nakrycie głowy: któryś z jego kapeluszy. Zmysł modowy ma raczej mierny i kiczowaty, ale lubi eksperymenty. Widać w jego kreacjach silną inspirację retro westernami, twoim starym na rybach ze szwagrem, ale też mugolską modą lat 70. Nie da się ukryć, że przekroczył pięćdziesiątkę, więc nie próbuje udawać, że tak nie jest. Ma charakterystyczną przerwę między jedynkami, niebieskie oczy, 186 centymetrów wzrostu i barczystą sylwetkę. Zarost na ogół maksymalnie kilkudniowy, choć zdarza się, że zapuści okresowo jasną brodę przetykaną siwymi włosami. Włosów na głowie od lat nie stwierdzono.

Woody Tarpaulin
#1
14.02.2026, 14:45  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.02.2026, 15:54 przez Eutierria.)  

Dziwnie elegancko ubrany człowiek przychodzi do antykwariatu pani Longbottom



Czas od Spalonej Nocy mijał, rzeczy wracały powoli do normy, a nawet trauma ognia zaszyta wewnątrz umysłu Woody’ego powoli bladła. Mimo to każdego dnia myślał wciąż i wciąż o jednej rzeczy, z którą to poradzić sobie nie potrafił. Ogień strawił ich dom. Myślał o tym domu każdego dnia, gdy zwalał się na wyro. Wspomnienie domu tylko czekało, aż stary wypije kolejkę za dużo, żeby ścisnąć go za gardło smętnym poczuciem straty. Kochał ten dom, bo w domu żyła Quintessa, która trzymała tam pieczę nad wspomnieniem ich wspólnego życia — mimo że nigdy jej o to nie prosił. Gdy się rozstawali, żadne z nich nie prosiło drugiego o żadną dalszą formę wierności. Rozwiedli się. Nie było zobowiązania. Niektórym naturalnie przychodziło wrócić do randkowania. Niektórzy rozwodzili się właśnie dlatego, że nie potrafili powstrzymać się od randkowania. Clemens Longbottom nie wrócił do randkowania — całe swoje życie miał jedną żonę, a sensem posiadania żony było, aby nie rozmyślać o innych kobietach. Tak żył zawsze przed rozwodem i tak mu zostało na zawsze po. Miło było od czasu do czasu popatrzeć na przystojną babeczkę czy otworzyć jakiejś szarmancko drzwi (nawet na Nokturnie), lecz nie było żadnej po Quintessie i nigdy nie miało być.
Może był tego świadom zawsze, ale o tym nie myślał. A może myślał, ale nic z tym nie robił.
Przed laty nie mogli już ze sobą wytrzymać w jednym domu. Clemens dobijał do trumny ich małżeństwa gwóźdź za gwoździem, upadając coraz niżej i mówiąc żonie coraz mniej. Wtedy to był koniec świata, że stracił pracę, popadł w ministerialną niełaskę i za nic nie potrafił o tym z nią porozmawiać, tylko zbywał ją dzień za dniem. Nie było, o czym rozmawiać. Chciał, żeby dała mu kurwa święty spokój.
Ten dawny koniec świata bladł w obliczu tego, co przyszło później: wojna, śmierć w rodzinie, Spalona Noc. Skala końca świata zmieniła się i to, co ich poróżniło, wydawało się przy tym tak błahe, tak codzienne, tak nieistotne. Co z tego, że nie potrafili żyć spokojnie i bez kłótni pod jednym dachem, kiedy on wciąż ją kochał. Nie było już tego pierdolonego dachu. Lord Voldemort puścił z dymem codzienność — to pole nieporozumień, którym umotywowali wniosek rozwodowy.
Woody nie wiedział, jak zacząć tę rozmowę. Myślał długo o tym, aby wreszcie przemóc się i wyciągnąć do niej rękę. Myślał, kiedy ratowali to, co zostało z ich domu. Myślał, kiedy na Mabon wyjmował z ruin zastawę stołową i myślał, kiedy ona wysłała mu sową świąteczną kolację. Myślał o tym ciągle, a myśli tak natrętne nie ustają, dopóki nie zrobi się czegoś.
Umówił sobie toteż Tarpaulin pod fałszywym nazwiskiem konsultację w antykwariacie celem wyceny przedmiotów jako ostatni klient tego dnia. Nigdy nie miał problemu, żeby nazmyślać wiarygodnie bzdur. Dostał więc od pani Longbottom termin i w ustalonej dacie stawił się przed drzwiami jej lokalu — nie tajemniczy klient, a jej były mąż.
Woody Tarpaulin był typowym chłopem, a ci znają tylko jeden tkliwy sposób okazywania uczuć: kupił jej kwiaty. Bukiet róż ani za duży, ani za mały; ozdobiony bez kiczu, prosto i elegancko pojedynczą wstążeczką i poprzetykany pojedynczymi białymi kwiatuszkami. Był ładny. Nie za głośny, jakby się Woody bał, że to wszystko nie wyjdzie.
Trzymało go to dziwne uczucie, jakby zaraz miało się coś zmienić na zawsze. Postanowienie przerażające z jednej strony, a jednocześnie takie, z którego się nie wycofujesz. Pchnął drzwi antykwariatu. Wszedł wyprostowany jak struna. Ubrał nawet na tę okazję klasyczną szatę męską (choć nie pamiętał, aby go aż tak na brzuchu opinała). Nie wiedział, co mówić. Nie wiedział, jak kobieta zareaguje na niespodziankę. Zaczął więc tylko od jednego:
— Tesso?

!BINGO C2 C1


piw0 to moje paliwo
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Pan Losu (65), Quintessa Longbottom (1108), Woody Tarpaulin (1729)




Wiadomości w tym wątku
[06/10/72] Obiecane bowiem było: nie opuszczę aż do śmierci - przez Woody Tarpaulin - 14.02.2026, 14:45
RE: [06/10/72] Obiecane bowiem było: nie opuszczę aż do śmierci - przez Quintessa Longbottom - 14.02.2026, 15:42
RE: [06/10/72] Obiecane bowiem było: nie opuszczę aż do śmierci - przez Woody Tarpaulin - 16.02.2026, 15:36
RE: [06/10/72] Obiecane bowiem było: nie opuszczę aż do śmierci - przez Quintessa Longbottom - 16.02.2026, 18:26
RE: [06/10/72] Obiecane bowiem było: nie opuszczę aż do śmierci - przez Woody Tarpaulin - 21.02.2026, 22:21

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa