• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
1 2 3 4 5 … 11 Dalej »
[06/10/72] Obiecane bowiem było: nie opuszczę aż do śmierci

[06/10/72] Obiecane bowiem było: nie opuszczę aż do śmierci
a guy who knows a guy
Ojciec Wirgiliusz uczył dzieci swoje,
a miał ich wszystkich sto dwadzieścia troje
wiek
51
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
przedsiębiorczy właściciel pubu "Rejwach"
Niemal zawsze towarzyszy mu nakrycie głowy: któryś z jego kapeluszy. Zmysł modowy ma raczej mierny i kiczowaty, ale lubi eksperymenty. Widać w jego kreacjach silną inspirację retro westernami, twoim starym na rybach ze szwagrem, ale też mugolską modą lat 70. Nie da się ukryć, że przekroczył pięćdziesiątkę, więc nie próbuje udawać, że tak nie jest. Ma charakterystyczną przerwę między jedynkami, niebieskie oczy, 186 centymetrów wzrostu i barczystą sylwetkę. Zarost na ogół maksymalnie kilkudniowy, choć zdarza się, że zapuści okresowo jasną brodę przetykaną siwymi włosami. Włosów na głowie od lat nie stwierdzono.

Woody Tarpaulin
#4
16.02.2026, 15:36  ✶  
Jeśli nawet Longbottom nie byłby wychowany się w tolerancyjnej rodzinie, obcowanie z Quintessą obaliłoby wszystkie teorie rasowe, jakie znał. Mało spotkał kobiet wśród czystokrwistych, które miałyby tyle klasy, ile Tessa. Lata uczyniły jego pani przysługę: była elegancką damą, lecz nie z tych arystokratycznych salonowych żon, lecz kobietą ułożoną, praktyczną i zdolną. Wszystko to, co przyszło wraz z pieniędzmi — modne wzorzyste stroje, satynowe koszule, biżuteria — leżało na niej dobrze, lecz było tylko dopełnieniem obrazu.
Jak to inaczej było spotykać ją w szerokim gronie Zakonu Feniksa, gdzie rozmowa nie była o nich i dla nich. Teraz dopiero, gdy stanął naprzeciw niej sam na sam, mógł zobaczyć, ile się zmieniła. Wkradła się w to odrobina niezręczności, kiedy w momencie musiał nauczyć się tych kilku nowych, drobnych zmarszczek na twarzy żony — lecz to była ona, ta sama co zawsze.
— Dla ciebie. No bo co, nie ma innej. — Zaśmiał się w odpowiedzi, ale nie rechotem starego pijaka, z którym oswoiło się przez lata jego gardło, a jakimś rozbawieniem bardziej łagodnym i przyziemnym.
Krótki uścisk dłoni, który wymienili, gdy wręczał jej kwiaty, zmył wątpliwość tego, czy decyzja przyjścia tu była dobrą czy złą. To był dobry znak. Znak, że chciała z nim rozmawiać. Uśmiechnął się, gdy dzielili ten moment wstępnego pojednania, od którego wszystko potoczyło się już niemal naturalnie.
— Napiję się, zostanę. Po to zarezerwowałem u pani całą godzinę. Przyszedłem do ciebie… powinienem chyba już dawno — zaczął, a gdy tylko zobaczył, że Tessa zabiera się do przygotowywania napojów, od razu zaoferował: — Poszukam na nie wazonu. — Skinął palcem na kwiaty.
I podążył między alejki jej sklepiku, aby znaleźć coś zdatnego. Może uczynił to tak ochoczo, aby obojgu dać kilka minut na spokojne odzyskanie równowagi po emocjonalnym momencie. A choć rozłączyli się na moment, wciąż byli obok siebie w jednej przestrzeni. Krzątali się we wspólnym rytmie muzyki płynącej po antykwariacie z gramofonu Quintessy. Zabrali się równolegle do drobnych zajęć, jakby był to kolejny wieczór, gdy on przyszedł do niej po służbie, aby wspólnie wrócili do domu. Ona dopinała dzień, a on w przytulnym świetle wyciągającym z cienia asortyment antykwariatu myszkował między półkami staroci. Pomiędzy wszystkimi zgromadzonymi tutaj pamiątkami, jakie zwykle znajdowało się w majątkach dziadków, zdawało się unosić widmo waniliowych perfum kobiety, która rozstawiała znaleziska po regałach. Wszystko tutaj przeszło przez jej ręce. Ciarupy leżały w tej samej części sklepu, co lata temu — Woody trafił tam bezbłędnie. Oglądał chwilę wazony: te z wysokimi łabędzimi szyjkami, te otwierające się jak kielichy kwiatów o złoconych krawędziach, te naczynia kryształowe i te blaszane. Pierwsza wpadła mu w ręce amfora z czarnej ceramiki ozdobiona czerwonymi, runicznymi inskrypcjami — w sam raz na bukiet czerwonych róż.
Wracając do Tessy, zahaczył jeszcze o dział starych ksiąg, a wśród grzbietów wypatrzył pewien znajomy tytuł. Wziął więc książkę pod pachę i tak uzbrojony zjawił się u boku czarownicy.
— Może nie uwolnię z tego cacka żadnych demonicznych sił — powiedział grobowo poważnie, napełniając amforę wodą, nim włożył do niej bukiet. — Skoro już zajmuję pani cenne godziny pracy, pani Longbottom, sprzedałaby mi to pani? — zapytał pół-żartem, wyciągnąwszy spod pachy stare wydanie Hrabiego Monte Christo. — Nie byle historia. O człowieku niesprawiedliwie ukaranym przez spisek władzy, który później powraca w chwale, aby dokonać zemsty. — Zupełnie jakby Tessa potrzebowała wyjaśnienia, kiedy widziała jego własny egzemplarz tej książki dziesiątki razy w nastoletnim pokoju Longbottoma w Warowni.


piw0 to moje paliwo
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Pan Losu (65), Quintessa Longbottom (1108), Woody Tarpaulin (1729)




Wiadomości w tym wątku
[06/10/72] Obiecane bowiem było: nie opuszczę aż do śmierci - przez Woody Tarpaulin - 14.02.2026, 14:45
RE: [06/10/72] Obiecane bowiem było: nie opuszczę aż do śmierci - przez Quintessa Longbottom - 14.02.2026, 15:42
RE: [06/10/72] Obiecane bowiem było: nie opuszczę aż do śmierci - przez Woody Tarpaulin - 16.02.2026, 15:36
RE: [06/10/72] Obiecane bowiem było: nie opuszczę aż do śmierci - przez Quintessa Longbottom - 16.02.2026, 18:26
RE: [06/10/72] Obiecane bowiem było: nie opuszczę aż do śmierci - przez Woody Tarpaulin - 21.02.2026, 22:21

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa