21.02.2026, 22:21 ✶
Ludzie, którzy pijają herbatę z cukrem, to osobnicy na wskroś źli i przeżarci czarną magią oraz niektóre kobiety. Woody nie był ani jednym, ani drugim, toteż szczur zostawał w jego herbacie do samego dna kubka i dodawał nieznośnej goryczki na finiszu. Jak miło za to było ujrzeć serwis wyniesiony przed paru dni z ich domu — herbata parująca znad krawędzi tych filiżanek dodawała spotkaniu utraconej domowej atmosfery. I jeszcze placek! Pan Tarpaulin mógł mieć w Rejwachu wybitnego, zawodowego kucharza, lecz — jak wiadomo — kucharze się chowają w obliczu kuchni twojej własnej baby.
— Panie Henderson — prychnął stary. — Ty złośnico. Ja ci dam, jak będziesz mi tu dalej hendersonować, już ja ci dam — postraszył pan Longbottom i w tamtej chwili zrozumiał, jak bardzo mu tego brakowało. — Zabieram. To się rozumie: pożyczam.
I opadł z westchnieniem na fotel naprzeciw Quintessy, wciąż zdjęty niedowierzaniem, że ten moment naprawdę się wydarzył. Wydarzał się wciąż. Woodrow wrócił na swoje dawno opuszczone miejsce, lecz wszystko — zdawałoby się — czekało tu na niego. Pod takim samym kątem padało na niego światło lampy ustawionej za siedziskiem. Tak samo układał się jego ciężar w fotelu — no, może z lekkim odchyleniem w granicy dozwolonego błędu, bo fotel mógł się przez lata wgnieść albo sam chłop nabrać wagi.
Rozłożył sobie tomiszcze na kolanach i wertował je bezmyślnie, strojąc miny, gdy go oskarżano o grzechy uczniowskie.
— Może tak było. I co? Źlem na tym wyszedł? Tak to miło sobie spożytkowałem czas, a ta numerologia mi się w życiu na nic by nie zdała. Detektyw to ma wiedzieć, do jakiego zawodowca napisać o ekspertyzę, jak taka potrzebna, a nie farmazonić, czego to on się na lekcjach w szkole nauczył albo nie nauczył. A nigdy nie miałem wątpliwości, do kogo pisać o ekspertyzy. — Skierował na nią wymownie palec. — Tego mi nie zarzucisz.
Może i spisał, ale zrobił to tak, żeby się belfer nie pokapował. Tu zamienił cyferki kolejnością, tam usunął zdanie, tam dodał i wszystko… nie miało za dużo sensu, ale jakoś to tam było.
Spojrzał znów na książkę i wzruszył ramionami. Lubił czytać o skarbach, o wendettcie, o przemytnikach. A jednak rozdział, od którego zawsze zaczynał, był jednym z początkowych rozdziałów — był rozdziałem o krzywdzie. To ten, w którym Dantèsa zdradzili zazdrośni ziomkowie i wpadł w ręce władzy za to, że wykonywał rozkazy, które nie były po ówczesnej linii politycznej. W jeden wieczór młody marynarz stracił wszystko: czekającą na niego posadę kapitana, piękną narzeczoną oraz kontakt z ojcem, z którym nie zdążył już odnaleźć się przed śmiercią staruszka. Zbrojni aresztowali chłopaka, wbrew protestom jego licznych przyjaciół, i zabrali niemal tuż sprzed ołtarza w dniu jego ślubu.
— Chyba sam początek. Niesprawiedliwość aż szczypie. Smutna rzecz, nie? — Podniósł na żonę wzrok, jakby szukał walidacji. — Pan Morrel zrozumiał, że w takiej sytuacji na nic zda się opór: komisarz przepasany urzędową wstęgą przestaje być człowiekiem, ale jest uosobieniem prawa, zimnym na wszystko, niemym i głuchym. — Odczytał fragment lekko, jakby odczytywał prognozę pogody. Nie mógł jednak przy tym usunąć sprzed oczu obrazu Godryka Longbottoma.
Woody przesunął książkę po stole w stronę Tessy, aby sama mogła przejrzeć te fragmenty. Podwinął w międzyczasie rękawy szaty i oparł się dłońmi o kolana, nachylając do kobiety nieznacznie przez stolik.
— To co? Dalej mieszkasz u Shafiqa? Bletchleye wciąż u niego siedzą? Jak się trzymają ich dziewczyny?
Odkryj wiadomość pozafabularną
— Panie Henderson — prychnął stary. — Ty złośnico. Ja ci dam, jak będziesz mi tu dalej hendersonować, już ja ci dam — postraszył pan Longbottom i w tamtej chwili zrozumiał, jak bardzo mu tego brakowało. — Zabieram. To się rozumie: pożyczam.
I opadł z westchnieniem na fotel naprzeciw Quintessy, wciąż zdjęty niedowierzaniem, że ten moment naprawdę się wydarzył. Wydarzał się wciąż. Woodrow wrócił na swoje dawno opuszczone miejsce, lecz wszystko — zdawałoby się — czekało tu na niego. Pod takim samym kątem padało na niego światło lampy ustawionej za siedziskiem. Tak samo układał się jego ciężar w fotelu — no, może z lekkim odchyleniem w granicy dozwolonego błędu, bo fotel mógł się przez lata wgnieść albo sam chłop nabrać wagi.
Rozłożył sobie tomiszcze na kolanach i wertował je bezmyślnie, strojąc miny, gdy go oskarżano o grzechy uczniowskie.
— Może tak było. I co? Źlem na tym wyszedł? Tak to miło sobie spożytkowałem czas, a ta numerologia mi się w życiu na nic by nie zdała. Detektyw to ma wiedzieć, do jakiego zawodowca napisać o ekspertyzę, jak taka potrzebna, a nie farmazonić, czego to on się na lekcjach w szkole nauczył albo nie nauczył. A nigdy nie miałem wątpliwości, do kogo pisać o ekspertyzy. — Skierował na nią wymownie palec. — Tego mi nie zarzucisz.
Może i spisał, ale zrobił to tak, żeby się belfer nie pokapował. Tu zamienił cyferki kolejnością, tam usunął zdanie, tam dodał i wszystko… nie miało za dużo sensu, ale jakoś to tam było.
Spojrzał znów na książkę i wzruszył ramionami. Lubił czytać o skarbach, o wendettcie, o przemytnikach. A jednak rozdział, od którego zawsze zaczynał, był jednym z początkowych rozdziałów — był rozdziałem o krzywdzie. To ten, w którym Dantèsa zdradzili zazdrośni ziomkowie i wpadł w ręce władzy za to, że wykonywał rozkazy, które nie były po ówczesnej linii politycznej. W jeden wieczór młody marynarz stracił wszystko: czekającą na niego posadę kapitana, piękną narzeczoną oraz kontakt z ojcem, z którym nie zdążył już odnaleźć się przed śmiercią staruszka. Zbrojni aresztowali chłopaka, wbrew protestom jego licznych przyjaciół, i zabrali niemal tuż sprzed ołtarza w dniu jego ślubu.
— Chyba sam początek. Niesprawiedliwość aż szczypie. Smutna rzecz, nie? — Podniósł na żonę wzrok, jakby szukał walidacji. — Pan Morrel zrozumiał, że w takiej sytuacji na nic zda się opór: komisarz przepasany urzędową wstęgą przestaje być człowiekiem, ale jest uosobieniem prawa, zimnym na wszystko, niemym i głuchym. — Odczytał fragment lekko, jakby odczytywał prognozę pogody. Nie mógł jednak przy tym usunąć sprzed oczu obrazu Godryka Longbottoma.
Woody przesunął książkę po stole w stronę Tessy, aby sama mogła przejrzeć te fragmenty. Podwinął w międzyczasie rękawy szaty i oparł się dłońmi o kolana, nachylając do kobiety nieznacznie przez stolik.
— To co? Dalej mieszkasz u Shafiqa? Bletchleye wciąż u niego siedzą? Jak się trzymają ich dziewczyny?
Rozdział, na który patrzymy, ma numer 5 i się nazywa Przyjęcie zaręczynowe albo Zaręczyny w zależności od tłumaczenia.
piw0 to moje paliwo