12.03.2026, 15:53 ✶
Były osoby, przed którymi Woody wstydził się tego, kim się stał. Nie był to Godryk Longbottom i nie była to Tessa, Jonathan czy Aaron. Były to dziewczyny, które pamiętał jako małe szkraby, a one znały go do pewnego momentu wyłącznie jako dobrego wuja: Brenna, Hestia czy Dora. W ich obecności stary odczuwał zawód samym sobą i niczego nie pragnął bardziej niż stać się znów kimś, kim od dawna nie był.
Czuł na sobie brudną skorupę Nokturnu, nawet kiedy był wymyty, czysto ubrany i trzeźwy.
Gdy stawała przed Tarpem wesoła zielona istota, ten radosny elfik o kryształowym sercu, rynsztokowy język, jaki rozplenił się w ustach pana Longbottoma, wydawał się nagle kompromitujący. Czarodziej szukał przykurzonych przyzwoitych słów, lecz nawet jeśli je znajdował, i tak towarzyszyła im pijacka chrypka, a po głowie krążyły myśli, czy tak samo zestarzałaby mu się twarz, gdyby tyle nie chlał.
Powinien na tym podwórzu siedzieć z Dorą szanowny pan detektyw w mundurze, nie stary Nokturniarz w kowbojkach i śmiesznym kapeluszu.
— I gdzie się takie ptaki dostaje, hę? Pokazałabyś no tego pisklaka — zachęcił, bo skoro Dorę cieszył ptaszek, to nie było przeszkód, aby i on nie mógł pocieszyć nim chwilę oka. — Spokojna głowa — machnął ręką na te uwagi o poltergeiście — jeśli się go będą pozbywać, włos mu z głowy przy tym nie spadnie. Swoją drogą, jak już wspomniałaś o Bren — stary podrapał się po głowie i sięgnął do kieszeni spodni po wymiętą karteczkę — kazała mi tu sprawdzić coś takiego — zmrużył oczy, lecz była to raczej kwestia problemów z własnym charakterem pisma niż ze wzrokiem — Nobby Leach, skandal z szóstego lipca sześćdziesiątego siódmego. Już nie pamiętam, holender, który to był. Tyle się wtedy tego podziało. Jak ci się nudzi, mała ogrodniczko, możesz skoczyć ze mną szybko na górę po Proroka i zaraz wracamy na dwór oddychać, póki jeszcze znośna pogoda.
Czuł na sobie brudną skorupę Nokturnu, nawet kiedy był wymyty, czysto ubrany i trzeźwy.
Gdy stawała przed Tarpem wesoła zielona istota, ten radosny elfik o kryształowym sercu, rynsztokowy język, jaki rozplenił się w ustach pana Longbottoma, wydawał się nagle kompromitujący. Czarodziej szukał przykurzonych przyzwoitych słów, lecz nawet jeśli je znajdował, i tak towarzyszyła im pijacka chrypka, a po głowie krążyły myśli, czy tak samo zestarzałaby mu się twarz, gdyby tyle nie chlał.
Powinien na tym podwórzu siedzieć z Dorą szanowny pan detektyw w mundurze, nie stary Nokturniarz w kowbojkach i śmiesznym kapeluszu.
— I gdzie się takie ptaki dostaje, hę? Pokazałabyś no tego pisklaka — zachęcił, bo skoro Dorę cieszył ptaszek, to nie było przeszkód, aby i on nie mógł pocieszyć nim chwilę oka. — Spokojna głowa — machnął ręką na te uwagi o poltergeiście — jeśli się go będą pozbywać, włos mu z głowy przy tym nie spadnie. Swoją drogą, jak już wspomniałaś o Bren — stary podrapał się po głowie i sięgnął do kieszeni spodni po wymiętą karteczkę — kazała mi tu sprawdzić coś takiego — zmrużył oczy, lecz była to raczej kwestia problemów z własnym charakterem pisma niż ze wzrokiem — Nobby Leach, skandal z szóstego lipca sześćdziesiątego siódmego. Już nie pamiętam, holender, który to był. Tyle się wtedy tego podziało. Jak ci się nudzi, mała ogrodniczko, możesz skoczyć ze mną szybko na górę po Proroka i zaraz wracamy na dwór oddychać, póki jeszcze znośna pogoda.
piw0 to moje paliwo