16.03.2026, 17:59 ✶
Peregrinus również, rzecz jasna, byłby w stanie wskazać szereg pożytecznych, produktywnych zadań, które mogły wypełnić tę stworzoną przez niego lukę, lecz nie o to tego wieczora chodziło. Chodziło o to, żeby wyjść bez poczucia winy. Na co dzień łańcuch pracy zdawał się nie mieć kresu — zawsze coś było niedokończone, przesunięte na kolejny dzień, coś wymagało kolejnej rundy korekt, coś wypadło niespodziewanie. Rzadko kończyli dzień z poczuciem, że zrobili wszystko to, co znajdowało się na liście zadań, która była przecież każdego dnia ambitna. Peregrinus odchodził wtedy od biurka z uczuciem niespełnienia — nie z wyrzutem, ale nawracającym przekonaniem, że mógł wypracować więcej.
Dziś mieli z czystym sumieniem zostawić za sobą Prawa Czasu wraz z ich wyzwaniami.
— Nie do końca pusty. Czeka na nas rezerwacja w Edynburgu. Kolacja, którą reklamują jako doświadczenie zetknięcia tradycyjnej kuchni z nowoczesnością. Kolacja z treścią, można by powiedzieć. Wydało mi się interesującą ciekawostką.
Menu degustacyjne — bogaci ludzie lubią podobnież takie rzeczy.
Magiczna restauracja, w której zarezerwował im wieczór Peregrinus, była niewielka, ale elegancka i mogła poszczycić się najwyższym poziomem zarówno kuchni, jak i obsługi. Menu, dostępne również w opcji wegetariańskiej, prowadziło gości przez meandry czarodziejskiej historii kulinarnej stanowiącej dla szefa kuchni inspirację w tworzeniu tych malutkich, ale jakże artystycznych porcji nowoczesnych dań. Uczta dla wszystkich zmysłów, dzieła sztuki na talerzu, a do tego odpowiednio dobrane alkohole. Każde danie poprzedzone było krótkim wprowadzeniem — o historii, składnikach, zawartości talerza. W pewnym momencie zjawił się przy ich stoliku sam szef kuchni, stary mistrz, który pokazywał księgi, z jakich korzysta, i opowiadał, jak te wodorosty na talerzach szanownych państwa czerpali podczas letniej pełni księżyca z niewielkiego jeziorka ubogacanego tajemniczymi wydzielinami najstarszej kelpii w Szkocji. Mimo że kolacja miała bogatą narrację, to obsługa nie narzucała się i pozostawiała odpowiednio dużo przestrzeni dla gości.
Mogli więc wszyscy czworo rozmawiać swobodnie.
Czworo, ponieważ ledwo Vakel oraz Peregrinus usiedli przy stoliku, ledwo umoczyli usta w kieliszkach, jeszcze nim podano pierwsze danie, wyłowił ich z drugiego końca sali pewien jakże towarzyski dziadziuś, stary mistrz astronomii, autor bardzo długiej listy publikacji o ruchach ciał niebieskich. W towarzystwie równie towarzyskiej żony.
O, panowie jesteście pierwszy raz? Wspaniale. A widzicie, my już trzeci. Który pakiet? Świetna decyzja. Tylko poczekajcie na te trufle… Jak już pana tutaj złapałem, panie Dolohov, zamierzałem wysłać panu list o tym ostatnim artykule. Bo widzi pan…
Peregrinus zachował kamienną twarz, gdy stary astronom poprosił obsługę o przeniesienie ich do stolika dla czworga, lecz w głębi duszy skręciło go ze złości. Jakże mierziło Trelawneya, gdy jego plany zmieniały się niespodziewanie — kto mógł przewidzieć! Doprawdy, nie spieszyło mu się poznawać pani astronomowej, choć starał się tego nie dać po sobie poznać nieuprzejmością. Z początku brał udział w rozmowie, lecz szybko stał się towarzystwem zmęczony i małomówny.
— Jedzenie było dobre — westchnął ciężko wróżbita, gdy po wyjściu ze zburzonej randki udali się już we dwóch na krótki spacer między kopce i łagodne, zadrzewione pagórki tworzące krajobraz za miastem. Szli ustronną, wysypaną kamieniem ścieżką dla spacerowiczów, która o tej porze nie była gęsto uczęszczana.
Dziś mieli z czystym sumieniem zostawić za sobą Prawa Czasu wraz z ich wyzwaniami.
— Nie do końca pusty. Czeka na nas rezerwacja w Edynburgu. Kolacja, którą reklamują jako doświadczenie zetknięcia tradycyjnej kuchni z nowoczesnością. Kolacja z treścią, można by powiedzieć. Wydało mi się interesującą ciekawostką.
Menu degustacyjne — bogaci ludzie lubią podobnież takie rzeczy.
Magiczna restauracja, w której zarezerwował im wieczór Peregrinus, była niewielka, ale elegancka i mogła poszczycić się najwyższym poziomem zarówno kuchni, jak i obsługi. Menu, dostępne również w opcji wegetariańskiej, prowadziło gości przez meandry czarodziejskiej historii kulinarnej stanowiącej dla szefa kuchni inspirację w tworzeniu tych malutkich, ale jakże artystycznych porcji nowoczesnych dań. Uczta dla wszystkich zmysłów, dzieła sztuki na talerzu, a do tego odpowiednio dobrane alkohole. Każde danie poprzedzone było krótkim wprowadzeniem — o historii, składnikach, zawartości talerza. W pewnym momencie zjawił się przy ich stoliku sam szef kuchni, stary mistrz, który pokazywał księgi, z jakich korzysta, i opowiadał, jak te wodorosty na talerzach szanownych państwa czerpali podczas letniej pełni księżyca z niewielkiego jeziorka ubogacanego tajemniczymi wydzielinami najstarszej kelpii w Szkocji. Mimo że kolacja miała bogatą narrację, to obsługa nie narzucała się i pozostawiała odpowiednio dużo przestrzeni dla gości.
Mogli więc wszyscy czworo rozmawiać swobodnie.
Czworo, ponieważ ledwo Vakel oraz Peregrinus usiedli przy stoliku, ledwo umoczyli usta w kieliszkach, jeszcze nim podano pierwsze danie, wyłowił ich z drugiego końca sali pewien jakże towarzyski dziadziuś, stary mistrz astronomii, autor bardzo długiej listy publikacji o ruchach ciał niebieskich. W towarzystwie równie towarzyskiej żony.
O, panowie jesteście pierwszy raz? Wspaniale. A widzicie, my już trzeci. Który pakiet? Świetna decyzja. Tylko poczekajcie na te trufle… Jak już pana tutaj złapałem, panie Dolohov, zamierzałem wysłać panu list o tym ostatnim artykule. Bo widzi pan…
Peregrinus zachował kamienną twarz, gdy stary astronom poprosił obsługę o przeniesienie ich do stolika dla czworga, lecz w głębi duszy skręciło go ze złości. Jakże mierziło Trelawneya, gdy jego plany zmieniały się niespodziewanie — kto mógł przewidzieć! Doprawdy, nie spieszyło mu się poznawać pani astronomowej, choć starał się tego nie dać po sobie poznać nieuprzejmością. Z początku brał udział w rozmowie, lecz szybko stał się towarzystwem zmęczony i małomówny.
— Jedzenie było dobre — westchnął ciężko wróżbita, gdy po wyjściu ze zburzonej randki udali się już we dwóch na krótki spacer między kopce i łagodne, zadrzewione pagórki tworzące krajobraz za miastem. Szli ustronną, wysypaną kamieniem ścieżką dla spacerowiczów, która o tej porze nie była gęsto uczęszczana.
źródło?
objawiono mi to we śnie
objawiono mi to we śnie