21.03.2026, 22:23 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.03.2026, 22:45 przez Woody Tarpaulin.)
Zostałby na noc. Chętnie obudziłby się z nią na zgliszczach świata, w którym się poróżnili. Zaczęliby nowy dzień tam, gdzie skończyli — gdzie ostatni raz zasypiali przed laty szczęśliwi, zanim wyprowadził się do pokoju gościnnego, a później na Nokturn. Chciałby obudzić się z nią w dzień po apokalipsie i znów być w tym domu jej mężem, lecz Śmierciożercy mieli dla Longbottomów inne plany.
Krzyk przerażonej Quintessy rwał go mocniej jeszcze niż widok domu trawionego przez płomienie. Sam się bał, piekielnie bał, jakby niewystarczająco już przeżył strachu, gdy ruszyły na niego w nocy popioły wypominające jego zdradę klasową. Bał się, owszem, lecz jeszcze bardziej nienawidził. Clemens Longbottom płonął gniewem wobec tych, którzy tej nocy zdecydowali się pozbawić go domu.
Nie tak wyobrażał sobie ciepłe powitanie — nie w formie tej łuny żaru emanującej od ścian budynku z taką intensywnością, że czuł ją nawet, stojąc na trawniku dobrych kilka metrów od muru. Wśród najciemniejszej nocy, jaką kiedykolwiek przeżyli, dwoje Longbottomów walczyło z ogniem ramię w ramię, tak blisko siebie, na ile tylko pozwalała im konieczność swobodnego operowania różdżkami. Woody nie puszczał Tessy na krok. Podążył za jej poleceniem: skupił się na stropie. Starał się zsynchronizować z nią w zaklęciach mających rozpędzić płomienie, które zajęły dach.
// rzucam na rozproszenie, żeby dołączyć do Tessy w gaszeniu magicznego ognia
Zaklęcie rozpadło się, zanim zdążyło dotrzeć między płomienie. Czar Tessy pomknął za nim i szczęśliwie sięgnął celu. Kobieta radziła sobie o wiele lepiej niż Woody, wycieńczony i ranny, co żadnym nie było dla niego usprawiedliwieniem. Pani Longbottom również nie miała lekkiej nocy i pracowała bez wytchnienia. Czarodziej zawsze podziwiał jej wytrwałość; to, że zawsze znajdowała siłę, żeby trwać i przeć do przodu. Skoro Tessa dawała radę, i on musiał zmotywować się do walki. Podjął więc kolejną próbę.
// rzucam na rozproszenie, jeszcze raz to samo
Oba ich czary tym razem dosięgnęły celu — ogień na stropie ustępował powoli pod ich magią, lecz…
— Wszędzie. Jest wszędzie — warknął gniewnie mężczyzna, nie mogąc zaakceptować tej rzeczywistości. Zbierał się do kolejnego uderzenia, lecz nagle uświadomił sobie z pełną mocą, o co walczą: o resztki. Nie o dom taki, jakim go znali, a o to tylko, żeby cokolwiek im po nim zostało, żeby mogli chociaż wynosić z niego osmolone skorupy wspomnień z całego życia. — Tessa, wszędzie! — krzyknął desperacko. Nie nawoływał jej do poddania się. Dzielił się nienawiścią i rozpaczą, które popychały go do kolejnych i kolejnych zrywów.
Dom stał w ogniu, Śmierciożercy świętowali.
Krzyk przerażonej Quintessy rwał go mocniej jeszcze niż widok domu trawionego przez płomienie. Sam się bał, piekielnie bał, jakby niewystarczająco już przeżył strachu, gdy ruszyły na niego w nocy popioły wypominające jego zdradę klasową. Bał się, owszem, lecz jeszcze bardziej nienawidził. Clemens Longbottom płonął gniewem wobec tych, którzy tej nocy zdecydowali się pozbawić go domu.
Nie tak wyobrażał sobie ciepłe powitanie — nie w formie tej łuny żaru emanującej od ścian budynku z taką intensywnością, że czuł ją nawet, stojąc na trawniku dobrych kilka metrów od muru. Wśród najciemniejszej nocy, jaką kiedykolwiek przeżyli, dwoje Longbottomów walczyło z ogniem ramię w ramię, tak blisko siebie, na ile tylko pozwalała im konieczność swobodnego operowania różdżkami. Woody nie puszczał Tessy na krok. Podążył za jej poleceniem: skupił się na stropie. Starał się zsynchronizować z nią w zaklęciach mających rozpędzić płomienie, które zajęły dach.
// rzucam na rozproszenie, żeby dołączyć do Tessy w gaszeniu magicznego ognia
Rzut Z 1d100 - 13
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Zaklęcie rozpadło się, zanim zdążyło dotrzeć między płomienie. Czar Tessy pomknął za nim i szczęśliwie sięgnął celu. Kobieta radziła sobie o wiele lepiej niż Woody, wycieńczony i ranny, co żadnym nie było dla niego usprawiedliwieniem. Pani Longbottom również nie miała lekkiej nocy i pracowała bez wytchnienia. Czarodziej zawsze podziwiał jej wytrwałość; to, że zawsze znajdowała siłę, żeby trwać i przeć do przodu. Skoro Tessa dawała radę, i on musiał zmotywować się do walki. Podjął więc kolejną próbę.
// rzucam na rozproszenie, jeszcze raz to samo
Rzut Z 1d100 - 43
Slaby sukces...
Slaby sukces...
Oba ich czary tym razem dosięgnęły celu — ogień na stropie ustępował powoli pod ich magią, lecz…
— Wszędzie. Jest wszędzie — warknął gniewnie mężczyzna, nie mogąc zaakceptować tej rzeczywistości. Zbierał się do kolejnego uderzenia, lecz nagle uświadomił sobie z pełną mocą, o co walczą: o resztki. Nie o dom taki, jakim go znali, a o to tylko, żeby cokolwiek im po nim zostało, żeby mogli chociaż wynosić z niego osmolone skorupy wspomnień z całego życia. — Tessa, wszędzie! — krzyknął desperacko. Nie nawoływał jej do poddania się. Dzielił się nienawiścią i rozpaczą, które popychały go do kolejnych i kolejnych zrywów.
Dom stał w ogniu, Śmierciożercy świętowali.
piw0 to moje paliwo