- Ej. - No dobra, ŻYŁA, ale ten poziom "nie jest okej" był gorszy niż sądził. - Hej! - Powtórzył nieco głośniej, ale to nie był krzyk. Czy ona w ogóle słyszała? Wyglądała jakby była w absolutnym szoku. Otumaniona? Ogłuszona? - Victorio Lestrange. - Nie wiedział, co ma do niej mówić ani co się mówi do ludzi, którzy wpadali w jakiś amok, czy cokolwiek to było. Z perspektywy Sauriela wyglądało to tak, jakby kobieta została tu ciałem, a duchem odleciała. I to całkiem daleko stąd. - Spokojnie. Nic ci się nie dzieje. - Zapewnił ją. Obrócił się do niej tułowie i położył dłoń na jej ramieniu, przebiegając po jej sylwetce od góry do dołu wzrokiem. Uderzyła się? Nie. Była przylepiona do niego jak karaś do szyby. - No ja myślę, że nie chciałaś. - Oczywista oczywistość, przynajmniej jak dla niego. Cofnął rękę, żeby zabrać ją z pola widzenia kobiety.
- Zamknij ryj parszywa szkapo! - Warknął na abraxana, który zarżał w odpowiedzi. Zabrzmiało to tak, jakby zwierzę było oburzone takim komentarzem. Ale zamknął się. Przynajmniej w tym momencie nie odpowiedział. Sauriel spojrzał uważnie na Victorię.
- Nie śpiesz się. Spokojnie. - Zapewniał ją dalej, trzymając zimną dłoń częściowo na jej klatce piersiowej, a częściowo na szyi, w uspakajającym geście i wspierającym. Mogli tutaj siedzieć ile było potrzeba. Chciał zapewnić Victorię, że nie było tutaj pościgu, pośpiechu i że cokolwiek się jej działo, mogła najpierw złapać swój rezon.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.