03.04.2026, 11:04 ✶
Może Helena miała rację. Może to nic takiego. Nie potrafił tego ocenić. Potrafił ocenić w ogóle coraz mniej. Bo gdy patrzył na tę drogę do łaźni, nie czuł żadnej pewności — wręcz przeciwnie: ta próba przejrzenia ścieżki wytrąciła go z równowagi. Gdy cisza nad ruinami nabierała nadnaturalnych walorów, on już od kilku momentów kwestionował wszystko wokół siebie.
Ułyszał pierwsze pytanie Heleny i odwrócił się z powrotem do towarzyszy. W ciemnościach trudno było dostrzegać szczegóły, a on tak bardzo potrzebował zobaczyć, co ułatwiłoby mu wyjście ze stanu derealizacji.
— Tak, to niedobrze — powtórzył za dziewczyną, lecz jego ton brzmiał dziwnie; stracił swój wcześniejszy rzeczowy, akademicki wydźwięk. Peregrinus nie potrafił ukryć nagłej nadmiernej ostrożności, zagubienia niemal, jakby to on oczekiwał teraz potwierdzenia od nich. Coraz mniej ufał własnemu osądowi. — Próbowano już kilka lat temu zbadać to miejsce. Niczego nie znaleźli, więc prawdopodobne, że tamte czary ochronne są wciąż aktywne. — Jego własny głos brzmiał mu odlegle. Nie był pewien, czy słowa trafiają w te chwile, w które powinny.
Wrażenie odrealnienia nie mijało. Świat na moment utknął w miejscu… a może przeskoczył jakiś uszkodzony tryb i wyjął coś sprzed oczu widzącego? Sekundy przetasowały się w niewłaściwej kolejności. Gdy poczuł na sobie ten zimny oddech, włoski na karku Trelawneya zjeżyły się, na ramiona wstąpiła gęsia skórka.
W pierwszej chwili zwątpił w tę nadnaturalną obecność. Wątpił we wszystko, co do niego docierało. Głos eremity był młody. … Eremity? Gdy słuchał widmowych szeptów, myślał o tej twarzy, którą widział we śnie. Doświadczył tego samego zaskoczenia, co gdy spodziewał się ujrzeć pod kapturem pustelniczym starucha, a był tam niemal chłopiec, niepewny chłopiec. Czy ten sam człowiek szeptał teraz ostrzeżenia, czy Peregrinus wymyślił sobie te związki, te głosy? Angielskie głosy...
— Też to słyszycie — zauważył z ulgą, gdy Helena i Hannibal zaczęli rozmawiać.
Światło różdżki drugiego czarodzieja przywróciło Peregrina po części do rzeczywistości, lepiej niż cokolwiek wcześniej. Czemu sam o tym nie pomyślał?
Wróżbita podniósł lampion, który przyniósł ze sobą, a który — gdy zobaczyli mugoli — wygasił. Krótkim stuknięciem różdżki zbudził lampę na powrót do życia, uniosła się między czarodziejami, dając mocne światło. Teraz mężczyzna lepiej mógł dostrzec ich twarze, teraz widział, że wszystko jest z nimi w porządku. Nie wypadł z torów czasu. Ocuciło go to, lecz bynajmniej nie rozwiązało problemu tego, co robić dalej. Gęsta noc wciąż napierała na skupionych wokół światła czarodziejów.
Peregrinus rozważał przez krótki moment pytanie Hannibala. Powinni odejść, a jednak nie potrafił się do tego zmusić. Trzech różnych proroków śniło jednej nocy ten sam sen — sen, w którym on z tego miejsca dawał się poprowadzić tajemniczemu przewodnikowi. Nie chciał odejść i porzucać swojego proroctwa.
Ale oni mogli.
— Trudno zgadnąć, co to było — zaczął ostrożnie, bo głos pogłębił i w nim niepokój. — Powrót do hotelu to ledwie parę kroków. — Ruiny były przecież bramą tego miejsca. Zdaje się, więc, że wejście do środka to niewiele więcej niż pokonanie jakiegoś dziedzińca i przekroczenie progów kurortu. — Możecie skoczyć i zgłosić to komuś z obsługi. Jeśli to duch… żadne z nas nie jest egzorcystą. Dobrze byłoby też znaleźć Basila. — Jego postawa zdradzała skupienie, ale bynajmniej nie pewność tego, czy dobrze im radzi. Peregrinus nie miał natury lidera, którego aż chciało się słuchać; nie rozkazywał też żadnemu z nich.
// zawada Derealizacja I dla podkopania mojej wiarygodności i pewności siebie
Ułyszał pierwsze pytanie Heleny i odwrócił się z powrotem do towarzyszy. W ciemnościach trudno było dostrzegać szczegóły, a on tak bardzo potrzebował zobaczyć, co ułatwiłoby mu wyjście ze stanu derealizacji.
— Tak, to niedobrze — powtórzył za dziewczyną, lecz jego ton brzmiał dziwnie; stracił swój wcześniejszy rzeczowy, akademicki wydźwięk. Peregrinus nie potrafił ukryć nagłej nadmiernej ostrożności, zagubienia niemal, jakby to on oczekiwał teraz potwierdzenia od nich. Coraz mniej ufał własnemu osądowi. — Próbowano już kilka lat temu zbadać to miejsce. Niczego nie znaleźli, więc prawdopodobne, że tamte czary ochronne są wciąż aktywne. — Jego własny głos brzmiał mu odlegle. Nie był pewien, czy słowa trafiają w te chwile, w które powinny.
Wrażenie odrealnienia nie mijało. Świat na moment utknął w miejscu… a może przeskoczył jakiś uszkodzony tryb i wyjął coś sprzed oczu widzącego? Sekundy przetasowały się w niewłaściwej kolejności. Gdy poczuł na sobie ten zimny oddech, włoski na karku Trelawneya zjeżyły się, na ramiona wstąpiła gęsia skórka.
W pierwszej chwili zwątpił w tę nadnaturalną obecność. Wątpił we wszystko, co do niego docierało. Głos eremity był młody. … Eremity? Gdy słuchał widmowych szeptów, myślał o tej twarzy, którą widział we śnie. Doświadczył tego samego zaskoczenia, co gdy spodziewał się ujrzeć pod kapturem pustelniczym starucha, a był tam niemal chłopiec, niepewny chłopiec. Czy ten sam człowiek szeptał teraz ostrzeżenia, czy Peregrinus wymyślił sobie te związki, te głosy? Angielskie głosy...
— Też to słyszycie — zauważył z ulgą, gdy Helena i Hannibal zaczęli rozmawiać.
Światło różdżki drugiego czarodzieja przywróciło Peregrina po części do rzeczywistości, lepiej niż cokolwiek wcześniej. Czemu sam o tym nie pomyślał?
Wróżbita podniósł lampion, który przyniósł ze sobą, a który — gdy zobaczyli mugoli — wygasił. Krótkim stuknięciem różdżki zbudził lampę na powrót do życia, uniosła się między czarodziejami, dając mocne światło. Teraz mężczyzna lepiej mógł dostrzec ich twarze, teraz widział, że wszystko jest z nimi w porządku. Nie wypadł z torów czasu. Ocuciło go to, lecz bynajmniej nie rozwiązało problemu tego, co robić dalej. Gęsta noc wciąż napierała na skupionych wokół światła czarodziejów.
Peregrinus rozważał przez krótki moment pytanie Hannibala. Powinni odejść, a jednak nie potrafił się do tego zmusić. Trzech różnych proroków śniło jednej nocy ten sam sen — sen, w którym on z tego miejsca dawał się poprowadzić tajemniczemu przewodnikowi. Nie chciał odejść i porzucać swojego proroctwa.
Ale oni mogli.
— Trudno zgadnąć, co to było — zaczął ostrożnie, bo głos pogłębił i w nim niepokój. — Powrót do hotelu to ledwie parę kroków. — Ruiny były przecież bramą tego miejsca. Zdaje się, więc, że wejście do środka to niewiele więcej niż pokonanie jakiegoś dziedzińca i przekroczenie progów kurortu. — Możecie skoczyć i zgłosić to komuś z obsługi. Jeśli to duch… żadne z nas nie jest egzorcystą. Dobrze byłoby też znaleźć Basila. — Jego postawa zdradzała skupienie, ale bynajmniej nie pewność tego, czy dobrze im radzi. Peregrinus nie miał natury lidera, którego aż chciało się słuchać; nie rozkazywał też żadnemu z nich.
// zawada Derealizacja I dla podkopania mojej wiarygodności i pewności siebie
źródło?
objawiono mi to we śnie
objawiono mi to we śnie