09.04.2026, 10:18 ✶
Gdyby zapytać Woody’ego, czego się on spodziewał w obrazie, to by odrzec nie umiał. Nigdy się w tychże iluzjach obrazkowych nie specjalizował — wiedzieć mu wystarczyło, że to podstępne paskudztwo i że się da po obrazach chodzić, a czasem to i między obrazami. To wiedział szczególnie, bo mu się czasem portrety tłukły nielitościwie. Taka to magia.
Tarp pokiwał zgodnie głową, gdy mu Dora zwróciła uwagę, że wszystko wokół jest nader prawdziwe.
— Może to nie obraz, tylko jaki świstoklik i gdzieś nas wywiało — rzucił swobodną myśl, bo cała ta sceneria była faktycznie z podejrzaną dokładnością odwzorowana.
Im więcej jednak mężczyzna robił kroków, tym większą repetytywność dostrzegał w tych krajobrazach. Nie do końca jakby krążyli w pętli, bo szczegóły zmieniały się, lecz las ani się nie przerzedzał, ani nie zagęszczał, a szepty dochodziły jakby zawsze z tej samej odległości, niezależnie gdzie się Dora z Woodym przemieścili. Mimo więc złudzenia prawdziwości stary był niemal pewien, że z niczym prawdziwym tu nie mają do czynienia.
Jak przystało na siłę niszczycielską, Woody Tarpaulin zaczął swoje wnikliwe badania lasu nie od ugłaskania trawki, a od czegoś bardziej destruktywnego: dziad sobie ułamał gałązkę z pierwszego lepszego drzewa. Podrzucił ją w rękach, upewniając się, że obiekt ma ciężar, po czym zwrócił się do czarownicy:
— Znalazłby człowiek na to zastosowanie, ano. Tylko skąd to brać? Nikt u nas tego robić nie umie. — U tajemniczych nas, nie w Zakonie, bo kto wie, co to za obraz i czy aby nie zapamiętuje, co się w nim powiedziało.
Woody zerknął ponownie na drzewo, z którego ułamał gałązkę. Nie mógł teraz odnaleźć miejsca, z którego ją zabrał, jakby to nigdy nie istniało. Czarodziej zmarszczył się na twarzy, odrzucił patyk w ściółkę. Duchy zaproponowane przez Crawley nie brzmiały aż tak absurdalnie. Egzorcyzmy to kolejna dziedzina, w jakiej się ex-detektyw absolutnie nie specjalizował, lecz wiedział, że do Samhain trzeba ducha w czymś przetrzymać. Czemu nie w obrazie?
— Lepiej nie ryzykować. Obejrzyjmy to sobie jeszcze z zewnątrz. Dasz radę się deportować do biblioteki? — zapytał, zamierzając posłać dziewczynę przed sobą, aby nie pozostała w tym miejscu sama, gdyby przypadkiem coś poszło nie tak.
Tarp pokiwał zgodnie głową, gdy mu Dora zwróciła uwagę, że wszystko wokół jest nader prawdziwe.
— Może to nie obraz, tylko jaki świstoklik i gdzieś nas wywiało — rzucił swobodną myśl, bo cała ta sceneria była faktycznie z podejrzaną dokładnością odwzorowana.
Im więcej jednak mężczyzna robił kroków, tym większą repetytywność dostrzegał w tych krajobrazach. Nie do końca jakby krążyli w pętli, bo szczegóły zmieniały się, lecz las ani się nie przerzedzał, ani nie zagęszczał, a szepty dochodziły jakby zawsze z tej samej odległości, niezależnie gdzie się Dora z Woodym przemieścili. Mimo więc złudzenia prawdziwości stary był niemal pewien, że z niczym prawdziwym tu nie mają do czynienia.
Jak przystało na siłę niszczycielską, Woody Tarpaulin zaczął swoje wnikliwe badania lasu nie od ugłaskania trawki, a od czegoś bardziej destruktywnego: dziad sobie ułamał gałązkę z pierwszego lepszego drzewa. Podrzucił ją w rękach, upewniając się, że obiekt ma ciężar, po czym zwrócił się do czarownicy:
— Znalazłby człowiek na to zastosowanie, ano. Tylko skąd to brać? Nikt u nas tego robić nie umie. — U tajemniczych nas, nie w Zakonie, bo kto wie, co to za obraz i czy aby nie zapamiętuje, co się w nim powiedziało.
Woody zerknął ponownie na drzewo, z którego ułamał gałązkę. Nie mógł teraz odnaleźć miejsca, z którego ją zabrał, jakby to nigdy nie istniało. Czarodziej zmarszczył się na twarzy, odrzucił patyk w ściółkę. Duchy zaproponowane przez Crawley nie brzmiały aż tak absurdalnie. Egzorcyzmy to kolejna dziedzina, w jakiej się ex-detektyw absolutnie nie specjalizował, lecz wiedział, że do Samhain trzeba ducha w czymś przetrzymać. Czemu nie w obrazie?
— Lepiej nie ryzykować. Obejrzyjmy to sobie jeszcze z zewnątrz. Dasz radę się deportować do biblioteki? — zapytał, zamierzając posłać dziewczynę przed sobą, aby nie pozostała w tym miejscu sama, gdyby przypadkiem coś poszło nie tak.
piw0 to moje paliwo