25.04.2026, 22:35 ✶
Woody Tarpaulin szczególnej relacji z badylkami nie miał. Łamał patyki już we wczesnych latach dziecięcych, coby nimi przetrzepać skórę swoim braciom, budować szałasy, skręcać zabawkowe miotły czy udawane różdżki. Prędzej to się stary bał, żeby im obraz jakiego gniewu boskiego na głowy nie pospuszczał za ten wandalizm. Licho wie, co w tym dziadostwie śpi i co sprowokuje mroczny malunek do odciśnięcia okrutnej zemsty na śmiałkach zakłócających jego spokój.
— Prawdę ci powiem: o to by się trzeba dowiadywać, bo nie wiem. — Bo czy on znał kogo, kto by umiał takie sztuczki artystyczne? Jest to pytanie, na które ja sama nie umiem udzielić odpowiedzi, więc pass. — Może Millie się na tych obrazach lepiej zna. Widziałaś no, jak nam dziewucha ostatnio tu na Stawie sufit odstrzeliła. Pełna profeska. Szafkę też by można zorganizować, wiadoma rzecz. — Stary poklepał się kolejno po kieszeniach gaci i skórzanej kurtki za jakim długopisem i karteluszką. Nie było nic. — Bym zaczął zapisywać te twoje pomysły, ale nie ma czym. Nic to, tym prędzej trzeba wracać, bo uleci z głowy i figa.
Machnął ręką. Na szansę bycia zjedzonym przez te rzekome potwory z obrazu również kusiło go machnąć ręką.
— A co ty się będziesz takim zgredem przejmowała, pannico — podpuścił Dorę w żartobliwym tonie, aby nieco rozluźnić upiorną atmosferę, w jaką wtłaczała ich ta sztuczna sceneria. — Jak się na mnie co połasi, to biada temu nieborakowi, bo się mną co najwyżej struje to cholerstwo.
Lecz szkoda było czasu wystawać tu i dywagować wciąż, komu przyznać pierwszeństwo. Jeśli nie młodziutka panienka przodem i nie pan starszy przodem, to razem.
— Damy radę, nie bój żaby. Chodź tu, młoda. — Zaoferował zielonemu elfikowi ramię, w drugą rękę ujął różdżkę, spróbował ich teleportować… i nic. Już mu się ta sytuacja przestała podobać. — Coś nie poszło. Ty, Dorka, próbuj — mruknął, ale znać było, że już po jednym niepowodzeniu zdążył nabrać nieprzyjemnych podejrzeń.
— Prawdę ci powiem: o to by się trzeba dowiadywać, bo nie wiem. — Bo czy on znał kogo, kto by umiał takie sztuczki artystyczne? Jest to pytanie, na które ja sama nie umiem udzielić odpowiedzi, więc pass. — Może Millie się na tych obrazach lepiej zna. Widziałaś no, jak nam dziewucha ostatnio tu na Stawie sufit odstrzeliła. Pełna profeska. Szafkę też by można zorganizować, wiadoma rzecz. — Stary poklepał się kolejno po kieszeniach gaci i skórzanej kurtki za jakim długopisem i karteluszką. Nie było nic. — Bym zaczął zapisywać te twoje pomysły, ale nie ma czym. Nic to, tym prędzej trzeba wracać, bo uleci z głowy i figa.
Machnął ręką. Na szansę bycia zjedzonym przez te rzekome potwory z obrazu również kusiło go machnąć ręką.
— A co ty się będziesz takim zgredem przejmowała, pannico — podpuścił Dorę w żartobliwym tonie, aby nieco rozluźnić upiorną atmosferę, w jaką wtłaczała ich ta sztuczna sceneria. — Jak się na mnie co połasi, to biada temu nieborakowi, bo się mną co najwyżej struje to cholerstwo.
Lecz szkoda było czasu wystawać tu i dywagować wciąż, komu przyznać pierwszeństwo. Jeśli nie młodziutka panienka przodem i nie pan starszy przodem, to razem.
— Damy radę, nie bój żaby. Chodź tu, młoda. — Zaoferował zielonemu elfikowi ramię, w drugą rękę ujął różdżkę, spróbował ich teleportować… i nic. Już mu się ta sytuacja przestała podobać. — Coś nie poszło. Ty, Dorka, próbuj — mruknął, ale znać było, że już po jednym niepowodzeniu zdążył nabrać nieprzyjemnych podejrzeń.
piw0 to moje paliwo