11.05.2026, 20:02 ✶
Ich rozmowy w tej formie, w jakiej odbywały się teraz, były czymś, do czego Peregrinus musiał dojrzewać. Tyle czasu w przeszłości spędził na dokładnym obmyślaniu każdego słowa prywtanej rozmowy, jaka się między nimi wywiąże. Tylu słów, które chciał wtedy wypowiedzieć, nie wypowiedział. Gdy jednak pokonali tę ówczesną barierę, słowa same zaczęły z niego wypływać — w tym Dolohov miał rację, że odkąd zbliżyli się do siebie, nic nie było tak proste, jak mówienie. Trelawney czuł się przy nim już nie tylko dobrze, ale i w pełni swobodnie.
Skinął więc tylko z uśmiechem głową, i było w tym uśmiechu wiele cichego szczęścia, że sprawy ułożyły się w ten sposób. Nie czuł potrzeby mówić nic więcej — to zgrabnie ujęte podsumowanie rzeczywiście wystarczało.
Peregrinus miał ludzi, którym ufał i z którymi był szczery. Nigdy mu tego tak naprawdę nie brakowało. Nie miał natomiast nikogo, kto by go dostrzegał w ten sposób, w jaki czynił to Dolohov. Partner umiał przeczytać jego najdrobniejszy gest, wyczuć subtelną zmianę nastroju czy maskowany dyskomfort. I skłonić go, żeby się z tym zmierzył. Trelawney w innych swoich przyjaźniach bez żalu pomijał pewne obszary siebie. Nie czyniło to tych relacji wybrakowanymi czy mniej wartościowymi. Takie już były, i dobrze wróżowi zawsze było z tym, że nikt nie ma go całego, że przed każdym ze znajomych może się ukryć w jakiejś niedostępnej im sferze życia. Jedną z tych sfer był Vasilij Dolohov — Peregrinus nikomu nie powiedział o naturze łączącej ich relacji, nikt nie mógł do tej jego miłości na razie dotrzeć.
Vakel Dolohov zaś był pierwszym, który mógł dotrzeć wszędzie.
Obaj jasnowidzowie mieli wciąż zakryte pola na swoich życiorysach, lecz drogi do nich stały otworem i czekały, aż któryś z nich natknie się na jedną z tych ciemnych plam przeszłości.
W przeciwieństwie do wizji Vakela miłość, jaką zawsze wyobrażał sobie Peregrin, nie zawierała świateł reflektorów ani wielkiego rozmachu. Chciał swoją miłością dać komuś szczęście i oparcie, radość dnia codziennego.
A dziś dzień również był przecież dniem codziennym.
— Nie stanę z tobą nigdy w tym zewnętrznym blasku — przyznał. — Zdaje się, że to jedyny blask, jaki będzie nam dany. — Uniósł wymownie wzrok na księżyc, który obmywał teraz ich oboje cichym nocnym światłem. — Najszersze grono, przed jakim kiedykolwiek razem wystąpimy, to te gwiazdy. Ale wiesz, może i na tych przyjęciach przez chwilę zdołałbym za tobą nadążyć. Wbrew pozorom, nie mylę kroków aż tak, Vasiliju. — Nie uciekł spod ramienia Vakela, lecz obrócił się przodem do niego; zapraszająco wyciągnął dłoń ku jego dłoni, czekając, czy Dolohov ją ujmie. — Zatańczysz ze mną chociaż przed tą publicznością?
Skinął więc tylko z uśmiechem głową, i było w tym uśmiechu wiele cichego szczęścia, że sprawy ułożyły się w ten sposób. Nie czuł potrzeby mówić nic więcej — to zgrabnie ujęte podsumowanie rzeczywiście wystarczało.
Peregrinus miał ludzi, którym ufał i z którymi był szczery. Nigdy mu tego tak naprawdę nie brakowało. Nie miał natomiast nikogo, kto by go dostrzegał w ten sposób, w jaki czynił to Dolohov. Partner umiał przeczytać jego najdrobniejszy gest, wyczuć subtelną zmianę nastroju czy maskowany dyskomfort. I skłonić go, żeby się z tym zmierzył. Trelawney w innych swoich przyjaźniach bez żalu pomijał pewne obszary siebie. Nie czyniło to tych relacji wybrakowanymi czy mniej wartościowymi. Takie już były, i dobrze wróżowi zawsze było z tym, że nikt nie ma go całego, że przed każdym ze znajomych może się ukryć w jakiejś niedostępnej im sferze życia. Jedną z tych sfer był Vasilij Dolohov — Peregrinus nikomu nie powiedział o naturze łączącej ich relacji, nikt nie mógł do tej jego miłości na razie dotrzeć.
Vakel Dolohov zaś był pierwszym, który mógł dotrzeć wszędzie.
Obaj jasnowidzowie mieli wciąż zakryte pola na swoich życiorysach, lecz drogi do nich stały otworem i czekały, aż któryś z nich natknie się na jedną z tych ciemnych plam przeszłości.
W przeciwieństwie do wizji Vakela miłość, jaką zawsze wyobrażał sobie Peregrin, nie zawierała świateł reflektorów ani wielkiego rozmachu. Chciał swoją miłością dać komuś szczęście i oparcie, radość dnia codziennego.
A dziś dzień również był przecież dniem codziennym.
— Nie stanę z tobą nigdy w tym zewnętrznym blasku — przyznał. — Zdaje się, że to jedyny blask, jaki będzie nam dany. — Uniósł wymownie wzrok na księżyc, który obmywał teraz ich oboje cichym nocnym światłem. — Najszersze grono, przed jakim kiedykolwiek razem wystąpimy, to te gwiazdy. Ale wiesz, może i na tych przyjęciach przez chwilę zdołałbym za tobą nadążyć. Wbrew pozorom, nie mylę kroków aż tak, Vasiliju. — Nie uciekł spod ramienia Vakela, lecz obrócił się przodem do niego; zapraszająco wyciągnął dłoń ku jego dłoni, czekając, czy Dolohov ją ujmie. — Zatańczysz ze mną chociaż przed tą publicznością?
źródło?
objawiono mi to we śnie
objawiono mi to we śnie