20.05.2026, 07:31 ✶
Istniała spora szansa, że na własne wesele Alastor Moody nie ubrałby się tak korzystnie, jak na otwarcie restauracji Bertiego Botta. Ba, nie gońcie go za to za mocno, ale o ile przy imprezach rodzinnych nieszczególnie intensywnie myślał o braniu urlopu, a i nieczęsto robił to dla własnej dziewczyny, dzisiejszego dnia zjawił się w Zaklętej Łyżeczce w czymś innym niż mundur Aurora.
Pewne elementy jego aparycji zostały zachowane.
Nie wstawisz sobie przecież na imprezę przyjaciela nowych zębów, ani nie kupisz butów innych niż te, które wyglądają jakbyś miał zaraz iść na mugolski poligon, kiedy dno twojej sakiewki świeci pustkami, ale...
Wyglądał dzisiaj łagodniej niż zwykle.
Możesz powiedzieć: zabiję dla ciebie, zaduszę twych wrogów, pokonam każdego, kto chciałby cię skrzywdzić w tych cholernie niespokojnych czasach. Ale mogłeś też powiedzieć: będę dla ciebie dobry, uprasuję elegancką koszulę w kaczki, którą dałeś mi kiedyś na urodziny, umyję się, użyję resztki wody kolońskiej i przyjdę. Nie było tak, że musiał robić tu za sztuczny tłum – bo to był Bertie kurwa Bott – ale za tłum najbliższy sercu wypadało robić, albo można było darować sobie nazywanie samego siebie przyjacielem.
Więc przyszedł. Szedł Pokątną bardzo pewnym siebie krokiem, ale przy samej restauracji nieco zwolnił. Nie było to wywołane zwątpieniem (a gdzieżby!) czy brakiem pewności siebie. Alastor zwyczajnie upajał się widokiem zainteresowania, jakie zdążyło już narosnąć wokół Zaklętej Łyżeczki i Bott mógł zobaczyć przez okienko, jak Alastor zatrzymuje się nieopodal, mierzy fasadę budynku wzrokiem i nieudolnie maskuje łzy wzruszenia, wyraźnie poruszony. Zachowywał się trochę, jakby widział to miejsce pierwszy raz, ale tak przecież nie było.
Pewne elementy jego aparycji zostały zachowane.
Nie wstawisz sobie przecież na imprezę przyjaciela nowych zębów, ani nie kupisz butów innych niż te, które wyglądają jakbyś miał zaraz iść na mugolski poligon, kiedy dno twojej sakiewki świeci pustkami, ale...
Wyglądał dzisiaj łagodniej niż zwykle.
Możesz powiedzieć: zabiję dla ciebie, zaduszę twych wrogów, pokonam każdego, kto chciałby cię skrzywdzić w tych cholernie niespokojnych czasach. Ale mogłeś też powiedzieć: będę dla ciebie dobry, uprasuję elegancką koszulę w kaczki, którą dałeś mi kiedyś na urodziny, umyję się, użyję resztki wody kolońskiej i przyjdę. Nie było tak, że musiał robić tu za sztuczny tłum – bo to był Bertie kurwa Bott – ale za tłum najbliższy sercu wypadało robić, albo można było darować sobie nazywanie samego siebie przyjacielem.
Więc przyszedł. Szedł Pokątną bardzo pewnym siebie krokiem, ale przy samej restauracji nieco zwolnił. Nie było to wywołane zwątpieniem (a gdzieżby!) czy brakiem pewności siebie. Alastor zwyczajnie upajał się widokiem zainteresowania, jakie zdążyło już narosnąć wokół Zaklętej Łyżeczki i Bott mógł zobaczyć przez okienko, jak Alastor zatrzymuje się nieopodal, mierzy fasadę budynku wzrokiem i nieudolnie maskuje łzy wzruszenia, wyraźnie poruszony. Zachowywał się trochę, jakby widział to miejsce pierwszy raz, ale tak przecież nie było.
fear is the mind-killer.