24.05.2026, 11:03 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.05.2026, 15:43 przez Woody Tarpaulin.)
Kary dla takich jak Woody nigdy nie było dość. Prawe sumienia obciążone czynami trudnymi, mimo że koniecznymi, nigdy nie milkły skazane na wieczne wyrzuty i potępienie. Nawet dziś był jednak Clemens Longbottom tego pewien, że przysłużył się społeczeństwu więcej, niż mu zaszkodził. Ocalił niewinne ludzkie życia.
— Coś tam słyszałem o tych mokradłach. Coś mi się o uszy obiło. Słuchaj, a ty słyszałaś, jak…
I otwarła się gawęda na dwie długie godziny wędrówki. Dora dowiedziała się o anomaliach teleportacyjnych sprzed ćwierć wieku, a także o najabsurdalniejszych ministerialnych wpadkach ze świstoklikami. Było to bowiem przezabawne, kiedy w czterdziestym piątym pół oddziału Brygady zamiast na zgłoszoną na Pokątnej manifestację, którą miało zabezpieczać, teleportowało się w pełnym umundurowaniu taktycznym pod herbaciarnię pani Puddifoot w Hogsmeade.
Pocieszny duet złożony ze zmęczonego życiem dziada w kiczowatym stroju i zielonego promyczka co jakiś czas przystawał wśród nawiedzonego lasu, aby spróbować teleportacji. I wreszcie zassało. Woody obrócił się w pewnym momencie i poczuł charakterystyczny teleportacyjny wykręt kiszek. Natychmiast przerwał czar, aby z satysfakcją ogłosić:
— No, panno Dorotko, wygląda na to, że mamy nasz bilet powrotny.
Wziął dziewczynę pod ramię i puf! zaraz wylądowali znów na deskach biblioteki Księżycowego Stawu.
— Trzeba będzie znaleźć jakiś nowy papier i to szczelnie zapakować, żeby się kto więcej na to nie naciął — rzekł z najwyższą powagą wuj Woody i, wziąwszy się pod boki, oceniającym wzrokiem przesunął po obrazie.
Dezaprobata oraz troska o czas i nerwy pozostałych Zakonników były pozorne. Za tą fasadą kryła się diabelska intencja, a Woody już zacierał w duchu łapy. Jeszcze tego wieczora obraz zostanie dostarczony do kamienicy sz.p. Jonathana Selwyna.
!Zakon B1
— Coś tam słyszałem o tych mokradłach. Coś mi się o uszy obiło. Słuchaj, a ty słyszałaś, jak…
I otwarła się gawęda na dwie długie godziny wędrówki. Dora dowiedziała się o anomaliach teleportacyjnych sprzed ćwierć wieku, a także o najabsurdalniejszych ministerialnych wpadkach ze świstoklikami. Było to bowiem przezabawne, kiedy w czterdziestym piątym pół oddziału Brygady zamiast na zgłoszoną na Pokątnej manifestację, którą miało zabezpieczać, teleportowało się w pełnym umundurowaniu taktycznym pod herbaciarnię pani Puddifoot w Hogsmeade.
Pocieszny duet złożony ze zmęczonego życiem dziada w kiczowatym stroju i zielonego promyczka co jakiś czas przystawał wśród nawiedzonego lasu, aby spróbować teleportacji. I wreszcie zassało. Woody obrócił się w pewnym momencie i poczuł charakterystyczny teleportacyjny wykręt kiszek. Natychmiast przerwał czar, aby z satysfakcją ogłosić:
— No, panno Dorotko, wygląda na to, że mamy nasz bilet powrotny.
Wziął dziewczynę pod ramię i puf! zaraz wylądowali znów na deskach biblioteki Księżycowego Stawu.
— Trzeba będzie znaleźć jakiś nowy papier i to szczelnie zapakować, żeby się kto więcej na to nie naciął — rzekł z najwyższą powagą wuj Woody i, wziąwszy się pod boki, oceniającym wzrokiem przesunął po obrazie.
Dezaprobata oraz troska o czas i nerwy pozostałych Zakonników były pozorne. Za tą fasadą kryła się diabelska intencja, a Woody już zacierał w duchu łapy. Jeszcze tego wieczora obraz zostanie dostarczony do kamienicy sz.p. Jonathana Selwyna.
Koniec sesji
!Zakon B1
piw0 to moje paliwo