24.05.2026, 14:15 ✶
Być może humor odradzał się w cyklach. Pierw żenada bawi, później wyrasta się z niej, staje się poważnym panem marudą z szekspirowską pompatycznością, a na drugą połowę życia kącik ust znów drga na widok chłopa przebranego za babę — powtórzona młodość. Może ten cykl nie dopełni się u pana Fawleya; może już zawsze będzie on poważnym, chmurnym gentlemanem, co pewnie dobre w jego profesji. Profesją pana Tarpaulina było przytrzymywanie w swoim barze klientów pochodzących z marginesu, w wielu przypadkach chamów i prostaków. Musiał mieć Tarp w sobie pierwiastek rubaszności, aby im się chciało w jego lokalu siedzieć i wracać.
— A to widzi pan. Taki pan zdolny, a tak się marnuje. Odezwać się do Kościanego, zna pan tam przecie kogo trzeba, i podpisać umowę na miłosne świece. — Woody Tarpaulin jak zawsze myślał przedsiębiorczo. Komu by tu coś wcisnąć, gdzie się zakręcić ze swoim produktem. Węszył za okazjami dodatkowego zarobku jak pies.
Patrzył uważnie, jak Othello kalkuluje — po księgowym mógł się spodziewać, że wyceni mu usługę do przecinka. Na podsuniętą wreszcie karteczkę spojrzał niespiesznie, z wysoka, nie pochylił się nad nią, zerknął tylko. Cmoknął niezadowolony raz, pokręcił głową, cmoknął drugi raz.
— Tyle to nie — zdecydował się na targi. Wyciągnął ze swojej walizeczki długopis, skreślił propozycję Fawleya i zapisał nową cenę, opuszczoną o dziesięć procent. — Proszę mnie zrozumieć, ja w ten biznes inwestuję w ciemno. Nie wiem jeszcze, czy mi się zwróci. Może pan ten upust potraktować jako inwestycję w przyszłość. Nox Aeterna to będzie miejsce, do którego wrócę z kolejnymi zleceniami, jeśli interes się powiedzie.
— A to widzi pan. Taki pan zdolny, a tak się marnuje. Odezwać się do Kościanego, zna pan tam przecie kogo trzeba, i podpisać umowę na miłosne świece. — Woody Tarpaulin jak zawsze myślał przedsiębiorczo. Komu by tu coś wcisnąć, gdzie się zakręcić ze swoim produktem. Węszył za okazjami dodatkowego zarobku jak pies.
Patrzył uważnie, jak Othello kalkuluje — po księgowym mógł się spodziewać, że wyceni mu usługę do przecinka. Na podsuniętą wreszcie karteczkę spojrzał niespiesznie, z wysoka, nie pochylił się nad nią, zerknął tylko. Cmoknął niezadowolony raz, pokręcił głową, cmoknął drugi raz.
— Tyle to nie — zdecydował się na targi. Wyciągnął ze swojej walizeczki długopis, skreślił propozycję Fawleya i zapisał nową cenę, opuszczoną o dziesięć procent. — Proszę mnie zrozumieć, ja w ten biznes inwestuję w ciemno. Nie wiem jeszcze, czy mi się zwróci. Może pan ten upust potraktować jako inwestycję w przyszłość. Nox Aeterna to będzie miejsce, do którego wrócę z kolejnymi zleceniami, jeśli interes się powiedzie.
piw0 to moje paliwo