27.05.2026, 14:44 ✶
Woody Tarpaulin rzecz jasna o otwarciu Zaklętej Łyżeczki słyszał — nasłuchiwanie plotek z Londynu było częścią jego pracy jako człowieka poinformowanego o tym, co w trawie piszczy. Nie ciągnęło go tam początkowo. Bertiego Botta zawsze uważał za równego gościa. Bott trzymał się z Moodymi, więc zły być nie mógł, i jakoś mu tak uczciwie z oczu patrzyło.
A co by tam Woody Tarpaulin mógł w Zaklętej Łyżeczce robić? Ano wypadałoby ponarzekać, że do kuchni Lewisa to się nie umywa, choćby z honorowego poczucia lojalności — lecz jaka to radość umniejszać dobremu człowiekowi?
Siedział u siebie, miał tu zajęcie. Tego popołudnia ruch w Rejwachu był, jak najbardziej, lecz ino Woody zobaczył, że Zenon wychodzi, i tak go zaczepił. Załatwienie spraw z Kozłem było świetną wymówką, aby chwilowo czmychnąć od zdziadziałego pijaka z parchatym nosem, który rozwijał właśnie, wisząc nad ladą, historie swojej młodości. Czynił to tutaj każdego tygodnia i nieważne jak bardzo Woody by nie szanował deklaracji, że dziad był w 1900 roku porucznikiem mugolskiego wojska w bitwie na wzgórzach Tugela, to już mu te krwawe afrykańskie opowieści wychodziły uszami.
Gdzie cię, Mr Zenon, wywiewa, co?
I wtedy się dowiedział od Zenona, że w Zaklętej Łyżeczce dają za darmo.
Zenon wyszedł, chwila minęła i napatoczyła się Asena. Mówią, że miłość rodzica do dzieci nie ma ceny — to samo powiedzieli mu chwilę wcześniej o obiedzie w Zaklętej Łyżeczce.
Ubierz się jak do ludzi, usłyszała Asena. Zabieram cię dziś obiad.
Piękny gest, bezcenny. Woody załatwił szybko kogoś, kto ich zastąpi pod nieobecność na barze — co nie było trudne, mieli teraz kilkoro świeżaków do wyboru. On sam również się przebrał: w starą pachnącą kurzem i lekką stęchlizną szatę wyjściową (trochę go cisnęła w pasie, chyba była jeszcze z ubiegłego życia) i klasyczny czarny kapelusz.
Tak oto stanęli przed drzwiami Zaklętej Łyżeczki Nokturniarze w wydaniu francja-elegancja — i stało się wówczas dla Aseny jasne, że ten obiad, na który ją stary wspaniałomyślnie zabiera, to darmowy poczęstunek.
A co by tam Woody Tarpaulin mógł w Zaklętej Łyżeczce robić? Ano wypadałoby ponarzekać, że do kuchni Lewisa to się nie umywa, choćby z honorowego poczucia lojalności — lecz jaka to radość umniejszać dobremu człowiekowi?
Siedział u siebie, miał tu zajęcie. Tego popołudnia ruch w Rejwachu był, jak najbardziej, lecz ino Woody zobaczył, że Zenon wychodzi, i tak go zaczepił. Załatwienie spraw z Kozłem było świetną wymówką, aby chwilowo czmychnąć od zdziadziałego pijaka z parchatym nosem, który rozwijał właśnie, wisząc nad ladą, historie swojej młodości. Czynił to tutaj każdego tygodnia i nieważne jak bardzo Woody by nie szanował deklaracji, że dziad był w 1900 roku porucznikiem mugolskiego wojska w bitwie na wzgórzach Tugela, to już mu te krwawe afrykańskie opowieści wychodziły uszami.
Gdzie cię, Mr Zenon, wywiewa, co?
I wtedy się dowiedział od Zenona, że w Zaklętej Łyżeczce dają za darmo.
Zenon wyszedł, chwila minęła i napatoczyła się Asena. Mówią, że miłość rodzica do dzieci nie ma ceny — to samo powiedzieli mu chwilę wcześniej o obiedzie w Zaklętej Łyżeczce.
Ubierz się jak do ludzi, usłyszała Asena. Zabieram cię dziś obiad.
Piękny gest, bezcenny. Woody załatwił szybko kogoś, kto ich zastąpi pod nieobecność na barze — co nie było trudne, mieli teraz kilkoro świeżaków do wyboru. On sam również się przebrał: w starą pachnącą kurzem i lekką stęchlizną szatę wyjściową (trochę go cisnęła w pasie, chyba była jeszcze z ubiegłego życia) i klasyczny czarny kapelusz.
Tak oto stanęli przed drzwiami Zaklętej Łyżeczki Nokturniarze w wydaniu francja-elegancja — i stało się wówczas dla Aseny jasne, że ten obiad, na który ją stary wspaniałomyślnie zabiera, to darmowy poczęstunek.
piw0 to moje paliwo