10.06.2026, 21:12 ✶
Ceolsige była bez wątpienia jedną z najodważniejszych osób, jakie spotkał w swoim życiu Peregrinus. Opanowana i elegancka czarownica robiła imponujące wrażenie, lecz jej hart ducha nie mógł w pełni przyćmić faktu, że znajdowali się obok koszmarnego monstrum.
To był obłęd. Oni wszyscy popadali w jakiś obłęd.
Trelawney spojrzał na stworka zawieszonego przed nimi w powietrzu. Widział, jak bielmo znika z krecich oczu… duch!
— Uwaga! — Przeskoczył wzrokiem po swoich towarzyszach, jakby spodziewał się, że ujrzy, jak niematerialny pasażer na gapę zagarnia któreś z nich. — To zwierzę było opętane. Duch właśnie je opuścił. Musi teraz szukać nowego naczynia. Uważajmy na siebie nawzajem. Jeszcze tam, na powierzchni, jedno z nas zostało już na chwilę opętane. — Jedno z nas. Nie on. Choć zapewne mogli spekulować co do tego, o kim mówi.
Mężczyzna chwycił unieruchomionego w powietrzu zwierzaka i wcisnął go do swojej torby, zapinając ją dokładnie zamek. Musiał brać pod uwagę, że gryzoń zniszczy jego dzienniki oprawione w drogą włoską skórę, lecz… cóż, bardziej niż utraty cennych przedmiotów i notatek, bał się puszczenia kreta samopas po jaskini i dania mu ponownie szansy na uwolnienie potwora.
W roztargnieniu odebrał od Ceolsige lornetę. Serce wróżbity nie przestawało bić szybko, a nerwy pozostawały napięte, lecz miał w sobie cały czas pragmatyzm. Jego pragmatyzm był egocentryczny. Żyli w społeczeństwie zorganizowanym w taki sposób, aby za bezpieczeństwo i porządek odpowiadali ci, którzy mieli chęć i kompetencje nadstawiać karku. Ludzie tacy jak młoda Bletchley. Służby były na wyciągnięcie ręki… Helena zdążyła już ich zapewne wezwać. Mogli zjawić się lada chwila i…
Cholera jasna, kiedy on się stał taki zachowawczy?
Od wybuchu wojny zaczął cenić swoje życie wyżej niż wcześniej.
— Miałem widzenie — powiedział, nie ruszając się ze swojego miejsca pod ścianą. — Te… kobiety — nie pasowało już do nich to określenie — są siostrami. W mojej wizji pływy morza poruszały się w rytmie ich głosów. Na koniec trzy z nich utonęły. Tamta — nie było wątpliwości, o którą część hybrydy chodziło — błagała do ostatniej chwili. — Wahał się, czy to wyznać. Obawiał się, że to podsyci wariackie pomysły wewnątrz grupy.
Błagała do ostatniej chwili… więc zapewne było w niej jeszcze człowieczeństwo. Niektórzy ludzie nie potrafili obok takiej informacji przejść obojętnie. Jak widać Peregrinus Trelawney był jedną z tych osób, skoro wyznanie wymsknęło mu się mimo oporów.
Widząc Ceolsige pchającą się w zasięg potwora, Peregrinus bał się wykonać jakikolwiek gwałtowniejszy ruch, aby nie zdradzić skradającej się kobiety. Polegał więc wciąż wyłącznie na swoich oczach i umyśle. Kontrolował co chwilę towarzyszy, wypatrując w ich twarzach i zachowaniu najdrobniejszych zmian. Podniósł również na moment lornetę do oczu, aby raz jeszcze spróbować się przyjrzeć runom na łańcuchu.
// Percepcja ◉◉◉◉○ na podpatrywanie, czy ktoś nie zaczyna zachowywać się dziwnie.
// Ponieważ mam lornetkę, pozwolę sobie rzucić WOŚ ◉◉◉◉○ w zestawie z Pieczętowaniem (III) oraz Starożytnymi runami (I) na kolejną próbę zrozumienia, o co chodzi z tym łańcuchem
To był obłęd. Oni wszyscy popadali w jakiś obłęd.
Trelawney spojrzał na stworka zawieszonego przed nimi w powietrzu. Widział, jak bielmo znika z krecich oczu… duch!
— Uwaga! — Przeskoczył wzrokiem po swoich towarzyszach, jakby spodziewał się, że ujrzy, jak niematerialny pasażer na gapę zagarnia któreś z nich. — To zwierzę było opętane. Duch właśnie je opuścił. Musi teraz szukać nowego naczynia. Uważajmy na siebie nawzajem. Jeszcze tam, na powierzchni, jedno z nas zostało już na chwilę opętane. — Jedno z nas. Nie on. Choć zapewne mogli spekulować co do tego, o kim mówi.
Mężczyzna chwycił unieruchomionego w powietrzu zwierzaka i wcisnął go do swojej torby, zapinając ją dokładnie zamek. Musiał brać pod uwagę, że gryzoń zniszczy jego dzienniki oprawione w drogą włoską skórę, lecz… cóż, bardziej niż utraty cennych przedmiotów i notatek, bał się puszczenia kreta samopas po jaskini i dania mu ponownie szansy na uwolnienie potwora.
W roztargnieniu odebrał od Ceolsige lornetę. Serce wróżbity nie przestawało bić szybko, a nerwy pozostawały napięte, lecz miał w sobie cały czas pragmatyzm. Jego pragmatyzm był egocentryczny. Żyli w społeczeństwie zorganizowanym w taki sposób, aby za bezpieczeństwo i porządek odpowiadali ci, którzy mieli chęć i kompetencje nadstawiać karku. Ludzie tacy jak młoda Bletchley. Służby były na wyciągnięcie ręki… Helena zdążyła już ich zapewne wezwać. Mogli zjawić się lada chwila i…
Cholera jasna, kiedy on się stał taki zachowawczy?
Od wybuchu wojny zaczął cenić swoje życie wyżej niż wcześniej.
— Miałem widzenie — powiedział, nie ruszając się ze swojego miejsca pod ścianą. — Te… kobiety — nie pasowało już do nich to określenie — są siostrami. W mojej wizji pływy morza poruszały się w rytmie ich głosów. Na koniec trzy z nich utonęły. Tamta — nie było wątpliwości, o którą część hybrydy chodziło — błagała do ostatniej chwili. — Wahał się, czy to wyznać. Obawiał się, że to podsyci wariackie pomysły wewnątrz grupy.
Błagała do ostatniej chwili… więc zapewne było w niej jeszcze człowieczeństwo. Niektórzy ludzie nie potrafili obok takiej informacji przejść obojętnie. Jak widać Peregrinus Trelawney był jedną z tych osób, skoro wyznanie wymsknęło mu się mimo oporów.
Widząc Ceolsige pchającą się w zasięg potwora, Peregrinus bał się wykonać jakikolwiek gwałtowniejszy ruch, aby nie zdradzić skradającej się kobiety. Polegał więc wciąż wyłącznie na swoich oczach i umyśle. Kontrolował co chwilę towarzyszy, wypatrując w ich twarzach i zachowaniu najdrobniejszych zmian. Podniósł również na moment lornetę do oczu, aby raz jeszcze spróbować się przyjrzeć runom na łańcuchu.
// Percepcja ◉◉◉◉○ na podpatrywanie, czy ktoś nie zaczyna zachowywać się dziwnie.
Rzut PO 1d100 - 31
Słaby sukces...
Słaby sukces...
// Ponieważ mam lornetkę, pozwolę sobie rzucić WOŚ ◉◉◉◉○ w zestawie z Pieczętowaniem (III) oraz Starożytnymi runami (I) na kolejną próbę zrozumienia, o co chodzi z tym łańcuchem
Rzut PO 1d100 - 18
Akcja nieudana
Akcja nieudana
źródło?
objawiono mi to we śnie
objawiono mi to we śnie