18.06.2026, 10:59 ✶
Hannibal miał rację: powinni spierdalać — i to w momencie, gdy ich oczom ukazała się ta kreatura, która nie zwiastowała od początku niczego dobrego. Wtedy była jeszcze szansa, teraz… teraz Peregrinus nie widział już szansy odwrotu.
Nie dopóki była z nimi ta obłąkana kobieta, która z uporem pchała się w paszczę bestii. Trelawney już wiedział, że w Londynie na widok Ceolsige Burke będzie przechodził na drugą stronę ulicy — nie z braku sympatii, lecz z obawy, że ciągnie się za Burke jakieś niebezpieczeństwo, które i jego trafi rykoszetem.
W tamtej chwili Ceolsige przecierała szlak przez przeklętą jaskinię potwora i aż kusiła, aby pójść za nią. Ku swemu nieszczęściu, Peregrinus temu kuszeniu ulegał. Do jego duszy łatwo przemawiała tajemnica, choćby potworna. Szybko budziła się w nim chorobliwa ciekawość, silniejsza niż strach i obrzydzenie. I dokąd ich ta lekkomyślność zaprowadzi?
Dlatego mimo iż z sufitu padały głazy, które trzaskały wokół nich, a potwora z ołtarza odstręczała wyglądem i morderczymi zapędami, na skinienie Ceolsige Peregrinus ruszył spod ściany. Wędrowali wkrótce ku łańcuchowi ramię w ramię, a wokół nich rozwijała się pieśń maszkary splątana z zachwycającym w każdych innych okolicznościach śpiewem Hannibala. Trelawney nogi miał jak z waty i cudem się nie trząsł.
— Pani jest szalona — oskarżył wróżbita, gdy zrównał krok z Ceolsige. Nie pozwolił sobie na długie przyglądanie się jej, nieustannie skupiony na pilnowaniu tego, z której to strony nadejdzie niebezpieczeństwo. Z przelotnego zerknięcia dojrzał jednak mężczyzna, w jak złym stanie jest Burke. — Proszę mieć dla siebie samej litość — bąknął, wciskając jej tarczę, którą otrzymał od Hestii.
Gdy posuwali się do przodu, Peregrinus spróbował swoją magią ponownie unieruchomić dwie z macek (bądź inne odnóża, które w jego ocenie najwięcej im mogły w bieżącej sytuacji zaszkodzić).
// kontynuując trend z poprzedniego posta, próbuję dwa razy translokacją [◉◉◉○○] zamrozić w bezruchu macki (bądź inne odnóże)
Wtem Peregrinus poczuł coś obcego w swojej głowie. Doświadczył już tego wcześniej. Kluło się w nim coś zimnego, nienawistnego… Nagle inaczej patrzył na bestię. Zbliżając się do niej, czuł nadzieję. Obcą nadzieję. Chciał potworność uwolnić — z przerażeniem odkrył tę myśl w sobie, a jednak do siebie nienależącą. Spanikowany spróbował wyrwać się z widmowych szponów podstępnie skradającego się po jego umyśle ducha.
// broniąc się przed duchem, dwa razy rzucam na charyzmę [ ◉◉○○○] z modyfikatorem -10 wynikającym z zawady Samotnik
Nie dopóki była z nimi ta obłąkana kobieta, która z uporem pchała się w paszczę bestii. Trelawney już wiedział, że w Londynie na widok Ceolsige Burke będzie przechodził na drugą stronę ulicy — nie z braku sympatii, lecz z obawy, że ciągnie się za Burke jakieś niebezpieczeństwo, które i jego trafi rykoszetem.
W tamtej chwili Ceolsige przecierała szlak przez przeklętą jaskinię potwora i aż kusiła, aby pójść za nią. Ku swemu nieszczęściu, Peregrinus temu kuszeniu ulegał. Do jego duszy łatwo przemawiała tajemnica, choćby potworna. Szybko budziła się w nim chorobliwa ciekawość, silniejsza niż strach i obrzydzenie. I dokąd ich ta lekkomyślność zaprowadzi?
Dlatego mimo iż z sufitu padały głazy, które trzaskały wokół nich, a potwora z ołtarza odstręczała wyglądem i morderczymi zapędami, na skinienie Ceolsige Peregrinus ruszył spod ściany. Wędrowali wkrótce ku łańcuchowi ramię w ramię, a wokół nich rozwijała się pieśń maszkary splątana z zachwycającym w każdych innych okolicznościach śpiewem Hannibala. Trelawney nogi miał jak z waty i cudem się nie trząsł.
— Pani jest szalona — oskarżył wróżbita, gdy zrównał krok z Ceolsige. Nie pozwolił sobie na długie przyglądanie się jej, nieustannie skupiony na pilnowaniu tego, z której to strony nadejdzie niebezpieczeństwo. Z przelotnego zerknięcia dojrzał jednak mężczyzna, w jak złym stanie jest Burke. — Proszę mieć dla siebie samej litość — bąknął, wciskając jej tarczę, którą otrzymał od Hestii.
Gdy posuwali się do przodu, Peregrinus spróbował swoją magią ponownie unieruchomić dwie z macek (bądź inne odnóża, które w jego ocenie najwięcej im mogły w bieżącej sytuacji zaszkodzić).
// kontynuując trend z poprzedniego posta, próbuję dwa razy translokacją [◉◉◉○○] zamrozić w bezruchu macki (bądź inne odnóże)
Rzut Z 1d100 - 37
Słaby sukces...
Słaby sukces...
Rzut Z 1d100 - 1
Krytyczna porażka
Krytyczna porażka
Wtem Peregrinus poczuł coś obcego w swojej głowie. Doświadczył już tego wcześniej. Kluło się w nim coś zimnego, nienawistnego… Nagle inaczej patrzył na bestię. Zbliżając się do niej, czuł nadzieję. Obcą nadzieję. Chciał potworność uwolnić — z przerażeniem odkrył tę myśl w sobie, a jednak do siebie nienależącą. Spanikowany spróbował wyrwać się z widmowych szponów podstępnie skradającego się po jego umyśle ducha.
// broniąc się przed duchem, dwa razy rzucam na charyzmę [ ◉◉○○○] z modyfikatorem -10 wynikającym z zawady Samotnik
Rzut N 1d100-10 - 7 -10 = -3
Rzut N 1d100-10 - 82 -10 = 72
Sukces!
Sukces!
źródło?
objawiono mi to we śnie
objawiono mi to we śnie