21.06.2026, 22:22 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.06.2026, 22:22 przez Cynthia Flint.)
Uśmiechnęła się pod nosem, a rozbawienie na ułamek sekundy przemknęło przez jej wyrazistą twarz i jasne oczy, stanowiąc cichą odpowiedź na przekąs tak wyraźnie obecny w głębokim głosie Leviathana. Jak wielu durnych mężczyzn w swoim życiu już poznała, którzy ponad wszystko nie znosili sytuacji, gdy ktoś poza nimi samymi mógł mieć w jakikolwiek sposób rację? Usiadła wygodniej na twardym drewnie, swobodniej opierając się o oparcie ławki i powolnym ruchem palców przesuwając po delikatnym materiale sukni na swoich nogach. Wbiła nieruchome spojrzenie gdzieś przed siebie, w otwartą przestrzeń wokół nich. Z Rowlem od zawsze wszystko wydawało się niezwykle lekkie. Nie musieli bezustannie rozmawiać, a i tak ta specyficzna swoboda panująca pomiędzy nimi sprawiała, że Cynthia mogła wreszcie głęboko odetchnąć – bez uciążliwego, rozważnego dobierania każdego kolejnego słowa. Leviathan był niewątpliwie niestandardowym, wręcz osobliwym typem mężczyzny na współczesnym rynku matrymonialnym, ale wcale nie oznaczało to, że był kimś gorszym lub mało interesującym tylko dlatego, że drastycznie różnił się od sztucznych dżentelmenów brylujących na londyńskich salonach. Przeciwnie, Flint sądziła, że miał on naprawdę wiele wartościowego do zaoferowania światu, gdyby tylko ktoś potrafił odpowiednio głęboko do niego dotrzeć i sprawić, by dwa skrajne elementy zaczęły się uzupełniać.
– A czy to ma obecnie jakiekolwiek realne znaczenie, ile dokładnie czasu minęło? – odparła z delikatnym wzruszeniem ramion, odwracając twarz w jego stronę i lustrując sylwetkę czarodzieja uważnym wzrokiem. – Społeczeństwo i tak zawsze cię bezlitośnie oceni, niezależnie od tego, co ostatecznie zrobisz. Najważniejsze, to nauczyć się jakoś żyć w zgodzie z samym sobą. I jeśli tylko poczujesz, chociażby jutro, Levi, że to jest dla ciebie właściwy krok, nawet się przez sekundę nie zastanawiaj.
Był mężczyzną, a c[o za tym idzie – w tym skostniałym świecie był od urodzenia uprzywilejowany. Gdyby to kobieta z wyższych sfer zaręczyła się kolejny raz szybciej, niż według rygorystycznych standardów socjety wypadało, na salonach wybuchłby towarzyski skandal stulecia. Im jednak, dumnym synom rodów czystej krwi, wybaczano niemal wszystko, wielkodusznie zrzucając wszelkie moralne błędy i potknięcia na burzliwą młodość. Nie było to sprawiedliwe, ale tak właśnie działał ten świat i nikt z obecnych nie miał w sobie tyle mocy, aby to zmienić. Nawet gdyby sam Czarnoksiężnik miał lada dzień zająć upragnione miejsce na samym szczycie władzy, pewne głęboko zakorzenione nawyki czarodziejów i tak nie uległyby zmianie. Skoro więc Rowle miał teraz realną szansę gonić – a może raczej spróbować schwytać i zatrzymać, własne szczęście, to powinien to bez wahania zrobić, jeśli tylko tak podpowie mu zarówno chłodny rozum, jak i serce. Prawdziwe szczęście w tych mrocznych czasach było przecież rzeczą niezwykle trudną do odnalezienia. Jej własny ojciec coraz częściej i bardziej natarczywie wspominał w domu o konieczności jej szybkiego wyjścia za mąż. Ona jednak bezustannie broniła się przed zaaranżowanym małżeństwem nawałem pracy w Ministerstwie oraz mglistą perspektywą kolejnego awansu – w gruncie rzeczy niemożliwego, ponieważ wyższego stanowiska w swojej dziedzinie nie mogła już zdobyć, podlegając bezpośrednio pod samego szefa Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów. Zasłaniała się więc rzekomo bardzo ważnymi, tajnymi badaniami naukowymi.
– Rozumiem. Zajmę się tą sprawą w poniedziałek, może uda mi się dowiedzieć czegoś konkretneg. – kontynuowała już znacznie poważniejszym tonem. – Klątwy mają to do siebie, że im dłużej bezkarnie tkwią na ciele ofiary, tym mocniej i głębiej przylegają do jej magicznego źródła oraz struktury duszy. Po latach niezwykle ciężko jest je bezpiecznie usunąć bez uszkodzenia pacjenta. Próbowałeś już samodzielnie to zdjąć, pomimo wyraźnego braku oficjalnej diagnozy?
Zapytała z żywym zainteresowaniem, ściągając brwi na kilka sekund w geście, który był jawnym wyrazem jej głębokiego niezadowolenia, że akurat jego musiało spotkać tak podstępne nieszczęście. Leviathan od zawsze był jej ulubieńcem ze wszystkich przedstawicieli rodu Rowle’ów – chociaż do małej Mony też miała ogromną słabość, dostrzegając pomiędzy sobą, a nią, kilka podobieństw. Na tragicznych przykładach codziennie badanych przez siebie zwłok Cynthia doskonale wiedziała, jak potwornie destrukcyjne dla żywego organizmu potrafią być zakotwiczone, zaawansowane czarne zaklęcia. Powinna w tej samej chwili wprost zapytać go o jego nieroztropne posługiwanie się czarną magią w przeszłości, ale nie potrafiła się na to zdobyć. Na pewno nie w tak publicznym miejscu. Samodzielne spaczenie magiczne oraz błędne, chaotyczne połączenie silnych uroków również mogło wywołać podobne, trudne do wyleczenia efekty uboczne. Grunt ten jednak wciąż pozostawał niezwykle słabo zbadany przez oficjalną medycynę, jako że przeciętni uzdrawiciele po prostu panicznie bali się podobnych, nielegalnych eksperymentów.
– Zawsze mam dla ciebie czas, Levi. – zapewniła go nagle ciepłym tonem, który bezsprzecznie stwierdzał najbardziej oczywistą rzecz na świecie. Cynthia była z natury wyjątkowo lojalnym człowiekiem – jeśli tylko ktoś zdołał już zniszczyć jej mury, dotrzeć do skrywanego serca i stać się dla niej autentycznie ważny. Choć ta jej niezłomna lojalność nie zawsze przejawiała się w jasny i oczywisty dla otoczenia sposób. Powolnym ruchem ujęła jego dłoń, przyjemnie ciepłą i potężną na tle jej własnych, wiecznie lodowatych palców – i zacisnęła na niej lekko swoje dłonie, uprzednio odpowiednio układając palce we właściwych miejscach. – Jestem w końcu głównym koronerem Urzędu Aurorów. Ostatnio zdecydowanie wolą mnie widzieć przy biurku nad raportami niż w samej pracowni anatomopatologicznej, a już tym bardziej nie życzą sobie mojej obecności bezpośrednio w niebezpiecznym terenie. Najwidoczniej wyszkoliłam swoich stażystów na tyle dobrze, że mogą teraz samodzielnie przeprowadzać rutynowe sekcje zwłok, podczas gdy ja mogę wreszcie zająć się… specjalnymi przypadkami.
Te ostatnie słowa wypowiedziała znacznie ciszej, niemal szeptem. Podniosła na chwilę głowę, pozwalając, aby ich spojrzenia spotkały się w pełnej, intymnej ciszy. Z rozmysłem docisnęła wrażliwe opuszki palców bezpośrednio do tętniącego nadgarstka mężczyzny. Leviathan faktycznie mógł w tym samym ułamku sekundy poczuć dziwne, pulsujące i rozlewające się kojącą falą po całym jego ciele fizyczne ciepło. Dziewczyna wiedziała doskonale, że aby mu realnie pomóc, będzie musiała za moment sięgnąć po coś znacznie potężniejszego i mroczniejszego niż tradycyjna magia lecznicza. Pytanie tylko, czy Rowle był na tyle biegły w sztukach zakazanych, że bez trudu wykryłby w tej uzdrawiającej fali te drobne, specyficzne ślady antycznej nekromancji?[/b]
– A czy to ma obecnie jakiekolwiek realne znaczenie, ile dokładnie czasu minęło? – odparła z delikatnym wzruszeniem ramion, odwracając twarz w jego stronę i lustrując sylwetkę czarodzieja uważnym wzrokiem. – Społeczeństwo i tak zawsze cię bezlitośnie oceni, niezależnie od tego, co ostatecznie zrobisz. Najważniejsze, to nauczyć się jakoś żyć w zgodzie z samym sobą. I jeśli tylko poczujesz, chociażby jutro, Levi, że to jest dla ciebie właściwy krok, nawet się przez sekundę nie zastanawiaj.
Był mężczyzną, a c[o za tym idzie – w tym skostniałym świecie był od urodzenia uprzywilejowany. Gdyby to kobieta z wyższych sfer zaręczyła się kolejny raz szybciej, niż według rygorystycznych standardów socjety wypadało, na salonach wybuchłby towarzyski skandal stulecia. Im jednak, dumnym synom rodów czystej krwi, wybaczano niemal wszystko, wielkodusznie zrzucając wszelkie moralne błędy i potknięcia na burzliwą młodość. Nie było to sprawiedliwe, ale tak właśnie działał ten świat i nikt z obecnych nie miał w sobie tyle mocy, aby to zmienić. Nawet gdyby sam Czarnoksiężnik miał lada dzień zająć upragnione miejsce na samym szczycie władzy, pewne głęboko zakorzenione nawyki czarodziejów i tak nie uległyby zmianie. Skoro więc Rowle miał teraz realną szansę gonić – a może raczej spróbować schwytać i zatrzymać, własne szczęście, to powinien to bez wahania zrobić, jeśli tylko tak podpowie mu zarówno chłodny rozum, jak i serce. Prawdziwe szczęście w tych mrocznych czasach było przecież rzeczą niezwykle trudną do odnalezienia. Jej własny ojciec coraz częściej i bardziej natarczywie wspominał w domu o konieczności jej szybkiego wyjścia za mąż. Ona jednak bezustannie broniła się przed zaaranżowanym małżeństwem nawałem pracy w Ministerstwie oraz mglistą perspektywą kolejnego awansu – w gruncie rzeczy niemożliwego, ponieważ wyższego stanowiska w swojej dziedzinie nie mogła już zdobyć, podlegając bezpośrednio pod samego szefa Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów. Zasłaniała się więc rzekomo bardzo ważnymi, tajnymi badaniami naukowymi.
– Rozumiem. Zajmę się tą sprawą w poniedziałek, może uda mi się dowiedzieć czegoś konkretneg. – kontynuowała już znacznie poważniejszym tonem. – Klątwy mają to do siebie, że im dłużej bezkarnie tkwią na ciele ofiary, tym mocniej i głębiej przylegają do jej magicznego źródła oraz struktury duszy. Po latach niezwykle ciężko jest je bezpiecznie usunąć bez uszkodzenia pacjenta. Próbowałeś już samodzielnie to zdjąć, pomimo wyraźnego braku oficjalnej diagnozy?
Zapytała z żywym zainteresowaniem, ściągając brwi na kilka sekund w geście, który był jawnym wyrazem jej głębokiego niezadowolenia, że akurat jego musiało spotkać tak podstępne nieszczęście. Leviathan od zawsze był jej ulubieńcem ze wszystkich przedstawicieli rodu Rowle’ów – chociaż do małej Mony też miała ogromną słabość, dostrzegając pomiędzy sobą, a nią, kilka podobieństw. Na tragicznych przykładach codziennie badanych przez siebie zwłok Cynthia doskonale wiedziała, jak potwornie destrukcyjne dla żywego organizmu potrafią być zakotwiczone, zaawansowane czarne zaklęcia. Powinna w tej samej chwili wprost zapytać go o jego nieroztropne posługiwanie się czarną magią w przeszłości, ale nie potrafiła się na to zdobyć. Na pewno nie w tak publicznym miejscu. Samodzielne spaczenie magiczne oraz błędne, chaotyczne połączenie silnych uroków również mogło wywołać podobne, trudne do wyleczenia efekty uboczne. Grunt ten jednak wciąż pozostawał niezwykle słabo zbadany przez oficjalną medycynę, jako że przeciętni uzdrawiciele po prostu panicznie bali się podobnych, nielegalnych eksperymentów.
– Zawsze mam dla ciebie czas, Levi. – zapewniła go nagle ciepłym tonem, który bezsprzecznie stwierdzał najbardziej oczywistą rzecz na świecie. Cynthia była z natury wyjątkowo lojalnym człowiekiem – jeśli tylko ktoś zdołał już zniszczyć jej mury, dotrzeć do skrywanego serca i stać się dla niej autentycznie ważny. Choć ta jej niezłomna lojalność nie zawsze przejawiała się w jasny i oczywisty dla otoczenia sposób. Powolnym ruchem ujęła jego dłoń, przyjemnie ciepłą i potężną na tle jej własnych, wiecznie lodowatych palców – i zacisnęła na niej lekko swoje dłonie, uprzednio odpowiednio układając palce we właściwych miejscach. – Jestem w końcu głównym koronerem Urzędu Aurorów. Ostatnio zdecydowanie wolą mnie widzieć przy biurku nad raportami niż w samej pracowni anatomopatologicznej, a już tym bardziej nie życzą sobie mojej obecności bezpośrednio w niebezpiecznym terenie. Najwidoczniej wyszkoliłam swoich stażystów na tyle dobrze, że mogą teraz samodzielnie przeprowadzać rutynowe sekcje zwłok, podczas gdy ja mogę wreszcie zająć się… specjalnymi przypadkami.
Te ostatnie słowa wypowiedziała znacznie ciszej, niemal szeptem. Podniosła na chwilę głowę, pozwalając, aby ich spojrzenia spotkały się w pełnej, intymnej ciszy. Z rozmysłem docisnęła wrażliwe opuszki palców bezpośrednio do tętniącego nadgarstka mężczyzny. Leviathan faktycznie mógł w tym samym ułamku sekundy poczuć dziwne, pulsujące i rozlewające się kojącą falą po całym jego ciele fizyczne ciepło. Dziewczyna wiedziała doskonale, że aby mu realnie pomóc, będzie musiała za moment sięgnąć po coś znacznie potężniejszego i mroczniejszego niż tradycyjna magia lecznicza. Pytanie tylko, czy Rowle był na tyle biegły w sztukach zakazanych, że bez trudu wykryłby w tej uzdrawiającej fali te drobne, specyficzne ślady antycznej nekromancji?[/b]