20.07.2026, 17:01 ✶
– Nie mówiłeś. Ale jestem w stanie cię zrozumieć. Aż żałuję, że nigdy nie zabrałem tu mojej Enid na wakacje – westchnął. Zwykle na wczasy jeździł do kurortów do ciepłych krajów. Był na Kanarach, Malediwach, lubił francuskie wybrzeże i Grecję. Okazywało się jednak potem, że marnował przy tym szansę poznania lepiej swych rodzimych stron. Musiał się rozeznać w sprawie szkockich hoteli. Na pewno mieli coś z odpowiednią ilością gwiazdek. Nie chciał jednak opowiadać o tym Adrianowi, bo o ile dbał, żeby pensja pracowników biura była wysoka, to wiedział, że mentalność bogacza bywała przytłaczająca.
Pies zignorował zarówno jego, jak i Norwida. Wciąż kierował się w stronę mostu, jakby zahipnotyzowany. Robert zmarszczył brwi. Coś było zdecydowanie nie tak.
– Nic nie mam, ale nie sądzę, żeby to specjalnie pomogło – powiedział, przyglądając się psu. Nie mógł sobie pozwolić na noszenie przysmaków w kieszeniach. Nie kiedy musiał wyglądać i pachnieć nienagannie. Gdyby wysypały mu się z kieszeni psie chrupki.. Znalazłby się w plotkarskiej rubryce Proroka Codziennego. A czystokrwiści oczekiwali od swoich oficjeli absolutnej nienaganności. Nie, żeby sami tacy w rzeczywistości byli. Robert wiedział jednak, że wiele osób wpływowych uważało psy za brudne kreatury, które były raczej zwierzętami trzymanymi przez mugoli. – Chodźmy za nim.
Ach tak, ten jego instynkt przetrwania, jak zwykle wadliwy. Robert, jako ważna osoba w państwie, która powinna na siebie niezwykle uważać, często miał tendencję do pakowania się w różnorakie tarapaty. Raz napotkał zjawę w którejś alejce na Pokątnej, znajdował w domu dziwaczne obiekty, a ostatnio miał bardzo interesujące golfowe spotkanie z wampirem. A jednak tu chodziło o życie psa. A Robert wiedział, że były to istoty tak życzliwe i dobre, że nie można było zostawić tej sytuacji.
Piesek zatrzymał się na kamiennym moście. Odwrócił się niemal mechanicznie, wskoczył na niską barierkę. Pisnął cicho, jakby przestraszony. Drżał na swoich łapkach, zupełnie jakby było mu zimno. Coś zdecydowanie się działo. Gryfoński instynkt Roberta zadziałał. Zerwał się biegiem w stronę mostu, ale nie był dostatecznie szybki. Piesek skoczył.
– Bogowie! Kurwa mać! – krzyknął Robert. Wyjrzał przez barierkę, gdzie w dość głębokiej rzeczce piesek jeszcze starał się utrzymać na powierzchni, raptownie machając łapkami. Sędzia nie wahał się. Zrzucił z siebie swoją drogą szatę od Rosierów, pozwolił jej opaść na ziemię. Strząsnął buty z nóg. Potem usiadł na barierce i opuścił się do zimnej wody, zanim jego rozsądniejszy pracownik zdążył go od tego odciągnąć.
Pies zignorował zarówno jego, jak i Norwida. Wciąż kierował się w stronę mostu, jakby zahipnotyzowany. Robert zmarszczył brwi. Coś było zdecydowanie nie tak.
– Nic nie mam, ale nie sądzę, żeby to specjalnie pomogło – powiedział, przyglądając się psu. Nie mógł sobie pozwolić na noszenie przysmaków w kieszeniach. Nie kiedy musiał wyglądać i pachnieć nienagannie. Gdyby wysypały mu się z kieszeni psie chrupki.. Znalazłby się w plotkarskiej rubryce Proroka Codziennego. A czystokrwiści oczekiwali od swoich oficjeli absolutnej nienaganności. Nie, żeby sami tacy w rzeczywistości byli. Robert wiedział jednak, że wiele osób wpływowych uważało psy za brudne kreatury, które były raczej zwierzętami trzymanymi przez mugoli. – Chodźmy za nim.
Ach tak, ten jego instynkt przetrwania, jak zwykle wadliwy. Robert, jako ważna osoba w państwie, która powinna na siebie niezwykle uważać, często miał tendencję do pakowania się w różnorakie tarapaty. Raz napotkał zjawę w którejś alejce na Pokątnej, znajdował w domu dziwaczne obiekty, a ostatnio miał bardzo interesujące golfowe spotkanie z wampirem. A jednak tu chodziło o życie psa. A Robert wiedział, że były to istoty tak życzliwe i dobre, że nie można było zostawić tej sytuacji.
Piesek zatrzymał się na kamiennym moście. Odwrócił się niemal mechanicznie, wskoczył na niską barierkę. Pisnął cicho, jakby przestraszony. Drżał na swoich łapkach, zupełnie jakby było mu zimno. Coś zdecydowanie się działo. Gryfoński instynkt Roberta zadziałał. Zerwał się biegiem w stronę mostu, ale nie był dostatecznie szybki. Piesek skoczył.
– Bogowie! Kurwa mać! – krzyknął Robert. Wyjrzał przez barierkę, gdzie w dość głębokiej rzeczce piesek jeszcze starał się utrzymać na powierzchni, raptownie machając łapkami. Sędzia nie wahał się. Zrzucił z siebie swoją drogą szatę od Rosierów, pozwolił jej opaść na ziemię. Strząsnął buty z nóg. Potem usiadł na barierce i opuścił się do zimnej wody, zanim jego rozsądniejszy pracownik zdążył go od tego odciągnąć.
Vox populi
Królami świata rządzi dziś strach
Bo gubią się we własnych sidłach i grach
W walce o to, by wciąż zajmować sam szczyt
Budują mur, by ukryć ból swój i wstyd.
Królami świata rządzi dziś strach
Bo gubią się we własnych sidłach i grach
W walce o to, by wciąż zajmować sam szczyt
Budują mur, by ukryć ból swój i wstyd.