22.07.2026, 12:42 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.07.2026, 12:58 przez Woody Tarpaulin.)
Woody z pokorą przyjmował wszystkie surowe oceny, jakie kierowano pod jego adresem. Był z tym pogodzony i w głębi ducha uważał, że są dokładnie tym, na co zasługuje. Brał je podświadomie jako część pokuty, którą winien był społeczeństwu, mimo że na zewnątrz twardo utrzymywał, że żadnych błędów nigdy nie popełnił. Sumienie działało w nim niezależnie od jego przekonań.
Nie lgnął więc do żadnej gildii. Nie szukał wśród zwykłych przedsiębiorców towarzystwa. Pozwalał się swobodnie opływać szambom Nokturnu.
— Ja bym panu, panie Ollivander, wyliczył paru takich, co wcale na żadną pomoc nie zasługują — odparł, mając na myśli najgorszych z najgorszych. Morderców, czarnoksiężników, śmierciożerców…
Źle wybrzmiało to jednakże w kontekście tego, co nastąpiło tuż po tych jego słowach.
Ogień rozpełgł się po torbie z pościelą i Tarp przez chwilę jak sparaliżowany wpatrywał się w ów płomień. Ogień nas oczyści, rezonowało mu wciąż w głowie. Wtem oprzytomniał. Choć wciąż ogarnięty lękiem, otrzeźwiał na tyle, aby dotarło do niego, co zrobił. Natychmiast rzucił się rozpraszać zaklęcie.
// rozproszenie ◉◉◉○○ na zdjęcie tego jebanego zaklęcia ognistego
Ogień zgasł z cichym syknięciem. Czarodziej zamrugał kilka razy, otrząsając się z resztek panicznego ataku, który pozostawił go wstrząśniętego. Zaciskał rękę na różdżce tak kurczowo, że bielały paluchy. Oddychał głośno. Po strachu płynnie ogarnęła nim furia. Wściekłość na to, co się właśnie wydarzyło — i bogowie tylko raczą wiedzieć, czy więcej był wściekły na siebie, czy na Voldemorta.
To Garrick jednak stał obok. To na Garricka Tarpaulin spojrzał strasznym wzrokiem, który niejednemu zbirowi z Nokturnu odebrał animusz. Spod czarnej śliwy zdobiącej oko chłopa okropniejszy jeszcze się on zdawał, gdy stał tak wielki nad malutkim Ollivanderem.
— Nie wiem, co we mnie wstąpiło, przepraszam — burknął ponuro, nie wiedząc, jak się tłumaczyć. Nie brzmiał wrogo może, lecz zniknęła wcześniejsza serdeczność i humor. Woody odwrócił twarz, zaciskając szczęki, i pochylił się nad nadpalonymi torbami. — Wzięło to po wierzchu tylko. — Odchylił kilka warstw pościeli. — Nie wszystko… — Się zmarnowało? Zostało przez niego zniszczone. Kurwa.
Nie lgnął więc do żadnej gildii. Nie szukał wśród zwykłych przedsiębiorców towarzystwa. Pozwalał się swobodnie opływać szambom Nokturnu.
— Ja bym panu, panie Ollivander, wyliczył paru takich, co wcale na żadną pomoc nie zasługują — odparł, mając na myśli najgorszych z najgorszych. Morderców, czarnoksiężników, śmierciożerców…
Źle wybrzmiało to jednakże w kontekście tego, co nastąpiło tuż po tych jego słowach.
Ogień rozpełgł się po torbie z pościelą i Tarp przez chwilę jak sparaliżowany wpatrywał się w ów płomień. Ogień nas oczyści, rezonowało mu wciąż w głowie. Wtem oprzytomniał. Choć wciąż ogarnięty lękiem, otrzeźwiał na tyle, aby dotarło do niego, co zrobił. Natychmiast rzucił się rozpraszać zaklęcie.
// rozproszenie ◉◉◉○○ na zdjęcie tego jebanego zaklęcia ognistego
Rzut Z 1d100 - 98
Sukces!
Sukces!
Ogień zgasł z cichym syknięciem. Czarodziej zamrugał kilka razy, otrząsając się z resztek panicznego ataku, który pozostawił go wstrząśniętego. Zaciskał rękę na różdżce tak kurczowo, że bielały paluchy. Oddychał głośno. Po strachu płynnie ogarnęła nim furia. Wściekłość na to, co się właśnie wydarzyło — i bogowie tylko raczą wiedzieć, czy więcej był wściekły na siebie, czy na Voldemorta.
To Garrick jednak stał obok. To na Garricka Tarpaulin spojrzał strasznym wzrokiem, który niejednemu zbirowi z Nokturnu odebrał animusz. Spod czarnej śliwy zdobiącej oko chłopa okropniejszy jeszcze się on zdawał, gdy stał tak wielki nad malutkim Ollivanderem.
— Nie wiem, co we mnie wstąpiło, przepraszam — burknął ponuro, nie wiedząc, jak się tłumaczyć. Nie brzmiał wrogo może, lecz zniknęła wcześniejsza serdeczność i humor. Woody odwrócił twarz, zaciskając szczęki, i pochylił się nad nadpalonymi torbami. — Wzięło to po wierzchu tylko. — Odchylił kilka warstw pościeli. — Nie wszystko… — Się zmarnowało? Zostało przez niego zniszczone. Kurwa.
piw0 to moje paliwo