22.07.2026, 18:19 ✶
— Ano pamiętam — przytaknął gładko jej pierdołom, żeby wilczycy nie dać satysfakcji z rozdrażnienia go tym wybitnym żarcikiem o starych ludziach. — Za czasów dyrektora Dippeta to był inny Hogwart. Była dyscyplina. — Skrzywił się aż, jak mu złośliwa baba wywróżyła zostanie duchem Rejwachu. — Tak staremu źle życzysz? Że ja bym miał po wieczność siedzieć i się z tym tałatajstwem użerać? A idź ty! Będzie wam musiał portret wystarczyć. A spróbujesz mnie po śmierci obudzić do pracy, to popamiętasz — postraszył.
Woody lubiał się śmiać, że po śmierci będą o Rejwach wszyscy ciągnąć losy nad jego ciałem. Każdemu ze swojej ekipy by najchętniej coś zostawił, a prawnicy znali takie sztuczki, aby własność jednej nieruchomości na części dzielić. Niekoniecznie równe.
— No a jak? Ty jesteś mój najpierwszy dziedzic — odparł ze wzruszeniem ramion, jakby to była oczywistość. — Myślisz, że ktoś by z Longbottomów chciał spelunę na Nokturnie? Ta, już widzę, jak się o nią zabijają.
Nawet gdyby Longbottomowie jakimś cudem chcieli pub, to by Woody’ego mogli pocałować w nos. Rejwach zostanie w nokturnowych rękach. Asena na Nokturnie się urodziła, a mimo to nie miała tam swojego miejsca poza jego dziuplą. Nie wyobrażał sobie zatem Tarpaulin, żeby jego śmierć miała być powodem, dla którego i to miejsce będzie jej odebrane. Jeśliby stary dzielił dziś Rejwach, to Greyback dostałaby się część największa — z tytułu zasługi lat, które razem tam spędzili.
— Jak nam się uda kiedyś zadusić wiwerniarza, ubić mu ten biznes, zaorać — zaczął z pasją — to wykupimy lokal za bezcen i otworzymy w Wiwernie filię Rejwachu. Co ty na to? — Puścił jej oczko pochylony nad zupą, a oczy mu się chichrały chytrze, jak dawniej, przed Spaloną Nocą. — Wtedy się Białego Wiwerna podzieli w testamencie między chłopaków, ale Rejwach… zawsze twój. — Siorbnął, mlasnął. Dobre, ale nie takie jak u nich, domowe-lewisowe. — Ale-ale. Jeszcze się długo nie wybieram na tamten świat — zastrzegł.
A jednak odkąd się wojna zaczęła, o testamencie myślał coraz poważniej.
Woody lubiał się śmiać, że po śmierci będą o Rejwach wszyscy ciągnąć losy nad jego ciałem. Każdemu ze swojej ekipy by najchętniej coś zostawił, a prawnicy znali takie sztuczki, aby własność jednej nieruchomości na części dzielić. Niekoniecznie równe.
— No a jak? Ty jesteś mój najpierwszy dziedzic — odparł ze wzruszeniem ramion, jakby to była oczywistość. — Myślisz, że ktoś by z Longbottomów chciał spelunę na Nokturnie? Ta, już widzę, jak się o nią zabijają.
Nawet gdyby Longbottomowie jakimś cudem chcieli pub, to by Woody’ego mogli pocałować w nos. Rejwach zostanie w nokturnowych rękach. Asena na Nokturnie się urodziła, a mimo to nie miała tam swojego miejsca poza jego dziuplą. Nie wyobrażał sobie zatem Tarpaulin, żeby jego śmierć miała być powodem, dla którego i to miejsce będzie jej odebrane. Jeśliby stary dzielił dziś Rejwach, to Greyback dostałaby się część największa — z tytułu zasługi lat, które razem tam spędzili.
— Jak nam się uda kiedyś zadusić wiwerniarza, ubić mu ten biznes, zaorać — zaczął z pasją — to wykupimy lokal za bezcen i otworzymy w Wiwernie filię Rejwachu. Co ty na to? — Puścił jej oczko pochylony nad zupą, a oczy mu się chichrały chytrze, jak dawniej, przed Spaloną Nocą. — Wtedy się Białego Wiwerna podzieli w testamencie między chłopaków, ale Rejwach… zawsze twój. — Siorbnął, mlasnął. Dobre, ale nie takie jak u nich, domowe-lewisowe. — Ale-ale. Jeszcze się długo nie wybieram na tamten świat — zastrzegł.
A jednak odkąd się wojna zaczęła, o testamencie myślał coraz poważniej.
piw0 to moje paliwo