06.08.2026, 14:38 ✶
Może powinni się trochę poczuwać z Vakelem do winy za to, że Lyssę puścili na tę randkę. Postawili jej wróżbę, to prawda, lecz nic w tej wróżbie nie zwiastowało aż takiej katastrofy. Trelawney odetchnął z ulgą, gdy usłyszał, że nic się poważnego nie stało, choć doświadczenie z pewnością dla Lyssy przyjemne nie było. Może kiedyś będzie się jeszcze z tego śmiać — pomyślał Peregrinus, lecz zwątpił prędko. Na tyle, na ile zdążył poznać dziewczynę, to nie puszczała spraw łatwo w niepamięć. Nie puszczała ich w niepamięć w ogóle.
— Jak sobie życzysz. — Uwolniony z uścisku Lyssy Peregrinus od razu odstąpił krok, aby zmniejszyć swoje szanse na bycie pochwyconym ponownie. — Mam wysłać instrukcje do kucharza czy idziemy na miasto? — zapytał, gotów oba zorganizować, aby poprawić dziewczynie humor po tym przykrym incydencie, za który czuł się częściowo odpowiedzialny.
Zaraz jednak przypomniał sobie o jeszcze jednej rzeczy. Bez słowa wytłumaczenia poszedł do swojego biurka i wyciągnął z szuflady przewiązany wstążką pakiet dwóch sześciennych, przeszklonych pudełeczek. W pierwszym znajdował się kawałek czerwonego koralowca, w drugim szkiełko witrażowe. Trzecie pudełeczko, nieobwiązane tasiemką, zawierało kamyk.
— Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin. — Trelawney wręczył czarownicy dwie kostki. — Pierwszy raz spotkałem się z nimi w Egipcie. To przedmioty specjalnie przygotowywane dla widmowidzów, aby przeżywali na seansie z nimi wizje unikalnych doświadczeń z drugiego końca świata. Nie próbowałem sam, z oczywistych względów, ale mam znajomych, którzy zachwalali. Wziąłem ci klasyka, którego widziałem właśnie w Kairze: nurkowanie wśród egipskich koralowców. Specjalnie dla ciebie zamówiłem w wersji bez ryb — uspokoił od razu. — To drugie — wskazał na fragment witrażu — to samotny spacer po zamkniętej części zabytkowego włoskiego kościoła i wizyta w katakumbach. Z muzyką.
Trzecia kostka, nieobjaśniona, wciąż spoczywała w dłoni Peregrinusa, który wahał się, czy ją wręczyć. Zacisnął usta niezdecydowany, po czym zaczął bez entuzjazmu:
— Zamówiłem ci też południową zorzę polarną. Aurora Australis. Podobno przepiękna — mruknął z kwaśną miną. — Przysłali przez pomyłkę… — westchnął — nocną kąpiel z afonwyrami w ludzkiej postaci. Nie wiem, czy to prawdziwe afonwyry. I nie wiem, czy… Wiesz co, nie miałem czasu odesłać i wymienić. Możesz ją wziąć albo reklamuję i za tydzień doniosę ci zorzę — mruknął skrępowany, wyciągając do Lyssy kostkę z kamyczkiem.
— Jak sobie życzysz. — Uwolniony z uścisku Lyssy Peregrinus od razu odstąpił krok, aby zmniejszyć swoje szanse na bycie pochwyconym ponownie. — Mam wysłać instrukcje do kucharza czy idziemy na miasto? — zapytał, gotów oba zorganizować, aby poprawić dziewczynie humor po tym przykrym incydencie, za który czuł się częściowo odpowiedzialny.
Zaraz jednak przypomniał sobie o jeszcze jednej rzeczy. Bez słowa wytłumaczenia poszedł do swojego biurka i wyciągnął z szuflady przewiązany wstążką pakiet dwóch sześciennych, przeszklonych pudełeczek. W pierwszym znajdował się kawałek czerwonego koralowca, w drugim szkiełko witrażowe. Trzecie pudełeczko, nieobwiązane tasiemką, zawierało kamyk.
— Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin. — Trelawney wręczył czarownicy dwie kostki. — Pierwszy raz spotkałem się z nimi w Egipcie. To przedmioty specjalnie przygotowywane dla widmowidzów, aby przeżywali na seansie z nimi wizje unikalnych doświadczeń z drugiego końca świata. Nie próbowałem sam, z oczywistych względów, ale mam znajomych, którzy zachwalali. Wziąłem ci klasyka, którego widziałem właśnie w Kairze: nurkowanie wśród egipskich koralowców. Specjalnie dla ciebie zamówiłem w wersji bez ryb — uspokoił od razu. — To drugie — wskazał na fragment witrażu — to samotny spacer po zamkniętej części zabytkowego włoskiego kościoła i wizyta w katakumbach. Z muzyką.
Trzecia kostka, nieobjaśniona, wciąż spoczywała w dłoni Peregrinusa, który wahał się, czy ją wręczyć. Zacisnął usta niezdecydowany, po czym zaczął bez entuzjazmu:
— Zamówiłem ci też południową zorzę polarną. Aurora Australis. Podobno przepiękna — mruknął z kwaśną miną. — Przysłali przez pomyłkę… — westchnął — nocną kąpiel z afonwyrami w ludzkiej postaci. Nie wiem, czy to prawdziwe afonwyry. I nie wiem, czy… Wiesz co, nie miałem czasu odesłać i wymienić. Możesz ją wziąć albo reklamuję i za tydzień doniosę ci zorzę — mruknął skrępowany, wyciągając do Lyssy kostkę z kamyczkiem.
Koniec sesji
źródło?
objawiono mi to we śnie
objawiono mi to we śnie