17.08.2026, 20:06 ✶
Woody czarodziejom jako ogółowi wcale wyroku życia w ukryciu nie współczuł. Może i historia miała rację, może kiedyś byli ofiarami, ale, na brodę Merlina, to było całe wieki temu. Ileż można z tą martyrologią narodu magicznego? Dziś to żadne były ofiary. I bardzo, kurwa, dobrze, że im nałożyli chomąto Kodeksu Tajności, bo skurwysyny nie zasługiwały na powrót do życia obok mugoli. Oj, już magiczni ekstremiści dali niejeden przykład, że gdyby ich puścić wolno, to by narobili bajzlu. Czarodziej czarodzieja był gotów ukamienować, bo się im coś w kronikach rodowych nie zgadzało, to co dopiero gdyby pojebów eugenicznych dopuścić do mugoli. Dzicz z kompleksami wielkości. Mugole rysowali pacyfki i robili Stonewall, podczas gdy w czarodziejskim ciemnogrodzie tyranistyczne lorodowskie mości rosły jak grzyby po deszczu. To z czym do ludzi?
Gotowała się w Woodym krew gorąca, skłonna do porywczości, gdy przypominał sobie historie osób takich jak Tristan. Tego chłopaka Tarp pamiętał jeszcze jako szczyla siadającego po drugiej stronie jego biurka, żeby mu zadawać pytania, które jako detektyw słyszał już wcześniej od setki innych kadetów, a jednak bez znużenia na każde odpowiadał. Zawsze sobie przy tym pogawędzili, bo Clemens Longbottom to przecież zawsze chętny chwilę przerwy sobie uciąć, pogadać i dopytać, jak tam weekend, no, opowiadaj, młody. I co? Nawet gawędzenie o pogodzie to dla niektórych czarodziejów zbyt wielka łaska, żeby nią obdarzać mugolaka, psia ich mać.
Oglądając krzywdy niewinnych ludzi, których znał i niegdyś na co dzień widywał, Woody pluł sobie w brodę, że podczas swojej służby popełnił zasadniczy błąd: dał się, kuźwa, złapać i stracił tę robotę. Gdyby go tylko dopuścili do tego aresztowanego za śmierciożerstwo Mulcibera czy innego psa, już by Woody Tarp powyciągał ze zgniłych łbów, co trzeba.
Tymczasem pozostawało mu działanie w Zakonie Feniksa, i wiara, że samym tym Zakonem odrobi, co był winien światu.
Tristan otworzył drzwi, Tarpaulin wyszczerzył się w uśmiechu, ukazując przerwę między jedynkami.
— Tristan. Dobrze cię widzieć. — Wyciągnął rękę, żeby mu uścisnąć na powitanie prawicę. Że dobrze go widzieć żywego, nie dodał, lecz Ward był jednym z tych, o których przetrwanie Tarp się był obawiał najwięcej, toteż z ulgą odebrał wcześniej jego wiadomość. Skorzystawszy z zaproszenia, mężczyzna wszedł do środka i rozejrzał się po pachnącym remontem domu. — Ładnie się tu zaczynacie urządzać, praca wre. Nad czym ostatnio działasz, co?
Stary zatknął kciuki za pas i odchylił się, wodząc wzrokiem pod sufity i wysoko po ścianach. Jak trafiał na coś, co ewidentnie ładnie było wykończone, to nawet raz czy dwa pokiwał głową z uznaniem. No bo co? Od razu zaczynać od interesu to nie wypada.
Gotowała się w Woodym krew gorąca, skłonna do porywczości, gdy przypominał sobie historie osób takich jak Tristan. Tego chłopaka Tarp pamiętał jeszcze jako szczyla siadającego po drugiej stronie jego biurka, żeby mu zadawać pytania, które jako detektyw słyszał już wcześniej od setki innych kadetów, a jednak bez znużenia na każde odpowiadał. Zawsze sobie przy tym pogawędzili, bo Clemens Longbottom to przecież zawsze chętny chwilę przerwy sobie uciąć, pogadać i dopytać, jak tam weekend, no, opowiadaj, młody. I co? Nawet gawędzenie o pogodzie to dla niektórych czarodziejów zbyt wielka łaska, żeby nią obdarzać mugolaka, psia ich mać.
Oglądając krzywdy niewinnych ludzi, których znał i niegdyś na co dzień widywał, Woody pluł sobie w brodę, że podczas swojej służby popełnił zasadniczy błąd: dał się, kuźwa, złapać i stracił tę robotę. Gdyby go tylko dopuścili do tego aresztowanego za śmierciożerstwo Mulcibera czy innego psa, już by Woody Tarp powyciągał ze zgniłych łbów, co trzeba.
Tymczasem pozostawało mu działanie w Zakonie Feniksa, i wiara, że samym tym Zakonem odrobi, co był winien światu.
Tristan otworzył drzwi, Tarpaulin wyszczerzył się w uśmiechu, ukazując przerwę między jedynkami.
— Tristan. Dobrze cię widzieć. — Wyciągnął rękę, żeby mu uścisnąć na powitanie prawicę. Że dobrze go widzieć żywego, nie dodał, lecz Ward był jednym z tych, o których przetrwanie Tarp się był obawiał najwięcej, toteż z ulgą odebrał wcześniej jego wiadomość. Skorzystawszy z zaproszenia, mężczyzna wszedł do środka i rozejrzał się po pachnącym remontem domu. — Ładnie się tu zaczynacie urządzać, praca wre. Nad czym ostatnio działasz, co?
Stary zatknął kciuki za pas i odchylił się, wodząc wzrokiem pod sufity i wysoko po ścianach. Jak trafiał na coś, co ewidentnie ładnie było wykończone, to nawet raz czy dwa pokiwał głową z uznaniem. No bo co? Od razu zaczynać od interesu to nie wypada.
piw0 to moje paliwo