18.03.2023, 20:25 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.03.2023, 21:30 przez Leta Crouch.)
Choć wydawało się to niemożliwe, skoro czarodziejów na polanie było jak mrówków, to jednak jakimś cudem udało się odnaleźć Anwara. Jakoś. Przypominało to szukanie igły w stogu siana czy pyłku na wietrze, ale koniec końców Leta z Cathalem wpadli na egipskiego współpracownika.
- Wiesz, Jamil, to było bardzo nierozsądne – fuknęła na mężczyznę. Gruntowniejszy opieprz pozostawiła jednak Cathalowi, samej zaś... – Ale dobrze, jak już tu jesteśmy, to przynajmniej to jedno powinieneś spróbować, zanim stąd odejdziemy – oświadczyła z całym przekonaniem w głosie, ciągnąc swoich towarzyszy w stronę majowych pali oraz – dokładniej rzecz ujmując – stołów. Stołów z kwiatami.
- Masz bojowe zadanie. Tak w ramach zapoznawania się z kulturą brytyjskich czarodziei – zaznaczyła, przy czym wydawała się mówić całkiem poważnie. Choć tak naprawdę… cóż, nie można było odmówić mnogości chochlików w oczach kobiety. Dość szybo, niemalże bez namysłu wybierała kwiaty do wianka, jaki właśnie tworzyła, kierując się raczej tym, które jej najbardziej się podobały niż znaczeniami – Widzisz tych tam? Wieszają wianki na palach. I to obowiązkowy punkt każdego Beltane, chociaż raz w życiu trzeba tego spróbować – zapewniła, wplatając właśnie irysa. A za nim hibiskusa.
- Caaal, będziesz tak miły i sięgniesz mi po eee, te niebieskie, jak im tam… niezapominajki? – zatrajkotała, starając się utrzymać wianek w kupie.
Wkrótce z szerokim uśmiechem podsunęła Jamilowi gotowy wianek, który zdawał się trzymać na słowo honoru, ale jednak niewątpliwie był wiankiem i nie rozsypywał się od samego dotknięcia.
[czekam na postać gracza]
- Wiesz, Jamil, to było bardzo nierozsądne – fuknęła na mężczyznę. Gruntowniejszy opieprz pozostawiła jednak Cathalowi, samej zaś... – Ale dobrze, jak już tu jesteśmy, to przynajmniej to jedno powinieneś spróbować, zanim stąd odejdziemy – oświadczyła z całym przekonaniem w głosie, ciągnąc swoich towarzyszy w stronę majowych pali oraz – dokładniej rzecz ujmując – stołów. Stołów z kwiatami.
- Masz bojowe zadanie. Tak w ramach zapoznawania się z kulturą brytyjskich czarodziei – zaznaczyła, przy czym wydawała się mówić całkiem poważnie. Choć tak naprawdę… cóż, nie można było odmówić mnogości chochlików w oczach kobiety. Dość szybo, niemalże bez namysłu wybierała kwiaty do wianka, jaki właśnie tworzyła, kierując się raczej tym, które jej najbardziej się podobały niż znaczeniami – Widzisz tych tam? Wieszają wianki na palach. I to obowiązkowy punkt każdego Beltane, chociaż raz w życiu trzeba tego spróbować – zapewniła, wplatając właśnie irysa. A za nim hibiskusa.
- Caaal, będziesz tak miły i sięgniesz mi po eee, te niebieskie, jak im tam… niezapominajki? – zatrajkotała, starając się utrzymać wianek w kupie.
Rzut T 1d100 - 59
Slaby sukces...
Slaby sukces...
Wkrótce z szerokim uśmiechem podsunęła Jamilowi gotowy wianek, który zdawał się trzymać na słowo honoru, ale jednak niewątpliwie był wiankiem i nie rozsypywał się od samego dotknięcia.
230/1550
[czekam na postać gracza]