25.08.2026, 09:54 ✶
Robert żałował, że światło pozostawało przygaszone. Nie dlatego że w ciemności zazwyczaj potykał się i wpadał na meble (to też), ale że nie mógł dobrze widzieć przystojnego wampira. Chociaż sam aksamitny głos Gustave'a wystarczył, by spowodować u Croucha przyjemny dreszczyk gdzieś w okolicach karku. Ten troskliwy tembr z dodatkiem łagodnego francuskiego akcentu. Wydawało się też, że Delacour mówił nieco, jakby rzeczywiście pochodził z innej epoki. Owszem, używał zwyczajnej angielszczyzny, ale było w tym coś anachronicznego. Maniera, której nie miał już nikt, kto obecnie żył. Robert starał się nie wyobrażać sobie, jak ten głos brzmiałby w szepcie tuż nad jego uchem. I w innych… sytuacjach. Choć nie mógł powiedzieć, że wcześniej nie przemknęło mu to przez myśl.
– Dziwi mnie, co pan mówi, bowiem słyszałem raczej, że młodzi są przepełnieni energią, którą muszą jakoś spożytkować. – Łagodna sugestia, ale nie nachalna. Taka, którą można było odczytać na kilka sposobów.
Choć rzeczywiście ta cała sprawa z mieszkaniami przytłaczała go. Skoncentrować się musiał na jednej rzeczy naraz, a to czyniło go niespokojnym. Dokuczała mu nieobecność Enid. Wcześniej pełnił co najmniej dwie role: sędziego i ojca. Teraz zaś sędziowanie tak go pochłonęło, że czuł się jakby jego życie prywatne najzwyczajniej zanikało. Przyjaciół znał z pracy. W domu? Pracował albo myślał o pracy. Ojciec ciągle wypytywał go o co? O pracę właśnie. Może po załatwieniu tych mieszkań mógł pojechać na urlop? Chociaż kilka dni, gdzieś, gdzie było jeszcze trochę słońca. Mógłby nadrobić którąś z niedoczytanych książek. A może zapisałby się na jakieś zajęcia sportowe? Poszedłby na mecz?
Usiadł na swoim łóżku.
– Widzę, że już mnie pan rozgryzł – uśmiechnął się. Słowa „rozgryzł” użył przy wampirze raczej przypadkowo, ale cóż… pasowało. – Ostatnio ciągle pracuję. Wie pan, mam córkę. Jedenastolatkę. Wyjechała w tym roku do Hogwartu. Myślałem najpierw, że to ona będzie za mną tęsknić, ale okazuje się, że to ja bardziej tęsknię za nią. Czasy są niespokojne, chciałbym mieć ją bardziej na oku, ale… nie mogę być też nadopiekuńczy. A żeby zagłuszyć zamartwianie się o córkę, znajduję sobie inne rzeczy, którymi mogę się stresować. Ostatnio nic nie robię, tylko pracuję. To pochłania całe moje życie.
– Dziwi mnie, co pan mówi, bowiem słyszałem raczej, że młodzi są przepełnieni energią, którą muszą jakoś spożytkować. – Łagodna sugestia, ale nie nachalna. Taka, którą można było odczytać na kilka sposobów.
Choć rzeczywiście ta cała sprawa z mieszkaniami przytłaczała go. Skoncentrować się musiał na jednej rzeczy naraz, a to czyniło go niespokojnym. Dokuczała mu nieobecność Enid. Wcześniej pełnił co najmniej dwie role: sędziego i ojca. Teraz zaś sędziowanie tak go pochłonęło, że czuł się jakby jego życie prywatne najzwyczajniej zanikało. Przyjaciół znał z pracy. W domu? Pracował albo myślał o pracy. Ojciec ciągle wypytywał go o co? O pracę właśnie. Może po załatwieniu tych mieszkań mógł pojechać na urlop? Chociaż kilka dni, gdzieś, gdzie było jeszcze trochę słońca. Mógłby nadrobić którąś z niedoczytanych książek. A może zapisałby się na jakieś zajęcia sportowe? Poszedłby na mecz?
Usiadł na swoim łóżku.
– Widzę, że już mnie pan rozgryzł – uśmiechnął się. Słowa „rozgryzł” użył przy wampirze raczej przypadkowo, ale cóż… pasowało. – Ostatnio ciągle pracuję. Wie pan, mam córkę. Jedenastolatkę. Wyjechała w tym roku do Hogwartu. Myślałem najpierw, że to ona będzie za mną tęsknić, ale okazuje się, że to ja bardziej tęsknię za nią. Czasy są niespokojne, chciałbym mieć ją bardziej na oku, ale… nie mogę być też nadopiekuńczy. A żeby zagłuszyć zamartwianie się o córkę, znajduję sobie inne rzeczy, którymi mogę się stresować. Ostatnio nic nie robię, tylko pracuję. To pochłania całe moje życie.
Vox populi
Królami świata rządzi dziś strach
Bo gubią się we własnych sidłach i grach
W walce o to, by wciąż zajmować sam szczyt
Budują mur, by ukryć ból swój i wstyd.
Królami świata rządzi dziś strach
Bo gubią się we własnych sidłach i grach
W walce o to, by wciąż zajmować sam szczyt
Budują mur, by ukryć ból swój i wstyd.