Nastrój nie dopisywał Saurielowi. A kiedy jeszcze przyszło mu wrócić z zadania z niczym to teraz szedł przez Beltane ze złożonymi jak do modlitwy rękoma i trzymał je na poziomie swojego nosa. Zupełnie, jakby zaraz miał w tych dłoniach schować swoją twarz.
Rookwood dostrzegł między ludźmi Victorię wraz z... z kimś. Przez moment chciał po prostu przejść dalej, ale widząc, że słupy majowe ruszył w najlepsze... Zresztą przyda mu się chociaż moment, momencik oderwania. A Victoria była skutecznym rozpraszaczem.
- Komu pleciesz wianek? - Złapał jakiś płatek, fioletowy, który leżał na stoliku i spojrzał na niego, niby jakby był nim zainteresowany. Trochę był. Płatki kwiatów były TAKIE PRZYJEMNE w dotyku. Takie gładziutkie. Milutkie. Mięciutkie... Przedarł płatek między palcami ozdobionymi pierścieniami i spojrzał czarnymi oczyma spod szerokiego kaptura na towarzyszkę Victorii. Nie wydawało się to ani miłym, ani choćby przychylnym spojrzeniem.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.