Wczoraj, 10:16 ✶
Robert był w stanie wymyślić kilka sposobów na to, jak można by rozproszyć nadmiarową energię. Ciekaw był, jakie sztuczki na to poznał swego czasu Gustave. Musiał być bardzo, ale to bardzo doświadczony. A Crouch z kolei dopiero odkrywał swoje preferencje, zresztą z pomocą innego wampira. Zaczynał zauważać coś, co zawsze tam gdzieś było, czego chyba powinien się wstydzić, ale jakoś to charakterystyczne poczucie winy nie przychodziło. Był dorosłym facetem, który spełnił swój obowiązek wobec magicznego, czystokrwistego społeczeństwa. Miał wspaniałą córkę, ród został przedłużony. Choć tak realnie wszystkie te sprawy związane z sukcesją też jakoś do niego specjalnie nie przemawiały. Dziecko wychowywał nie tylko z rodzicielskiego obowiązku. Chciał po prostu dla Enid wszystkiego, co najlepsze, pragnął, by świat, który kiedyś zamieszka, był dobrym miejscem dla niej i innych dzieciaków. Jego celem była ona sama w sobie, nie jakieś arystokratyczne gadanie, które co prawda mu wpojono, lecz on zdołał jakoś to wyprzeć.
– Niestety. Choć potrzebujemy zmiany, bo skończymy na dnie. Inni tego nie widzą. Chcą działać powoli i umiarkowanie. Nie widzą jednak, że druga strona organizuje sobie beztrosko Spaloną Noc, podczas gdy my kłócimy się o drobnostki – westchnął.
Gustave jednak miał rację. Nie mógł pozwolić, by praca pochłonęła całe jego życie. Nie dało się w tej chwili wziąć urlopu bez powodowania wizerunkowej katastrofy, ale Robert musiął postarać się, by jego życie prywatne jeszcze miało rację bytu. Na razie skupiało się ono na codziennym bieganiu (by w pracy mieć trzeźwy umysł i nie dać mięśniom się zapaść), rozmowach z rodzicami przy kolacji (o pracy). Starał się czytać książki przed snem, ale dociągał maksymalnie do dwóch stron dziennie. Potem zasypiał i zapominał, co się działo na stronnicach. Tęsknił za swoim domem, za kamienicą na Pokątnej. Tam miał sprzęt do ćwiczeń, salonik, barek z dobrą brandy. Na Pokątnej można było czasem podejść do galerii sztuki, do Dziurawego Kotła.
– Jest trudne, ale jak wszystko w życiu, co ma znaczenie, prawda? To trochę jak w pracy sędziego. Każdy krok może być błędny. Człowiek czuje się jakby szedł do przodu z zawiązanymi oczami. Ale warto. A Enid… nie ma na świecie osoby, którą bym bardziej kochał. Wie pan, nie dla każdego byłbym w stanie rzucić absolutnie wszystko. Ale dla niej tak. Gdybym miał poświęcić dla niej życie, nie wahałbym się nawet przez chwilę. Tak samo karierę, reputację, szacunek w socjecie – rzekł z całkowitą szczerością. – Więc o życie osobiste może pan śmiało pytać. Nie mam specjalnie dużo do ukrycia. Nie przed panem. Ale ma pan rację, rozmowa o winie i muzyce jest tym, czego w tej chwili chyba potrzebuję. Choć nie wiem, czy moje opinie się panu spodobają. Jestem bowiem wielbicielem nie tylko klasyki, ale i muzyki… nowszej. Zna pan może mugolski zespół The Beatles? Albo Franka Sinatrę? Czasami, jak mam chwilę, puszczam sobie ich albumy w gramofonie, siadam z szklanką whisky i po prostu słucham.
– Niestety. Choć potrzebujemy zmiany, bo skończymy na dnie. Inni tego nie widzą. Chcą działać powoli i umiarkowanie. Nie widzą jednak, że druga strona organizuje sobie beztrosko Spaloną Noc, podczas gdy my kłócimy się o drobnostki – westchnął.
Gustave jednak miał rację. Nie mógł pozwolić, by praca pochłonęła całe jego życie. Nie dało się w tej chwili wziąć urlopu bez powodowania wizerunkowej katastrofy, ale Robert musiął postarać się, by jego życie prywatne jeszcze miało rację bytu. Na razie skupiało się ono na codziennym bieganiu (by w pracy mieć trzeźwy umysł i nie dać mięśniom się zapaść), rozmowach z rodzicami przy kolacji (o pracy). Starał się czytać książki przed snem, ale dociągał maksymalnie do dwóch stron dziennie. Potem zasypiał i zapominał, co się działo na stronnicach. Tęsknił za swoim domem, za kamienicą na Pokątnej. Tam miał sprzęt do ćwiczeń, salonik, barek z dobrą brandy. Na Pokątnej można było czasem podejść do galerii sztuki, do Dziurawego Kotła.
– Jest trudne, ale jak wszystko w życiu, co ma znaczenie, prawda? To trochę jak w pracy sędziego. Każdy krok może być błędny. Człowiek czuje się jakby szedł do przodu z zawiązanymi oczami. Ale warto. A Enid… nie ma na świecie osoby, którą bym bardziej kochał. Wie pan, nie dla każdego byłbym w stanie rzucić absolutnie wszystko. Ale dla niej tak. Gdybym miał poświęcić dla niej życie, nie wahałbym się nawet przez chwilę. Tak samo karierę, reputację, szacunek w socjecie – rzekł z całkowitą szczerością. – Więc o życie osobiste może pan śmiało pytać. Nie mam specjalnie dużo do ukrycia. Nie przed panem. Ale ma pan rację, rozmowa o winie i muzyce jest tym, czego w tej chwili chyba potrzebuję. Choć nie wiem, czy moje opinie się panu spodobają. Jestem bowiem wielbicielem nie tylko klasyki, ale i muzyki… nowszej. Zna pan może mugolski zespół The Beatles? Albo Franka Sinatrę? Czasami, jak mam chwilę, puszczam sobie ich albumy w gramofonie, siadam z szklanką whisky i po prostu słucham.
Vox populi
Królami świata rządzi dziś strach
Bo gubią się we własnych sidłach i grach
W walce o to, by wciąż zajmować sam szczyt
Budują mur, by ukryć ból swój i wstyd.
Królami świata rządzi dziś strach
Bo gubią się we własnych sidłach i grach
W walce o to, by wciąż zajmować sam szczyt
Budują mur, by ukryć ból swój i wstyd.